Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
28 Cze
 KOMENTARZY 6
, , ,
#Dziennik

Produkt o niskiej zawartości puenty

Pod ostatnim tekstem otrzymałem taki komentarz na fejsie: „Historia bez puenty”. A następnie: „jeśli historia nie ma puenty, nie warto jej opowiadać”.

 

Już pomijam jawną pocieszność dyktowania blogerowi, co powinien, a czego nie powinien pisać na własnym blogu; chciałbym dziś skupić się na czymś zupełnie innym:

 

Czym jest v1ncent.pl?

Na powitalnej stronie na fanpage zamieściłem taki tekst:

 

Większość blogerów pisze w tym miejscu o tym, że lubi jeść herbatniki, posiada buntowniczą naturę i generalnie ubiera zdeptane banały w kolorowe ciuszki, by popisać się kreatywnością i grafomaństwem. Ja powiem:


Cześć, fajnie, że jesteś.


Czuj się jak NIE u siebie w domu. To miejsce należy do mnie i ja ustalam tu reguły. Piszę o sobie, swoich przemyśleniach i wyrzucam na zewnątrz wszystko, co lata mi po czaszce. Nie znajdziesz tu trzech nowych wpisów w tygodniu, tekstów sponsorowanych i clickbaitowej papki. Nie dowiesz się, co jadłem na śniadanie, ani jak na imię ma mój kot (no dobra, to akurat wyłapiesz, przetrzepując stare wpisy). Jeśli zawartość strony Ci nie odpowiada, to nie musisz mnie o tym informować – wystarczy, że zamkniesz przeglądarkę.


Na blogu obecnie wisi około 300 tekstów spłodzonych w ciągu ostatnich 5 lat, więc z pewnością znajdziesz coś dla siebie. Nie bądź jak pieprzone dziecko internetu, które czeka tylko na nowe mięsko i zaglądaj do archiwum. Podziękujesz później.


Piszę dla siebie i tylko trochę dla Ciebie. Natomiast jestem pewien, że mój blog Cię zainspiruje, da z liścia i ustawi do pionu. W najgorszym wypadku spędzisz tu miło czas.


Przy okazji, popełniłem książkę, która Cię zainteresuje: http://www.v1ncent.pl/plonac-w-atmosferze


Dobrej zabawy.


Pozdr
V

 

Puenta

 

To miejsce w internecie nie ma puenty, nie jest zamkniętą historią, tylko rwącym potokiem moich myśli. Osobiście nie szukam w życiu puenty. Zamknięte historie, szczęśliwe lub nieszczęśliwe zakończenia i napisy końcowe to wymysł Hollywood. Stałą życia jest jego przemijanie, przesypywanie piasku w klepsydrze. Fakt, że postawisz gdzieś na swojej drodze kropkę nie sprawi, że ten piasek przestanie spadać.

 

Kropki są spoko jako metaforyczne trzaśnięcie drzwiami i rozpoczęcie w myślach nowego rozdziału. Fajne narzędzie, bo działa odświeżająco, nie wolno się jednak do niego przywiązywać, bo rzeczywistość raz za razem będzie Twoje kropki gumkować i nie wolno wtedy wpadać w panikę, tylko pamiętać, że ta klamra i tak była umowna.

 

Wszystko, co stałe w życiu jest iluzją

 

Rzeczywistość płynie, zmienia kształty, jak magma po wybuchu wulkanu.

 

Nie możesz powiedzieć, że na zawsze pokonałeś jakiś lęk lub zmieniłeś swoje przekonanie na dany temat. Ten lęk może wrócić, a życiowe doświadczenie po raz kolejny zrobić bigos z czegoś, co miałeś za pewnik. Pewne jest tylko to, co masz w chwili obecnej, teraz. Jutro wszystko może się zmienić.

 

Kiedyś uważałem, że wszystko, co nas w życiu spotyka, spotyka nas z konkretnej przyczyny. Oczywiście, nie miałem na myśli religii i planu wszechmocnego staruszka, który siedzi w chmurach. Raczej wychodziłem z założenia, że każda życiowa sytuacja, nieważne jak ciężka pozwala nam nauczyć się czegoś o sobie, wyciągnąć lekcję, zahartować charakter.

