Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
22 Sie
 KOMENTARZY 2
, , ,
#Życie

Zmiana. Ryzyko. Wyzwanie

Całe życie uciekamy. Jesteśmy zawodowymi sprinterami w zawodach nie do mety, ale zdala od niej.

 

Jako ludzie jesteśmy uczuleni na wiele rzeczy. Nie lubimy polityków. Boli nas widok ludzi, którym w życiu wyszło. Pierwsze top 3 zajmują jednak kolejno:

 

Zmiana.

Ryzyko.

Wyzwanie.

 

Panicznie boimy się tych rzeczy, bo zmuszają nas one do opuszczenia ciepłego gniazdka i sprawdzenia się – więc zawsze staramy się biec w przeciwnym kierunku. Na pierwszy rzut oka takie rozwiązanie wydaje się być sensowne – uciekając walczymy o zachowanie status quo, czyli aktualnego, optymalnego ułożenia rzeczywistości. Nawet, jeśli nasza rzeczywistość w tym momencie posiada jakieś wady, to są one do przełknięcia, jeśli idą w parze z iluzją stabilności.

 

W tym wszystkim zapominamy, że gniazdko pielęgnujemy na ruchomych piaskach, które powoli, lecz sukcesywnie wciągają nas. To powolny proces, na tyle długotrwały, że na co dzień go nie widać. Dostrzegamy symptomy regresu dopiero, gdy sięgamy pamięcią lata wstecz, porównując swoją rzeczywistość z przeszłością.

 

Sam przez długi czas wykańczałem się emocjonalnie, po pierwsze: bojąc się wyzwań i ryzyka, po drugie: walcząc ze zmianą. Wiedziałem, że jedynym rozsądnym wyjściem jest iść do przodu, więc mimo obaw podejmowałem wyzwanie i ryzykowałem. Robiłem coś sprzecznego z moimi uczuciami, co kosztowało mnie wiele energii.

 

Gdy jechałem na swoje pierwsze płatne szkolenie umierałem ze stresu. Zaczynałem zupełnie nowy rozdział swojej kariery, koniec pracy na etacie – wreszcie byłem panem swego losu. Pragnąłem tego od bardzo dawna, a teraz, gdy w końcu to wywalczyłem, moją głowę atakowała setka dobijających myśli. Siedziałem w autokarze, słuchawki w uszach, a brzuch ściśnięty w kłębek.

 

Czy sobie poradzę? Co, jeśli klient nie będzie zadowolony? Czy nie porwałem się z motyką na słońce?

 

Szkolenie prowadziłem w Sopocie, więc miałem kilka długich godzin, by w kółko katować się wszystkim, co produkował mój przerażony mózg. Pocieszałem się, że to tylko trzy dni. Trzy dni, po których wrócę do bezpiecznego domu. Wyobrażałem sobie wszystkie bezpieczne, rutnowe czynności, które powitam z radością, jeśli tylko „przebrnę” przez szkolenie. W momencie, w którym dojechałem na miejsce byłem skrajnie skatowany przez adrenalinę – a nawet jeszcze nie zacząłem szkolenia.

 

Czy powyższa taktyka się opłaca? Z pozoru tak, przecież nie chowamy głowy w piasek, podejmujemy wyzwanie, ryzyko – wychodzimy naprzeciw zmianom. Jednocześnie jednak okupione jest to wewnętrzną walką, w wyniku której mamy zszarpane nerwy i dostajemy po żyłach końską dawką kortyzolu. Wykonujemy dobrą robotę, a jednak się boimy, ciągle oglądamy za siebie – na nasze gniazdko zbudowane na piaszczystej wydmie.

 

W pewnym momencie musiałem zmienić taktykę. Długoterminowo nikt nie jest w stanie funkcjonować z taką dawką stresu i niekończącą się, wewnętrzną batalią. Jeśli chcemy być skuteczni w długiej perspektywie, podejmowanie ryzyka nie może kojarzyć się z czymś nieprzyjemnym. Potrzebujemy nowego modelu.

 

Mój obecny to witanie wyzwań, ryzyka i zmian z otwartymi ramionami. Już nie uciekam od tych rzeczy, a gdy pojawiają się na horyzoncie – po prostu wychodzę im naprzeciw.

 

Pierwszy składnik to akceptacja

Okej, na horyzoncie mam zmianę. Muszę podjąć ryzyko lub się w czymś sprawdzić. Jedynym wyborem jest akceptacja tego stanu rzeczy. Tak długo, jak nie zaakceptujesz tego faktu, będziesz toczyć w środku wewnętrzną batalię pt. „ja nie chcę”. Nikogo nie obchodzi, że nie chcesz, klamka zapadła. Dopasuj się lub zgiń.

 

Drugi składnik to ekscytacja

Zamień adrenalinę na ciekawość. Masz duży projekt do zrealizowania? Ciekawe, jak wypadnie. Otwierasz nowy biznes, idziesz do nowej pracy? Super, coś świeżego – nowy teren do eksploracji, będzie zabawa. To jedyne słuszne podejście. Nie masz wpływu na to, że pojawia się w Tobie jakaś emocja. Kontrolujesz jednak jej interpretację. Użyj tego mechanizmu na swoją korzyść.

 

Trzeci składnik to trenowanie mózgu

by wszelkie turbulencje i zmiany postrzegać w kontekście zasobu. Dopasowując się do zmian, czy podejmując ryzyko uczymy się nowych rzeczy, szlifujemy umiejętności i hartujemy charakter. Jeśli kolizja z tornadem jest nieunikniona, to trzeba wjechać w nie na pełnych obrotach i skupić się na tym, by wyciągnąć z doświadczenia sto procent – wycisnąć je jak mokrą szmatę. Nauczyć się czegoś o sobie, przekroczyć kolejne granice, sprawdzić się, wynieść lekcję na przyszłość. Dzięki temu, każde kolejne wyzwanie zamiast tyrać Cię emocjonalnie, będzie Cię wzmacniać.

 


Pamiętaj, że ostatecznie bezpieczne gniazdko i stabilność są iluzją, w którą wierzysz tylko dlatego, że boisz się zmiany. Żeby poruszać się efektywnie po falach życia i nie dać się podtopić, musisz wymienić je na deskę – i nauczyć się surfować.

Kto wie, może ten sport Ci się spodoba?

 

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
riczuMarcin Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marcin
Gość
Marcin

Dokładnie! Ja patrząc na niektórych ludzi zastanawiam się co jest z nimi lub może ze mną nie tak… Zachowują się jak by mieli 6 żyć po 128 lat… Jeszcze nie teraz, mam całe życie przed sobą, a co jak mnie zwolnia… Własny biznes od stycznia… I tylko słuchają motywacyjnej papki marzac o tym wszystkim a nie robiąc nic… Może mało skladny ten komentarz ale takie mam teraz przemyślenia. Pozdrawiam wszystkich którzy postanowili że jednak spróbują sami wziąć odpowiedzialność za swoje życie!

riczu
Gość
riczu

Sztos ostatnio u Vincenta !

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

Co mnie to obchodzi?

2

Rozmowy wypatroszone online

2

Uczucia bez nazwy

2

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.