Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
22 Cze
 KOMENTARZY 10
, , ,
#Dziennik

Dziewczyna ze złotym sercem

Siedzę przed komputerem, jest wieczór. Kursor miga raz za razem, a ja jak zwykle nic nie piszę. Nic nie wydaje się być wystarczająco dobre lub wystarczająco angażujące, bym chciał po prostu oddać się stukaniu w klawiaturę. W niektóre wieczory walę w nią jak dzięcioł na spidzie. To nie jest jeden z nich.

 

Ping.

 

Blogowy mail krzyczy, że mam nową wiadomość. Zrobiłbym cokolwiek, byle nie patrzeć w migający kursor, otwieram. Czytam ją raz. Po chwili kolejny. Trzeciemu czytaniu towarzyszą dreszcze na plecach. Co to za dziwne gówno?

 

POWIEDZ SWOJEMU KOLEDZE Z TATUAŻEM TRISKELIONA, ŻE MA SIĘ DO MNIE ODEZWAĆ.

 

Tyle. Im bardziej staram się złapać tu jakikolwiek sens, tym bardziej mi on ucieka. Wpierw myślę, że jakiś troll, ale wiadomość jest zbyt porąbana jak na zwykłego trolla. Cóż, kasuję i wracam do gapienia się w kursor.

 

Mija kilka dni.

 

Gdzieś siedzę, z kimś rozmawiam. Jakaś kawa drażni moje kubki smakowe i żołądek, wiercąc w nim małe, niepokojące, a jednocześnie przyjemne dziurki. Łaskocze delikatnie i wiem już, że kofeina zaczyna walić po żyłach.

 

Ping.

 

Napisałem dziś rano (w końcu, kurwa) wpis, więc co chwila na maila przychodzą mi powiadomienia o nowym komentarzu. Wiem, że to nieładnie sprawdzać przy kimś telefon, że to trochę uzależnienie, a dla autora, który właśnie coś opublikował jest to jedno z fajniejszych uzależnień.

 

Odblokowuję telefon.

 

Błagam, odezwij się, napisz do mnie natychmiast. Jestem w szpitalu, tylko TY możesz mi pomóc, potrzebuję Twojej POMOCY.

~Dziewczyna ze złotym sercem

 

Mail inny niż poprzednio. Autor na sto procent ten sam. Nieswojo się czuję, gubię wątek, nie wiem, o czym przed chwilą mówiłem. Tak sobie kiedyś myślałem, kiedy doczekam się jakiejś psychofanki, kiedy bokiem odbije mi się to, że stałem się osobą publiczną. Wrażenie mam identyczne, co poprzednio – to zbyt zaawansowane gówno na zwykły trolling. Maila kasuję, ale nie zapominam.

 

Siedzi mi w głowie przez następne dni. Googluję oba adresy mailowe, próbuję wklepywać je w fejsa, nic. W końcu się poddaję.

 

*

Jest piątek, siedzimy z Festem w kawiarni na Złotych Tarasach. Opisujemy dwóm kursantom, jakie zasady panują na szkoleniu, jak będzie ono przebiegać – taki wstęp do współpracy, gdzie jednocześnie rozmawiamy sobie na luzie, by chłopaki mogli się oswoić z atmosferą szkolenia i zobaczyć, że jesteśmy (względnie) normalni.

 

W pewnym momencie mam to dziwne uczucie, że jestem obserwowany. Ciekawe, jak to działa – siedzisz sobie normalnie, a nagle robi się nieswojo. Jakby ktoś zawieszając na Tobie oczy zawieszał Ci też tego spojrzenia cieżar. Kątem oka widzę, jak nieopodal naszego stolika spacerują klienci galerii, ludzie, którzy przyszli na zakupy. Jedna kolorowa plamka (nie patrzę wprost) powoli zwalnia, aż w końcu sie zatrzymuje. Coś krzyczy mi w głowie, że nie powinienem tam patrzeć, powinienem udawać, że nie widzę, powinienem cokolwiek, tylko nie to – a jednak patrzę. Zanim nasze oczy się spotykają zimny dreszcz wskakuje mi pod koszulkę, a włosy powoli stają dęba.

 

Blondynka, ładna z twarzy. Po prostu stoi, ludzie ją wymijają. I się na mnie patrzy. Nie, lampi się. Wpatruje wielkimi oczami. Minę ma, jakby zobaczyła ducha. Nie muszę z nią rozmawiać, nie muszę pytać – wiem, że to ona. Na szyi nosi złote serce na łańcuszku.

