Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Dziennik

Jak odinstalowałem UBER. Groteskowy koniec niegdyś idealnej aplikacji

Uber, aplikacja, która kilka lat temu zachwyciła mnie, wprowadzając na rynek zupełnie nową jakość, zamieniła się we własną karykaturę.

To było niesamowite – jeden klik i podjeżdża po Ciebie szybko i bez żadnych problemów nowe auto. W środku pachnie, a za kółkiem miły i uczciwy kierowca, prowadzący zgodnie z GPS (zupełne przeciwieństwo typowego „sałaciarza”). Nie musisz mieć przy sobie gotówki, trzaskasz drzwiami, aplikacja potrąca Ci z konta jakieś śmieszne pieniądze. W przypadku jakiegokolwiek sporu, jest on zawsze rozpatrywany na Twoją korzyść. Uzależniłem się od aplikacji i używałem jej bardzo często.

Uber zapoczątkował prawdziwą rewolucję, na tle której strajkujący i praktykujący mafijne zagrywki taksówkarze wyglądali jak dinozaury na sekundę przed kolizją z meteorytem. Mijające lata pokazały jednak, że to nie dinozaury ucierpiały na kolizji najbardziej, a właśnie Uber, który niczym wąż Oroborus połknął własny ogon i wyrzucił do kosza absolutnie wszystko, co czyniło go tak wyjątkowym.

Najbardziej groteskowe w tym wszystkim jest to, że aplikacja, która miała zmonopolizować rynek, tylko go umocniła, sama powoli blednąc. Jak grzyby po deszczu rosną apki, które w chwili obecnej biją Uber na głowę. Tradycyjne taksówki, niegdyś poważnie zagrożone odejściem w zapomnienie, mają się lepiej niż kiedykolwiek (MyTaxi) dzięki benchmarkingowi modelu biznesowego Ubera.

DZIEŃ, W KTÓRYM SKASOWAŁEM UBERA

Spieszę się na szkolenie. Jestem spokojny, bo mam zapas 20 minut i niby niedaleko, ale chcę podjechać Uberem. Zamawiam kierowcę – ma być za 5 minut na miejscu spotkania. Ogarniam się, wychodzę. Minutę przed przyjazdem kierowca odwołuje przejazd (z jakiej przyczyny pozostaje tajemnicą). Denerwuję się, bo za 15 minut widzę się z klientami, ale zamawiam kolejny kurs. Za 7 minut. No nic, czekam cierpliwie. Na dwie minuty przed przyjazdem… kierowca odwołuje przejazd. No chyba sobie, kurwa, żartujecie. Zostaje mi 10 minut, gdybym od razu poszedł z buta byłbym już w okolicy miejsca spotkania. Po raz kolejny wduszam kciukiem przycisk w apce, kierowca wpierw jedzie w zupełnie przeciwnym kierunku, niż powinien, a następnie ODWOŁUJE PRZEJAZD. W tej samej chwili stwierdzam, że miarka się przebrała. Kilka kliknięć i pozbywam się z telefonu Ubera raz na zawsze – to zbierało się we mnie miesiącami i w końcu musiało się stać.

Ściągam MyTaxi. Kierowca podjeżdża po 3 minutach, auto jest nowe, czyste. Gość mówi po Polsku, ogarnia trasę, prowadzi bezpiecznie. Nie sądziłem, że kiedykolwiek tak ucieszę się na widok typowego „sałaciarza”.

W chwili obecnej trzeba być chyba masochistą, żeby korzystać z Uber.

DMITRI, SASHA I VLADYM KONTRATAKUJĄ

Warszawa, Kraków – obecnie, żeby zamówić kurs w Uber i trafić na polskiego kierowcę trzeba mieć farta rzędu skreślenia 6 w Totka. Nie miałbym nic przeciwko obcokrajowcom za kółkiem, gdyby nie fakt, że mają oni kompletnie WYJEBANE w swoją pracę, robią wszystko na ODWAL SIĘ, a pojęcie „jakość obsługi” jest im równie obce, co Monolit małpom w Odysei Kosmicznej Kubricka.

 

Dlaczego Polacy nie jeżdżą Uberem? Bo to się zwyczajnie nie opłaca. Uber z roku na rok podnosił prowizję, jaką pobiera od kierowców, w chwili obecnej jest to 25% kwoty przejazdu.

Dotyczy panów ze wschodu (czyli na moje oko jakieś 90% kierowców Ubera, LOL):

Prawo jazdy kupili na bazarze

 

Miałem kilka sytuacji, w których przez niekompetencję kierowcy prawie mieliśmy śmiertelny wypadek. Jedna z tych historii była tak niezrozumiała, a posiadanie przez wspomnianego kierowcę prawa jazdy tak pokurwionym pomysłem, że zagroziłem Uberowi nagłośnienie incydentu – dzwonili do mnie z przeprosinami. Ostatnio dwa razy w ciągu jednego kursu jechałem z panem z Ukrainy POD PRĄD. Notoryczne są sytuacje, w których zamówiony kierowca zachowuje się na drodze jak Alicja w jebanej Krainie Czarów. Nie przestrzega przepisów, jest zagubiony w akcji. Zamawiasz Uber i widzisz zamieszanie na drodze – to Twój „kierowca” zatrzymuje cały ruch, niemalże powodując karambol, bo rozkminia, czy może skręcić w uliczkę, by Cię odebrać (mógł), by za moment wystartować na pełnej piździe i pojechać zupełnie na około.

