Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
09 Lip
 KOMENTARZY 4
, , , ,
#Dziennik

Uczucia bez nazwy

Jadę motorem, szeleszczą mijane palmy, w oczy razi mnie sztylet pomarańczowego zachodu słońca. Mam pełen bak, brak celu i chęć, by docisnąć manetkę. Mknę trasą, która wije się jak wąż. Kręcę nadgarstkiem, więc maszyna wyrywa spod tyłka, chce rzucić się gwałtownie do przodu. Po prawej owcze chmury kąpią się w swoim odbiciu, horyzont zalany jest pomarszczoną wodą.

 

Sprawdzam: nie mam problemów. Jestem wolny.

 

Moim jedynym zmartwieniem jest benzyna.

 

Jak nazwać to uczucie?

 

„Wolność”?

 

Wolność to czułem, gdy po raz ostatni opuściłem gmach uczelni wiedząc, że więcej nie muszę tam wracać, ani już nigdy uczyć się czegoś, czego nie chcę. Była to inna „wolność” od tej, którą czuję leżąc latem na łące i pijąc zimne wino. Obie „wolności” są zdecydowanie różne od tej, która ogarnia mnie, gdy mknę motorem po tropikalnej wyspie, na tyle daleko od Polski i na tyle szybko, że nie mają szans dogonić mnie żadne obowiązki, żadne problemy. Rzeczywistość wokół jest tak obca, że odklejają się ode mnie schematy myślowe, schodzą całymi płatami jak stara farba. Ciepły deszcz zalewa koleiny, w które wpadał mózg, nagły powiew ciepłego, ale rześkiego wiatru odrywa skostniałe przekonania, zostawiając sam miąższ. Jestem ja i motor, otoczenie jak ze snu, zupełnie jakbym kiedyś już tu był lub po prostu miał tutaj trafić.

 

Nie da się takiego doświadczenia po prostu zgnieść i skompresować w jedno słowo. Moja „wolność” przeżywana w tamtym momencie dla Ciebie jest zupełnie inną „wolnością”, powiązaną z Twoimi doświadczeniami, pragnieniami. To tylko słowo, etykieta, arbitraż.

 

Dlaczego w XXI używamy czegoś tak niedoskonałego jak język? Latamy na Marsa, modyfikujemy własne geny, a wciąż potykamy się o błąd w interpretacji. Używamy topornego, obarczonego ogromną stratą i śmiesznie niską przepustowością narzędzia przekazywania informacji, które po prostu nie jest efektywne.

 

Gdybym mógł Cię dotknąć i tym dotykiem przekazać wszystko, co odczuwam, natężenie, zapach i barwę. Całą intensywność i cały sens osadzony w ramach mojej rzeczywistości. Bezstratny przekaz, pełne zrozumienie, brak miejsca na błąd. Jeden dotyk i już wiesz.

 

Jeden Twój dotyk i ja wiem.

 

Z drugiej strony, czy wtedy wszystko nie byłoby zbyt oczywiste? Czy to nie w tej niepewności i wolności interpretacji leży prawdziwa wartość słów, którymi się dzielimy? Może te najsłodsze uczucia, najlepsze momenty i najbardziej intensywne chwile są tak wyjątkowe i słodkie właśnie dlatego, że tylko my możemy je poczuć? Może właśnie dlatego coś nieznośnie uciska nas w gardle, gdy spada na nas kaskada emocji i zostajemy z nimi sami? To nasz moment. Niepodzielny, zachłanny. Zanurza nas, tuli do siebie nie dzieląc się z nikim innym.

 

Gdy aktor musi wzruszyć się na planie filmowym, nie wczuwa się on w tragedię przeżywaną przez postać, którą ma odgrywać – szuka raczej osobistej tragedii, otwiera własne, stare rany i przypomina sobie, jak go bolało. Zmusza się, by znów to poczuć. Wtedy pojawiają się łzy.

 

Dzięki słowom podobny proces zachodzi u nas z automatu. Mózg przeszukuje nasze życie, tkając z minionych chwil kontekst do symulacji.

 

Może tak właśnie jest lepiej?

 

Być może w dzieleniu się historiami i emocjami z ludźmi wcale nie chodzi o to, by poczuli oni dokładnie to, co my. Może chodzi o coś więcej – zamykanie przeżyć w słowa, etykiety, które dla każdego mają inne znaczenie i pobudzają w unikalny sposób. Gdy słuchamy czyjejś opowieści, przeżywamy ją w naszym osobistym kontekście. Wyobrażamy sobie, jak my byśmy się czuli – z całym bagażem naszych doświadczeń, przeżyć, zależności i znaczeń – wrzuceni w cudzy film.

 

I właśnie dlatego historie mogą dotknąć nas tak głęboko i mocno.

 

Dlatego też, najlepsze chwile życia najlepiej przeżywa się z ludźmi, których lubisz, kochasz. Jako człowiek potrzebujesz świadomości, że ktoś wie, potrafi się z Tobą utożsamić. Chcemy iść przez życie w grupie, połączonej mocnymi doświadczeniami. Dlatego nie potrzebuję samotnych wycieczek. Dlatego niezależnie od tego, czy jadę do innego miasta, państwa, czy lecę na inny kontynent – zawsze podróżuję do kogoś ważnego dla mnie lub z kimś ważnym.

 

Po to, by później bez użycia słów móc zobaczyć na twarzy drugiej osoby zrozumienie.

 

Pędząc między drzewami kauczuku zwalniam, napawam euforią i patrzę przez ramię. Za sobą widzę jeszcze dwa motory.

 

Jedno słowo nie odda emocji. Jedno słowo to fragment puzzla bez podpowiedzi, jak wygląda cała reszta. Wiele słów połączonych w historię to już całkiem niezły kompas. Przeżywanie razem to komfort i zrozumienie przekazywane samym spojrzeniem, nie trzeba nic mówić.

 

Nie trzeba okaleczać momentu.

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
v1ncentIziSiankoPatryk Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Patryk
Gość
Patryk

Poczules w koncu wolnosc o ktorej kiedys rozmawialismy!

Pozdrawiam
Kursant – Motocyklista 😉

v1ncent
Gość
v1ncent

Siema Patryk 🙂 Dobrze widzieć komentarz od Ciebie, pozdro!

IziSianko
Gość
IziSianko

Też chciałbym wrócić do motocykla
Pojechać na wieś do domu rodzinnego, wyciągnąć go z garażu i ruszyć w letnie niedzielne popołudnie na przejażdżkę
I nie martwić o nic

v1ncent
Gość
v1ncent

🙂

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

Co mnie to obchodzi?

4

Rozmowy wypatroszone online

4

Uczucia bez nazwy

4

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.