 

Kurwa.

 

Idź stąd, idź stąd, dlaczego sobie stąd nie pójdziesz? Robi krok w moim kierunku – sztywno, jak kukła – no kurwa idzie do mnie, podejdzie do stolika, przy którym siedzą 4 osoby, co powie, o co jej chodzi, co ona chce zrobić? Ma ładne rysy, ale straszną twarz, zastygłą w grymasie przerażenia, zaskoczenia, opętania jakiegoś.

 

Stoi przy stoliku, staram się na nią nie zerkać, ale przecież to głupie, bo ona na mnie tylko patrzy. Fest przestaje mówić, nie wie, co się dzieje. Klienci patrzą po sobie, patrzą na nią, na mnie, ta chwila ciągnie się w nieskończoność jak guma do żucia, wisi jak ciężkie chmury przed potokiem deszczu, wszyscy czekają na pierwszy grom, aż huknie i rozpęta się burza.

– Musimy porozmawiać – mówi cicho, słabym głosem. Jest w nim coś niespokojnego, coś naglącego.
– Przepraszam, ale jestem zajęty – wykrztuszam z siebie, mój ton głosu jest daleki od zadowalającego. – Poza tym nie wydaje mi się, żebyśmy się znali.

 

Moje słowa wpadają jak w studnię, obijają mi się po głowie, bo ona nie mówi nic. Nikt nic nie mówi, nikt nie wie, co się dzieje. Dziewczyna ze złotym sercem wpatruje się we mnie intensywnie, wierci, przeszywa gałki oczne, jakby chciała zrobić z nich szaszłyki.
– Ale ja znam ciebie i musisz mi pomóc, to zajmie chwilę, obiecuję.

 

Nie wiem, co robić. Przed sobą mam ewidentnie jakąś wariatkę, psychofankę w dodatku, która jakimś cudem wystalkowała mnie, po prostu znalazła. Jak to zrobiła?

 

Śledziła mnie?

 

Fest zerka na mnie, wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia, łapie w mig:
– Przepraszam, ale jesteśmy bardzo zajęci, właśnie rozmawiamy i mamy ważne sprawy do załatwienia. Jeśli chcesz, to powiedz szybko tutaj o co chodzi, a jak nie to niestety nie możemy dłużej rozmawiać.

 

Laska nawet na niego nie patrzy, nie zauważa jego istnienia, dlaczego go nie zauważa, jak bardzo musi być rąbnięta, dlaczego uwiesiła się akurat na mnie?
– Proszę, to bardzo ważne, musimy, koniecznie musimy porozmawiać w cztery oczy.

 

Nie jest w tym dobra, trzęsie się, teraz to widzę. To nie pewność siebie popchnęła ją do tego stolika, to desperacja, jakieś obłąkanie. Musi być szalona, moje oczy zezują w kierunku jej dłoni, czy nic w nich nie trzyma – chowa je w długich rękawach kremowej bluzki.

 

Nie chcę scen przy klientach.
– Ogarnę to i zaraz wracam – rzucam do chłopaków, wstaję od stolika, nogi mam lekkie, omdlałe, trochę jak z waty.

 

Odchodzę z nią parę metrów, zatrzymujemy się przy barierce. W nozdrza uderza mnie smród starego potu, to od niej, od ilu dni się nie myła? Co może doprowadzić młodą, ładną dziewczynę do takiego stanu? Nie muszę jej o nic pytać, zaczyna gadać, uśmiechnięta jak nawiedzona katoliczka na mszy z ulubionym księdzem.
– Przewidziałam, że się zobaczymy, teraz mi wierzysz?
– Nie wiem, o czym mówisz – ucinam.
– Pisałam do ciebie, że tylko ty możesz mi pomóc, a teraz się spotykamy. Jestem sama w szpitalu, jest tam okropnie, tylko ty możesz mi pomóc się z niego wydostać, proszę, błagam pomóż mi. Jesteś moją jedyną nadzieją.

 

Pieprzona księżniczka Leia. Tylko, że nie mam ochoty być jej Obi-Wanem Kenobim.
– Posłuchaj. Nie wiem o czym mówisz i chcę, żebyś zostawiła mnie w spokoju, rozumiesz?
– Nie, ty nic nie rozumiesz…

 

Biorę głęboki wdech, czas kończyć tę szopkę.
– I nie chcę rozumieć. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego i słuchać tego, co masz mi do powiedzenia. Teraz wrócę do stolika, a ty po prostu się oddalisz i nigdy więcej do mnie nie podejdziesz, ani nie napiszesz, okej?