Najbardziej pocieszne są jednak sytuacje, w których kierowca pyta Cię o zasady ruchu drogowego. „Mogę zmienić pas?”, „tu możemy skręcić?”, „mam tu pierwszeństwo?”. Serio, kurwa? Serio?

Nie rozmawiają po Polsku i nie potrafią jechać zgodnie z GPS

 

Jak można jechać do pracy do innego kraju, gdzie codziennie masz kontakt z klientami i nie nauczyć się PODSTAW języka polskiego lub angielskiego? Już pomijam sytuacje, gdzie kierowca trajkocze do Ciebie coś po rosyjsku, bo taki ma humor, ale NOTORYCZNIE zdarza się, że gość nie potrafi jechać zgodnie z GPS, omija skręty i ciśnie na około – weź się wtedy z takim dogadaj.

 

Uber ma opcję zgłoszenia przejazdu i odzyskania środków, jeśli kierowca pomylił trasy – funkcja ta działała parę lat temu rewelacyjnie. Ostatnio jadę z Ukraińcem, trzy razy źle skręcił, nadrobiliśmy trasy i z estymowanych 15zł za przejazd zapłaciłem 22. Nie robiłem jednak żadnej afery, wykazałem się zrozumiałością, będąc przekonanym, że po kursie po prostu wyślę zgłoszenie i z automatu środki do mnie wrócą. Jaki komunikat pojawił mi się po przejeździe, gdy wypełniłem formularz? Że kwota, jaką zapłaciłem za przejazd mieściła się w estymowanych widełkach.

 

Widełki? Raczej widły i to chyba specjalnie dopasowane do umiejętności prowadzenia pojazdu przez wschodnich kierowców.

Obdarte, śmierdzące Skody Fabie

 

Zamawiasz przejazd, Twoim kierowcą będzie Vladym. Niech będzie. Jak zwykle podjeżdża Skodą Fabia. Niech będzie. Pasy z tyłu się nie zapinają – to jakiś żart? W nozdrza uderza smród potu, fajek, a miałem sytuację, że powitał mnie zapach przetrawionego alkoholu (jak debil pojechałem wtedy z tym kierowcą, nie wiem co miałem w głowie – po kursie zgłosiłem go, ale nie otrzymałem od Ubera żadnej informacji, czy w ogóle się sprawą zajął).

Kiedyś kierowcy mieli obowiązek jeździć w miarę nowymi autami. Z roku na rok dopuszczano coraz starsze. Obecnie samochody we flocie Ubera to jakiś żart.

Notoryczne odwoływanie przejazdów i dymanie usera na hajs

 

Sytuacja opisana na początku wpisu to wierzchołek góry lodowej. Zamawiasz przejazd, ale gość po kilku minutach Ci go anuluje – zdarza się raz za razem. Ostatnio kosztowało mnie to ponad 150 złotych, gdy zamówiłem Uber 60 minut przed Pendolino, ale trzech kolejnych kierowców odwołało mi przejazd po 10-15 minutach oczekiwania, więc się spóźniłem. Myślałem, że kogoś zabiję – oczywiście nie mogłem żadnego z tych kierowców zgłosić, bo Uber nie posiada takiej funkcji, nie masz żadnego namiaru na takiego kierowcę, znika on z apki.

Jakiś czas temu Uber obniżył też czas oczekiwania, po którym jeśli nie wsiądziesz do auta kierowca ma prawo anulować Ci trasę i skasować Twoje 10 złotych. Kierowcy z Ukrainy bardzo często wykorzystują ten fakt. Otrzymujesz komunikat, że Uber na Ciebie czeka, schodzisz na dół dosłownie w minutę, a gość odjeżdża Ci w momencie, kiedy łapiesz za klamkę, bo przekroczyłeś czas oczekiwania.

Bonus

 

Dwa tygodnie temu jechałem z panem z Ukrainy, który wyszedł do mnie z samochodu, by poinformować mnie, że pojedzie z nami jego syn (lat 18), bo przyjechał do Polski popatrzeć, jak tata pracuje. W związku z tym synek zajął miejsce po prawej stronie kierowcy i odbyliśmy kurs w trzy osoby.

Wow, po prostu wow. Takie pomysły to tylko na Ukrainie.

