Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Dziennik#Życie

Miesiąc bez narzekania i negatywnych myśli. Co Ty na to?

Codziennie sami robimy sobie krzywdę, puszczając kierownicę i pozwalając, by mózg ściągał nas na pobocze, a w rezultacie raz za razem doprowadzał do wypadku, wykolejenia emocjonalnego. Chcę zminimalizować szkody i częstotliwość robienia samemu sobie „kuku”. Wchodzisz w to?

Wiesz, co w tym wszystkim najgorsze? Nikt nigdy nie nauczył nas kwestionować dialogu wewnętrznego. On po prostu towarzyszy nam tak długo, że traktujemy go jako integralną część nas samych. Akceptując myśli, które pojawiają się w naszych głowach czy utożsamiając się z nimi nadajemy im moc i sprawiamy, że czarne scenariusze stają się faktem. Z czasem tworzymy swoiste negatywne pętle, gdzie mózg przyzwyczajony jest do analizowania danej sytuacji na naszą niekorzyść. Wtedy odpalenie jednej myśli skutkuje pojawieniem się całego warkocza kolejnych, które prowadzą do załamania stanu emocjonalnego. Wierz mi, byłem w tym ekspertem.

Naszym problemem jest uzależnienie od złych emocji, od czucia się chujowo. Drobne sprawy w ciągu dnia, czy wlekące się za nami obowiązki są świetnym katalizatorem, za pomocą którego możemy wkręcać się w spiralę bez końca. Jest nam źle, ale zamiast wyrwać się z tej emocji i spróbować interweniować, podążamy za nią, pozwalając, by negatywne myśli mogły zakwitnąć, zatruwając samopoczucie. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do tych „triggerów”, że nawet nie zauważamy, kiedy w głowie odpala się reakcja łańcuchowa, zatruwająca ciało końskimi dawkami kortyzolu.

Chcę przestać przejmować się pierdołami, nieistotnymi sprawami, które pielęgnowane w głowie rosną do rangi „być albo nie być”. Niestety, bez świadomej kontroli nie będę w stanie tego dokonać. Uważam, że i tak przejmuję się z kilka razy mniejszą intensywnością, niż przypadkowy Krzysio, a także zaprzątam sobie głowę mniejszą ilością spraw – lata praktyki na polu poznawania samego siebie nie poszły na marne. Jednakże cały czas zauważam u siebie niechciane stany i momenty, kiedy denerwuję się rzeczami, na które nie mam wpływu. Jest to nieefektywne i sprawia, że w ciągu dnia zdarzają mi się spore huśtawki nastroju.

Nie będzie to wyzwanie miesięczne, tylko na całe życie. Miesiąc to jednak dobry start i jasny komunikat dla mózgu, by w ciągu 30 najbliższych dni kierował skupienie w momenty zapalne negatywnych emocji – by móc skutecznie je przeramowywać i eliminować. Docelowo chcę zrobić z tego nawyk.

Życie dopiero się zaczyna i jest stanowczo za krótkie, by bezsensownie katować się w myślach.

Założenia są bardzo proste. Gdy zaczynam myśleć negatywnie, wkręcać się w spiralę, natychmiast:

  1. Rozpoznaję ten moment i pytam siebie: „czy mam na to wpływ?”, „czy mogę to zmienić?”. Jeśli nie mam wpływu i nie mogę nic z tym zrobić, to świadomie odpuszczam. Jeśli mam wpływ, planuję działanie i egzekucję w celu rozwiązania problemu (sporo „przejmowania się” to efekt braku konkretnego planowania). Następnie odpuszczam.
  2. Przekierowuję skupienie na pozytywy.
  3. Nie narzekam. Narzekanie to zapalnik negatywnej spirali emocjonalnej. Gdy zaczynam narzekać, zauważam to i zamiast tego zmieniam temat lub staram się wypunktować pozytywy sytuacji.
  4. Gdy osoba, z którą rozmawiam zaczyna narzekać, zauważam to i przeramowuję, zwracając uwagę na pozytywy – nie daję się wciągnąć.

 

Na ten moment realizuję wyzwanie od 3 dni. Ponieważ jestem „na świeżo” i pamiętam o założeniach, wychwytuję wszystkie „triggery”, punkty zapalne i z sukcesem przekierowuję skupienie. Ani razu nie pozwoliłem sobie na to, by negatywne myśli rozwinęły się, odpalając złe emocje. Co ciekawe, już kilka razy przekierowałem rozmowę na odpowiednie tory, gdy rozmówca zaczynał narzekać – a wiem doskonale, że jeszcze parę dni temu dałbym się wciągnąć w bagno i rozwijanie totalnie zbędnej odnogi konwersacji, której jedyną funkcją jest generowanie złego samopoczucia. Bardziej konkretnymi wnioskami i rezultatami będę mógł pochwalić się dopiero za miesiąc-dwa, ale już w tym momencie czuję się dużo lepiej. Jestem „lekki”, częściej uśmiechnięty i bardziej odprężony.

Dbam o zdrowie i suplementację, regularnie ćwiczę, jem czysto, nie piję alkoholu, nie palę szlugów ani jointów. Dużą uwagę przykładam do tego, by konkretnie się wysypiać. Głupio byłoby poświęcać tyle energii na utrzymanie się w dobrej kondycji, jednocześnie dając dupy na froncie wewnętrznym.

Zgadzasz się? Wchodzisz w to?

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.