 

Nie czekając na jej odpowiedź, po prostu odwracam się na pięcie i idę w stronę stolika – jednocześnie mając nadzieję, że nie wyciągnie jakiegoś noża, nie mam pojęcia, czego się po takiej klientce mogę spodziewać.

 

Siadam, odwracam głowę – zniknęła tak, jak się pojawiła.

 

Kolejne dwadzieścia minut szkolenia musi prowadzić Fest, tyle zajmuje mi dojście do siebie i zaprzestanie oglądania się w poszukiwaniu mojej stalkerki.

 

Mijają godziny szkolenia. W końcu jestem w stanie na moment zapomnieć o akcji z rana. Idę korytarzem galerii i w pewnym momencie czuję czyjąś zimną dłoń na ramieniu. Z początku myślę, że to kursant lub Fest. Po chwili jednak uderza mnie smród potu. Żołądek podjeżdża mi do gardła.

 

Odwracam się. Ona, zaledwie metr ode mnie, pożera moją twarz oczami. Odruchowo odpycham jej dłoń i robię krok w tył.

– Błagam, wysłuchaj mnie – pierdoli jak zapętlona, z wyrazem twarzy, który tęskni za dawką psychotropów.

– Nie chcę z tobą rozmawiać, nie chcę cię poznać, odwal się ode mnie. Więcej nie pisz i za mną nie łaź bo pójdę na policję.

 

Odchodzę szybkim krokiem.

 

*

 

Więcej jej nie spotykam, nie otrzymuję żadnych maili. Do dziś nie wiem, jak mnie wtedy znalazła, o co chodziło, czego chciała.

 

Nie skłamię, gdy napiszę, że jest to błoga niewiedza. 

 

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
MarcinGrzesiekmatKornelPiotr Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Piotr
Gość
Piotr

Według mnie to akurat jest łatwo was znaleźć,wystarczy zobaczyć kiedy macie tylko szkolenie w Warszawie i iść do Złotych Tarasów.Wiadomo że najwięcej ludzi tam próbuje coś działać i podchodzić.Laska wyczaiła cię po prostu w necie i u znała że jesteś jej ideałem więc się trochę zafiksowała na ciebie z tond takie zachowanie.

Kornel
Gość
Kornel

V1ncent, zawsze sie musi trafic jakas psychofanka, kiedys tez jedna mialem, przez pol roku nagabywala bez powodu. Spotkalismy sie 2 razy i nic nie bylo ale sie uwziela, na szczescie to dawno temu i tamta z tego co kojarze mocno pachniala perfumami:) Co do spotkania z Toba, w tym tygodniu jakos przechodziles obok Zielonej Gesi chyba po meczu Polski jakos. Stales sie osoba publiczna dla czytelnikow bloga po trochu;) Pytanie co wypada w takim przypadku, czy „czesc” jest dla Ciebie sympatyczne czy wszelkie oznaki uznania i poznania Ciebie krepuja?

Grzesiek
Gość
Grzesiek

Kiedyś pisałeś o jakiejś dziewczynie (chyba z Gdańska) która była chora na raka lub udawała że jest chora. Już dokładnie nie pamiętam. W jednym z tamtych wpisów napisałeś, że ogarnąłeś całą wiedzę medyczną (w szczególności tę mniej legalną) na temat leczenia tej choroby. Może ta laska też jest chora i chciała coś w sprawie tych mniej legalnych praktyk od Ciebie się dowiedzieć?

Marcin
Gość
Marcin

Jak większość wpisów jest spoko i się zgadzam, tak dla mnie osobiście kompletnie niezrozumiale i porąbane jest nie pozwolić powiedzieć drugiej osobie dwóch słów ponieważ czuć od niej pot i halucynować się, ze jest psychofanką, cyberpsychopatką albo bóg wie kim jeszcze. Nie sądze by coś ci grozilo, gdybys uslyszal faktycznie w dwóch zdaniach o co jej chodzi. Stracilbys 5 minut? Moze jednak miała jakis powód, na który twoj ograniczony umysł nie wpadl i moze okazalo się, zebys dobrze zainwestowal te parę minut? Zamiast tego wgrales sobie jakies halucynację. Moim zadaniem zaprezentowałeś postawę anty rozwojową i zaprzeczającą temu o czym prawisz… Czytaj więcej »

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.