DROGO, CORAZ DROŻEJ

Na samym początku Uber wykosił wszystkich ceną przejazdów. W chwili obecnej przejazd wychodzi często dużo drożej, niż tradycyjną taksówką. Szczególnie frustrujący jest komunikat „wysokie zapotrzebowanie”, gdzie czasem płacisz kwotę z dupy za krótką trasę (Uber w tym momencie nie informuje Cię o „mnożniku”, tylko o finalnej kwocie do zapłaty – która do tego posiada niewidoczne w apce „widełki”, o czym wspominałem wyżej)

Ostatni, niedoszły kurs Uberem, przed którym usunąłem apkę miał mnie kosztować 22 złote. W MyTaxi za ten sam zapłaciłem 12 (!).

KONTRAST

Zestawienie obecnego „poziomu” usług świadczonych przez Uber z poziomem prezentowanym na początku, gdy aplikacja wchodziła na rynek nie pozostawia złudzeń:

 

To było niesamowite – jeden klik i podjeżdża po Ciebie szybko i bez żadnych problemów nowe auto. W środku pachnie, a za kółkiem miły i uczciwy kierowca, prowadzący zgodnie z GPS (zupełne przeciwieństwo typowego „sałaciarza”). Nie musisz mieć przy sobie gotówki, trzaskasz drzwiami, aplikacja potrąca Ci z konta jakieś śmieszne pieniądze. W przypadku jakiegokolwiek sporu, jest on zawsze rozpatrywany na Twoją korzyść. Uzależniłem się od aplikacji i używałem jej każdego dnia.

 

Człowiek jest jednak trochę masochistą i dyskomfort związany ze zmianą sprawia, że często wolimy tkwić w bezczynności, godząc się na rzeczy, które od dawna nam nie służą. W moim przypadku jednak miarka się przebrała – Uber poleciał do kosza, tam gdzie jego miejsce. Zastąpiły go MyTaxi oraz Taxify. Z tej drugiej apki jeszcze nie korzystałem, ale MyTaxi wydaje się być odpowiedzią na moje obecne potrzeby.

Szczerze mówiąc, gdyby ktoś parę lat temu powiedział mi, że zatęsknię za dinozaurami, czyli zwykłymi taksówkarzami – wyśmiałbym go w twarz. Dziś to rzeczywistość moja, moich znajomych i wielu rozgoryczonych klientów Ubera. Aplikacja miała wysadzić z siodeł konkurencję i zasiąść na tronie, a ostatecznie podniosła jakość usług na całym rynku, samemu usuwając się w kąt – tam, gdzie jej miejsce.

8
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
5 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
BłażejHubertMagdalenav1ncentbartek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamil
Gość
Kamil

Z odwołaniami, to odwołują krótkie kursy – przed przyjęciem kursu widzą planowany $ z przejazdu, i „nieopłacalne” kursy są anulowane. Da się to obejść wklikując długie kursy i zmieniając cel w trakcie. Ale argumenty w większości celne, chociaż na pijanego kierowcę w Uberze nie trafiłem. Artykuł sponsorowany?

Magdalena
Gość
Magdalena

Miałam dokładnie podobne sytuacje z odwołaniem (kurs ok 10 km). Ok, może to nie jest super daleko, ale o 4 nad ranem ciężko inaczej dostać się na dworzec PKP i być punktualnie. Miałam ponad 30 min zapasu czasu. Trzy razy Uber anulowany, 15 min do odjazdu pociągu… Całe szczęście, że mam prawko to wzięłam TrafiCara.
Ponadto nagminne łamanie przepisów (jazda pod prąd – widziałam, zgłaszałam) i problemy z dogadaniem się po polsku.

Zrezygnowałam.
Zdaję się na siebie i TrafiCara albo MyTaxi.
Na pewno bezpieczniej 🙂

bartek
Gość
bartek

Miałem sytuację w Krakowie. Spieszyłem się na pociąg jadąc z konferencji, zamówiłem Uber’a – a co, nowoczesność, w końcu 2018, a aplikacja Uber’a najlepiej zrobiona z tych wszystkich przewozowych. W UK działała świetnie, nawet czarnoskóry Pan gdy dowiedział się ze jestem z Polski zaśpiewał mi „sto lat” i powiedział „kurwa” śmiejąc się niezmiernie głośno. No fajno. Przyjeżdża koleś czymś w stylu Opla Astry, no ok, spieszy mi się. W środku niby czysto, ale zapach „już nie ten”. Dobra. Jedziemy. Korek. Kątem oka obserwuję jak zwykłe taksówki mkną po bus pasie – tak, w Krakowie taksówki mogą sobie jeździć tak jak… Czytaj więcej »

Hubert
Gość
Hubert

Dziękuje Vincent, napisałeś wszystko o Uberze co kłębiło się we mnie od dłuższego czasu, a ile nerwów przez spóźnienia.. szkoda gadać! Kasuje to gów..

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

Co mnie to obchodzi?

8

Rozmowy wypatroszone online

8

Uczucia bez nazwy

8

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.