Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Relacje

Dlaczego moja żona nie będzie Polką?

Ostatnio na fanpage odświeżyłem wpis “Dlaczego moja żona będzie Ukrainką”. Zrobiłem to z dwóch powodów.

KLIK

Pierwszy był taki, że chciałem nieco przetrzepać grono moich fanów i oczyścić je z przypadkowych osób, które polubiły bloga na zasadzie łapanki – czy to z reklam, które puszczam na Fejsie, czy wpisów, które idą viralem. Niektóre kobiety mają to do siebie, że w świecie social mediów wpierw coś lajkują, piszą komentarz, wrzucają na tablicę swoją i trzech najlepszych psiapsiółek, a dopiero później czytają (lub nie…).

Takich osób tutaj nie chcę. Nie chcę przypadkowych, niedzielnych czytelników. Nie chcę ludzi, którzy napływają dla chwytliwego tytułu, czy obrazka i zamiast wgryźć się w treść i styl bloga po prostu zostawiają mi lajka na FB. Ten blog nie jest również miejscem dla ludzi z zaślepkami na oczach i nie dającym się przeinstalować, starym oprogramowaniem. Nie potrzebuję tutaj osób, które nie rozumieją, że w Polsce mamy jeszcze coś takiego, jak wolność słowa. Nie zamierzam też przed każdym wpisem zamieszczać  wielkimi literami napisu: “MOIM ZDANIEM”. Niemile widziane są osoby, które nie potrafią prowadzić racjonalnej dyskusji popartej rozumieniem czytanego tekstu.

Po prostu debili tutaj nie chcę.

Drugi powód – chciałem zobaczyć, czy tekst rozpęta podobny ból dupy, co parę lat temu. I tutaj, drogie niewiasty, nie zawiodłyście mnie po raz drugi. Pod tekstem na fejsie musiałem usunąć i trwale zbanować kilkanaście dziewcząt, które z żarliwością prezentowały najlepsze cnoty Polek – zawiść, brak kultury, ubytki w rozumieniu czytanego tekstu. Obrażając przy tym mnie, innych komentujących, używając wulgaryzmów. Well done. Właśnie za to was kochamy. Udowodniłyście, że wcale nie jesteście tymi Polkami opisanymi w tekście! Jedyne, czego żałowałem, to że zapomniałem do całego spektaklu zafundować sobie popcorn.

Przynęta połknięta, rybki wyselekcjonowane, to teraz rybki – sio z akwarium.

Wiecie, co w tym wszystkim jest najlepsze? Że wbrew pozorom wpis polubiła cała masa kobiet. Tych normalnych, z dystansem do siebie. Tych, które nikomu nie muszą udowadniać swojej wartości za pomocą wyzwisk i krzykliwych komentarzy. Tych, które tekstem nie poczuły się urażone, bo:

  • albo tekst ich nie dotyczy (ale są świadome zjawiska)
  • albo zmotywował je do kilku przemyśleń.

 

Dla takich kobiet chcę pisać, dzielić się doświadczeniami. Cała reszta powinna już teraz zamknąć tego bloga i odlajkować go na fejsie.

 

Kiedyś pisałem:

Dlaczego poczułyście się urażone, gdy powiedziałem, że Polki bardzo odstają w mentalności od Ukrainek? Przecież ja nie obrażam się, gdy kobiety w kółko powtarzają: „faceci w tym kraju są do niczego”. Nie obrażam się, bo taka jest prawda! W grubej większości faceci w tym kraju nie mają niczego ciekawego do zaoferowania, mają zerowe pojęcie o ubiorze i nie potrafią przyjść na randkę bez trzęsących się nóg. Nie są ciekawi i nie potrafią prowadzić interesującej rozmowy, takie są fakty. Ale zamiast ich bronić wymagam więcej od siebie, przez co jestem bardziej wartościowy nie tylko dla kobiet, które spotykam na swej drodze, ale PRZEDE WSZYSTKIM dla własnego odbicia w lustrze.

 

Co rozbawiło mnie niesamowicie to obszary, na których skupiały się kobiety atakując tekst, mnie i innych facetów w komentarzach:

  • wygląd fizyczny Polek, a Ukrainek
  • wygląd facetów w Polsce (czyli odbijanie piłeczki, ale wciąż jesteśmy przy wyglądzie)
  • stereotypy na temat Ukrainek (“a one z PEWNOŚCIĄ po ślubie XYZ”, “one OCZYWIŚCIE lecą na obcokrajowców i tylko dlatego tak się starają”, “chodzi im TYLKO o paszport UE”)

 

Jakie to płytkie. Dupa, cycki, stereotypy – i że niby facet to świnia? Muszę przyznać, że momentami byłem zszokowany powierzchownością komentujących, kompletnym brakiem argumentów i pominięciem SEDNA mojego tekstu, tak jakby cały artykuł traktował o długości czyichś nóg. Pieniaczki zafundowały sobie auto-pojazd, który stał się świetnym uzupełnieniem tamtego tekstu, podkreślając przy tym, jak bardzo aktualny jest – mimo tych 2,3 lat od publikacji.

