Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Kultura

Idziesz do kina się nawpierdalać?

Dawno nie byłem w kinie na dużej premierze, może to dlatego. Po prostu zapomniałem, nie chciałem widzieć, wyrzuciłem do kosza prosto z pamięci podręcznej. Jednak ostatnio, przy okazji The Last Jedi przypomniałem sobie hurtowo.

Ten tekst będzie recenzją – ale nie filmu.

Mlask mlask.

Chrup chrup. Ciamk.

Siorb. Chrup. Mlask.

Jedzenie w kinie.

Serio, po to tam idziecie? Żeby się tam nawpierdalać? Maczać błyszczące paluchy w popcornie, nachosach i popijać dietetyczną colą?

Nie mogliście, kurwa, zjeść w mieszkaniu?

Serio, z dystansu to wygląda jak jakaś choroba. Setka ludzi w kolejce do sali IMAX, więcej niż połowa coś zachłannie pakuje do ust. Tego się nie da nawet nazwać „jedzeniem”, bo w ruchach tych ludzi jest coś kompulsywnego, kompulsywne wpierdalanie, może tak to się powinno nazywać. Mmm przepyszna, tłuściutka, pusta kolacja. Sześcioosobowa rodzinka, każdy coś wdupia, a najwięcej dzieci, z wielkimi kubłami z colą. To oczywiście przypadek, że zarówno rodzice, jak i dzieci mają nadwagę i wyglądają jak średnio udane kluski. Obrzydliwe i upośledzone. Nie można wytrzymać trzech godzin bez żarcia?

Można, tylko po co?

Idę do toalety, mijam tych wszystkich NPCów, jestem w szoku, ale nikt nie zauważa mojej miny – każdy zajęty jedzeniem. Boty, po prostu boty.

Później ci wszyscy „ludzie” siadają w sali i rozlega się jebane chrupanie, ciamkanie i szeleszczenie. Na ekranie jeszcze nie ma loga Star Wars, a ja już się czuję, jakbym przypadkiem wylądował na innej planecie. Przecież gdybym wiedział, że jest stołówka, wziąłbym ze sobą pizzę na wynos.

Po chwili olśnienie. Przecież oni wszyscy są produktem kombajnu marketingowego. Wszystkie billboardy, reklamy w TV. Te zdjęcia nadmiernie podekscytowanej rodzinki/pary w kinie, obładowanej produktami o wysokiej zawartości raka, z przyklejonymi hollywoodzkimi uśmiechami, jakby się chwilę wcześniej nawciągali. Myślałem sobie: do kogo to trafia? Serio ktoś jest tak naiwny, żeby dać sobie wdrukować w łeb, że kino=żarcie?

Rozglądam się po sali i chylę czoła. W moim umyśle boss stojący za tym wszystkim właśnie się uśmiecha, ciągnie buch z cygara i pieści grube futro kota.

Teraz szybki quiz: gdzie ci ludzie wycierają ręce po popcornie, nachosach i sosie? W fotel, gdzieżby indziej. Siedząc tam po prostu nie mogłem myśleć o nich inaczej, niż o zwierzętach. Po seansie wszędzie na ziemi rozjebany popcorn i okruchy – jak tu nie mieć skojarzenia ze świniami? Popkultura zamieniła ludzi w jebane świnie. W USA 40% populacji ma nadwagę. Przewiduje się, że do 2040 roku CAŁY budżet Stanów będzie iść na leczenie cukrzycy. Ja się wcale nie dziwię i wiem, że Polska wkrótce dogoni swego idola. Reklama mówi bierz leki, idziesz do apteki. Mówi kino=popcorn+cola, leziesz do kasy, jak zombie. To w tym najsmutniejsze, ten dziwny letarg, otępienie na twarzy przeżuwającej kolejny kęs i nieświadomość bycia robionym w kakao. Jak krowy żyjące w ciasnych boxach z okularami VR, przez które po horyzont zielona trawka.

Do kina chodzę się zrelaksować, poczuć fajne emocje i dać się ponieść filmowi. Tylko jak to zrobić, gdy dookoła śmierdzi jedzeniem, słychać chrupanie i mlaskanie? Całe szczęście, że IMAX ma konkretne nagłośnienie i w trakcie seansu aż tak mi to nie przeszkadzało, ale gdyby był to normalny seans chyba bym musiał po prostu wyjść i wrócić w tygodniu, gdy na salach luźniej. Wszyscy do kina idą na film, ale nie wszyscy idą na tym filmie żreć. I jak to teraz pogodzić? Osoby, które jedzą spędzają czas znakomicie. Inni dzielą uwagę między film, a szeleszczenie torby z chrupkami – a zarówno jedni i drudzy za bilet płacili tyle samo.

Chciałoby się napisać: powinni zabronić picia i jedzenia w kinie. Tylko, że byłby to szczyt naiwności. Rezygnować z zabiegu, który podwaja lub nawet potraja dochód z biletu na film? Nie w tym życiu.

Dzisiejsza notka niczego nie zmieni, to oczywiste. Ale spoko, już mi lżej.

 

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

Co mnie to obchodzi?

0

Rozmowy wypatroszone online

0

Uczucia bez nazwy

0

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.