Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Dziennik#Relacje

Chciałem być Twoją gwiazdą rocka

Kiedyś bardzo wierzyłem w miłość, szczególnie tą nieszczęśliwą. Wmawiałem sobie, że cierpienie uszlachetnia i nadaje uczuciu głębi. Najczęściej uczucie było platoniczne, więc pogłębianie go przypominało wybieranie mózgu za pomocą łyżki. Znasz to?

Nieważne, gdzie byłaś, ani kim byłaś. Imię nie miało znaczenia. To, jaki miałaś charakter nie miało znaczenia. W moich snach, w moich wizjach byłaś idealna.

Zajmowałaś moje myśli i stosy zapisanych kartek. Ubierałem Cię w wersy, zwrotki. Budowałem najpiękniejsze zdania. Byłaś moją inspiracją, niespokojnym snem. A ja chciałem tylko jednego.

Być Twoją gwiazdą rocka.

Czy pragnąłem Cię poznać? Tak mi się wtedy wydawało. Dziś już wiem, że to bzdury. Bo ja nie chciałem Ciebie, ważniejsze było moje wyobrażenie o Tobie. Chciałem wielbić coś nieosiągalnego, postać na piedestale. Co jakiś czas zmieniałem obiekt kultu. Przenosiłem wszystkie moje mrzonki, wszystkie ideały na kolejną, niczego nieświadomą dziewczynę – która była tylko Twoją wizytówką, personifikacją w fizycznym świecie. Dowodem na to, że istniejesz.

Byłaś jak Święty Mikołaj. A ja byłem naiwnym dzieckiem, które nie chciało zauważyć znajomych butów wystających spod czerwonej peleryny.

Ostatnio paliłem je. Moje wiersze, teksty piosenek. Czytałem jeden po drugim – częściej niż powinienem odczuwając wstyd – a następnie rozdzierałem papier na kilka nierównych kawałków i odkładałem na stosik. Tak, to było prawie jak profanacja. 

Nie żałowałem godzin, jakie poświęciłem na zapisanie kartek. Nie miałem sobie za złe, że całymi dniami bazgrałem w specjalnym zeszycie. Że zrywałem się w nocy i w niespodziewanym przypływie weny uwalniałem myśli. To bardzo mi pomagało. Po prostu dziwiłem się, że byłem w stanie oszukiwać samego siebie przez tak długi czas.

Gdy skończyłem segregować papiery, pudło pełne było podartych świstków. Obok mnie leżały trzy kartki, które postanowiłem zatrzymać. Były to trzy najbardziej osobiste teksty, każdy napisany w przełomowej chwili mego życia. Tych się nie wstydziłem. Śledząc wzrokiem pochylone pismo, podświadomie pogłębiałem oddech. Odpłynąłem na moment w retrospekcyjną wycieczkę, która przyprawiła mnie o przyjemne łaskotanie w żołądku.

Tak. Te musiałem zatrzymać.

Nieszczęśliwa, niespełniona platoniczna miłość, to miłość pieprzonego egoisty. Oczywiście, pozory nakazują wnioskować raczej. Na myśl przychodzą ckliwe, romantyczne uniesienia. Prawda jest jednak inna.

Zawsze chodziło o to, czego JA chciałem. Co JA czułem. Ty byłaś tylko nieosiągalnym narzędziem, za pomocą którego miałem odnaleźć szczęście.

Miałaś być aspiryną na ból głowy i upragnionym lądem dla wysuszonego rozbitka.

Wiesz, dlaczego przestałem dla Ciebie pisać? Zatrzasnąłem kilka drzwi w głowie i wyrzuciłem klucz. Wypromieniowałem siebie na zewnątrz, przyjmując nową strategię. Doświadczać. Sprawdzać zasadność każdej myśli w rzeczywistości. Wybrałem się w długą podróż, która nauczyła mnie życia i zmieniła z chłopca w mężczyznę. 

Przestałem widzieć Twoją twarz w każdej mijanej dziewczynie. Zacząłem poznawać je – takimi, jakimi były naprawdę. Dawałem im coś, czego nie był w stanie zaoferować przeciętny Krzysiek, który zatrzymał się na etapie zranionego poety. Nie miałem wobec tych dziewczyn żadnych oczekiwań. Akceptowałem ich prawdziwą twarz, zamiast zauraczać się wyobrażeniami na ich temat.

Oczywiście, żadna z nich nie dorastała Ci nawet do pięt, jednocześnie jednak – to paradoks – każda była lepsza od Ciebie.

 

Cierpienie nikogo nie uszlachetnia. Nie nadaje niczemu głębi. Zmienia jedynie frajera w nieszczęśliwego frajera. To trucizna podawana facetom od najmłodszych lat w społecznej kroplówce. Środek, który upośledza i zamyka w introwertycznym kokonie. Ideały są piękne, jeśli budowane na prawdzie. W każdym innym wypadku będą zepsute. O zepsutych ideałach najwięcej wiedzą żołnierze, którzy zginęli za ropę i nieszczęśliwi – a po latach już zgorzkniali i zdziwaczali – niepoprawni romantycy.

Każdy z nich chce wierzyć w to, że kiedyś Cię znajdzie. Że jesteś im przeznaczona i odwzajemnisz gorące, platoniczne uczucie. Ciepła, kochająca, czuła. Widzisz krwawiące wnętrze, ukryte głęboko pod społeczną maską. Zawsze potrafisz dostrzec drżenie ust komika, gdy ten stoi na scenie sam.

Każdy z nich wierzy. I czeka.

Tylko dlaczego jakakolwiek prawdziwa dziewczyna miałaby zadać sobie tyle trudu, by przez tę maskę zajrzeć głębiej? Po pierwsze, nikogo nie obchodzą cudze problemy. Po drugie, żadna kobieta nie chciałaby w nagrodę zostać jedynie Twoim odbiciem, marną imitacją. Standardem, do którego nie jest w stanie doskoczyć.

Ktoś powinien wykrzyczeć to prosto w twarz tym naiwnym głupcom.

Od kilku lat nie napisałem ani jednej piosenki. Ani jednego wiersza. Ale nie żałuję. 

Bo Ty nie istniejesz.

I uwierz mi, oboje wychodzimy na tym lepiej, niż Ci się wydaje.

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.