 

 

Dlaczego żadna z komentujących nie broniła Polek w najważniejszych sferach, takich jak kobiece ciepło, otwartość, szczerość (brak gierek), ciekawość świata i pasje? A jeśli już jakiś komentarz się trafił, to w formie prześmiewczej, tak jakby te cechy były czymś wstydliwym, złym. We łbach się niektórym poprzewracało. To piękne rzeczy i powinno się je pielęgnować. Z drugiej strony, założę się, że gruba większość komentujących nie tylko nigdy nie była na Ukrainie, ale też nie poznała wystarczającej ilości tamtejszych kobiet, żeby w ogóle wypowiadać się w temacie.

 

Już na zakończenie, bardzo fajny komentarz do całej sytuacji zostawiła Dagmara:

 

Po przeczytaniu wysłałam tekst koleżance. Po chwili ostałam odpowiedź: “Hahahha, Śmieszny.” Zdziwiło mnie to, ponieważ dziewczyna po każdej porażce w sprawach damsko-męskich zastanawia się co robi nie tak. Jak prawdopodobnie my wszystkie. Odpisałam: “Co w tym śmiesznego? Mi tekst dał do myślenia”. Ona na to: “A mnie zdołował”. Zaciekawiona przesłałam kolejnej, która uważa się za chętną do samorozwoju. Reakcja typu “Nie chcę mi się tego czytać”. Kolejna “Ja znam swoją wartość, więc po co mi czytać teksty jakiegoś faceta, który jedynie co robi, to ocenia”. Więc chyba powinieneś dodać kolejną cechę: Opór przed krytyką i samorozwojem. Sama czytając tekst kolejny raz (wcześniej przy tekście o dziewczynie, która zerwała kontakt przez flirt z koleżanką na Badoo) pomyślałam sobie: “Kurcze, ma rację”. Przemyślałam ile razy zrywałam kontakt, kiedy wiedziałam, że będę tego żałować, ale przecież “zasługiwałam na coś lepszego”. Kiedy myśląc o swojej wartości i rzeczach, które chce osiągnąć rezygnowałam. Nie chcę stwierdzić, że Polki nie mają nic do zaoferowania. W ogóle nie chcę brać pod uwagę narodowości. Jestem świadoma swoich pozytywnych cech i osiągnięć, które zapewne wiele osób uznałoby za znaczne, jednak dla masy innych są czymś zupełnie naturalnym i niczym wyjątkowym.

 

Chciałam opisać problem Polek, z który też kiedyś mnie dotyczył. Otóż nie potrafimy wyjść z inicjatywą i okazać zainteresowania. Jesteśmy przerażone, samą myślą, że mężczyzna może uznać nas za zainteresowane w jakikolwiek sposób. A przecież na tym to wszystko polega.

 

Analizując teraz moje zachowania – z nie z jakiejś bardzo odległej przeszłosci, zauważam ile błędów popełniłam i ile relacji ucięłam, dlatego, że uznałam, że ktoś mnie nie szanował, czy nie doceniał, kiedy nawet nie zdążyłam swoich wartości pokazać. Ze strachu przed wykorzystaniem, skrzywdzeniem nie potrafilam nawet zdobyć się na ciepło. Nie wiem czy teraz potrafię, ale przynajmniej widzę jak wiele tekstów “niezależnych kobiet” i pseudofeministyczych wywodów jest tylko budowaniem muru, ze strachu. Polki boją się pokazać, że chcą czułości i są zainteresowane, by ktoś nie uznał je za słabe. A przecież każda kobieta jest na swoj sposób krucha i wrażliwa.

 

Bardzo dobry tekst i skłania do myślenia. Nie o pochodzeniu czy kulturze jako czynniku wartościującym, ale nad tym co sprawia, że gramy w te gry, udajemy, gdzie całkiem blisko, kobiety mają odwagę by funkcjonować inaczej. Dzięki za inspirację 🙂

 

 


 

 

Ponad połowa użytkowników bloga to Czytelniczki i bardzo dobrze. Dziewczęta są tu zawsze mile widziane – ale tylko takie, które:

  • lubią siebie, bo nad sobą pracują
  • czują się wartościowe i rzeczywiście takie są
  • chcą się rozwijać i być bardziej świadome
  • oczekują od innych tylko tego, co same egzekwują
  • wyznaczają standardy zamiast dopasowywać się do minimalnych wymagań
  • mają do siebie dystans

 

 

Reszcie dziękujemy.

 


Od napisania tego zapalnego wpisu byłem na Ukrainie jeszcze 8 razy i na pytanie, czy zmieniłbym w nim cokolwiek, odpowiadam: tak, zmieniłbym. Styl pisania, bo ten z artykułu był zbyt mało dosadny.

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.