 

A dziś? Dziś wiem, że rzeczy po prostu się dzieją i z niektórych zdarzeń nie da się wyciągnąć żadnej lekcji, chyba że na siłę. Ludzie bardzo lubią sobie racjonalizować to, co dzieje się w ich życiach, a także nadawać cierpieniu głębszego sensu. Czasem cierpienie jednak sensu nie ma. Jeśli jakieś doświadczenie pozwala Ci stać się lepszą osobą, przemyśleć pewne kwestie – super. Czy warto szukać tego na siłę? Wątpię.

 

Zgadza się, bardzo często puenty w życiu są oczywiste i trzeba potrafić je przyjmować. Czasem jednak będą zamglone lub poza zasięgiem i to też jest jak najbardziej w porządku. Maniakalne poszukiwania przyczyn, ciągłe pytanie „dlaczego” lub „co mogłem zrobić lepiej” długoterminowo zdrowe nie jest.

 

To tak, jak ze śmiercią bliskich osób. Do tej pory miałem dwie takie sytuacje. Czego się z nich nauczyłem? Można powiedzieć, że niczego. Że czas spieprza, ale że spieprza wiedziałem i bez tego. Podniosłem się cały poturbowany i do dziś noszę blizny, które czasem swędzą, ale jednocześnie nie niosą ze sobą żadnego praktycznego morału. Nie muszą, bo szukanie wszędzie sensu jest rzeczą typowo ludzką i nie ma nic wspólnego z tym, jak działają prawa fizyki, jak funkcjonuje Wszechświat. Stało się i tyle, trzeba z tym przejść do porządku dziennego i żyć dalej.

 

Rzeczywistość nie pochyli się nad Tobą, nie poda chusteczki ani nie poczeka, aż się pozbierasz. Co najwyżej dogniecie butem, więc dużo bardziej praktyczną inwestycją od szukania we wszystkim sensu jest nauka szybkiego podnoszenia się po nokaucie.

 

Wracając do myśli przewodniej tekstu, ten blog nie ma puenty. To koktajl luźnych myśli, historii spisanych w zgodzie z ich przebiegiem w prawdziwym życiu, z domieszką wszystkiego, co mnie wkurwia, bawi i zaskakuje.

 

No dobra, czasem pojawiają się też cycki.

 

Wiedząc, że nie lubicie wpisów bez morału, czy klarownego zakończenia,

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Agnieszka KlarafdhgfdgdfgAnonimv1ncentGrześ Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Grześ
Gość
Grześ

chusteczki byku 😀

Anonim
Gość
Anonim

Vincent, tracisz czytelników ostatnio i engagement? Bo ja po ostatnich wpisach już nic nie bardzo wynoszę z Twoich wpisów. bez puenty, bez morałów, bez pierdolnięcia i nawet zaczynam się wahać czy klikać w link na FB na Twoją stronę. Nie wiem jak inni czytelnicy, ale jeżeli to globalne zjawisko to nie dobrze nie?

fdhgfdgdfg
Gość
fdhgfdgdfg

Osobiście powiem, że dojebałeś trochę. Skoro wynosisz jakieś lekcje z wpisów blogerów masz niezły śmietnik w głowie a na dodatek nie potrafisz sam za siebie myśleć. Nawet jeśli byś mi napisał, że wybierasz sobie samych kozaków, to nic to nie da. Ja czytam blogerów, oglądam yt ale przestałem to robić już dawno temu bo nigdy mi jeszcze nic tak nie pomogło jak ja sam sobie. I dodam że trochę dziwnie bo to Vinc kiedyś walił suchymi informacjami jak leci i każdy przybijał piątki a jak teraz tworzy markę to jakiś anonim coś palnie że to nie to samo a właśnie… Czytaj więcej »

Agnieszka Klara
Gość

Skusiłam się, aby wejść w ten wpis.. Bo zawsze spotykałam się z niezrozumieniem podczas opowieści [bez tzw. pointy]. Po prostu historia, która niezawsze kończy się salwą śmiechu, czy morałem, albo jakims heroicznym czynem – jest potencjalnie nudna. Może ludzie maja problem z skumaniem kiedy się kończy?
Nie wiem.

W każdym razie dopiero tu wpadłam, więc jeszcze nie wiem co myśleć o Twoich.
Pozdrawiam 🙂

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.