Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Życie

Gówno prawda

Widzę to codziennie. Ludzie nie chcą się zmienić, tylko dobrze się poczuć. 

Facet podchodzi do laski. Ona nie chce z nim rozmawiać, więc wracając mówi do kumpli: “zjebana jakaś”. Ewentualnie: “z bliska już nie była tak spoko i nie chciało mi się z nią rozmawiać.” Gość nie poczuje się źle. Ale może lepiej dla niego by było, gdyby przyznał: “za mocno się zestresowałem” lub “nie wiedziałem, jak kontynuować rozmowę”? Albo po prostu: “nie chciała gadać, olała mnie z miejsca”? W pierwszym wypadku wiedziałby, nad czym dokładnie musi pracować, w drugim zacząłby wreszcie akceptować prosty fakt, że kobieta może go olać i świat się na tym nie kończy.

Albo grubasy. Porozmawiajmy o grubych ludziach, którzy wmawiają sobie choroby, złe geny i ciążące na nich fatum. Może ktoś powinien im powiedzieć prosto z mostu:

Jesteś gruby, bo żresz gówno i się nie ruszasz. Żeby schudnąć musisz jeść mniej, wykreślić z diety słodycze i napoje gazowane. Do tego biegać i chodzić na siłownię. Długo. Po drodze będziesz chciał się poddać wiele razy, spocisz się jak świnia i będziesz zmęczony. Koniec z chlaniem piwska. Obliżesz się nieraz widząc, jak Twój kumpel spija piankę z zimnego kufla. Do tego wszystkiego dodaj sobie krzywe spojrzenia znajomych i nieskończone namawianie. Tylko jeden łyczek, smaczne jest, raz można. Weź chociaż kawałek pizzy. I wiesz, że najprawdopodobniej ulegniesz. Będziesz wpychał w siebie puste kalorie popijając jebaną colą zero ze świadomością, że przegrałeś. 

Uświadomisz sobie, że jesteś tylko spasionym, pierdolonym wieprzem bez silnej woli. Stracisz do siebie resztki szacunku i dopiero wtedy, na serio zaczniesz chudnąć. Albo się poddasz i zawsze już będziesz unikać własnego odbicia w lustrze. 

Zabawni są też ludzie, którzy w nieskończoność gadają o swoich wielkich planach. Gadają, gadają, gadają – to wszystko, co rzeczywiście robią. Fajnie jest mieć plany, ale ważniejsza tutaj jest egzekucja. Bez egzekucji plan jest niczym. To tak jak z atrakcyjnością. Możesz być zajebistym, wartościowym facetem, ale jeśli przy tym leży tej atrakcyjności odpowiednia ekspresja – żadna kobieta Cię nie doceni, dla osób postronnych to tak, jakbyś tych cech po prostu nie miał. Ludzie oceniają i wartościują na podstawie tego, co widzą. 

Niektórzy na kłamstwie budują swoją całą osobowość. Kiedyś (niestety) przez krótką chwilę współpracowałem z gościem, który wpierw na wykładach opowiada, jaki jest fajny i jak należy postępować, a następnie robi wszystko na odwrót. Jest krzywym zwierciadłem prawd, które głosi. Najlepsze w tym chyba jest to, że potrafi tak mocno filtrować swoją rzeczywistość, że autentycznie tego nie widzi. To już prawie choroba psychiczna. Facet potrafi bezczelnie wrzucić na fejsa tekst: “Problem z rozwojem osobistym jest wtedy, kiedy się mówi o zmianie, zamiast się zmieniać”. O zgrozo – wypisz, wymaluj gość pierdolnął swój autoportret.

Nie chcę mieć nic wspólnego z moją własną branżą. Nie chcę być i nie jestem żadnym coachem, trenerem też nie. Pieprzę to, spuszczam kiblu i ostentacyjnie pierdzę w tym kierunku. Człowiekiem jestem i człowiekiem chcę być. Jeśli kiedykolwiek to się zmieni możecie mi strzelić z liścia w ryj.

Żyjemy w ostro pierdolniętym świecie, w którym ludzie oszukują nie tylko siebie, ale też innych ludzi. Każdy każdego umacnia w kłamstwie i nikt nie mówi prawdy. To błędne koło, spirala rodem z psychiatryka. Wszyscy żyjemy w wariatkowie.

Naszymi kaftanami są własne kłamstwa. Pokojem bez okien kłamstwa innych. Brakująca klamka to prawda.

Nikt nie chce znać prawdy, bo prawda obnaża słabości. Znam bardzo niewiele osób, które potrafią powiedzieć “nie wiem”, “nie potrafię” lub “przepraszam, myliłem się – masz rację”. A przecież to właśnie te słowa są prawdziwą pożywką, tylko dzięki tym słowom można uczyć się od innych ludzi. Wzrastać, dorastać, zdobywać wiedzę. Być każdego dnia lepszym.

Tylko prawda pozwala Ci się zmienić, bo pokazuje miejsce, w którym jesteś. Czasem jest to brutalne doświadczenie, sprawia, że robi nam się przykro. Jednak gdyby nie było tej negatywnej emocji, nie mielibyśmy bodźca do jakiejkolwiek zmiany. Tak?

Jeśli występuję publicznie, to chcę wiedzieć, co było nie tak. Dzięki temu kolejnym razem pójdzie mi lepiej i będę bardziej profesjonalny. Odnotuję progres.

Gdy popełnię błąd w relacji z kobietą i ona zerwie kontakt, priorytetem dla mnie jest dotarcie do prawdy. Żebym z pomocą tej sytuacji urósł i w przyszłości mógł zachować się lepiej. Dzięki temu mogę stawać się lepszym facetem.

Moment, w którym słyszę od współpracownika, że według niego z czymś nawaliłem lub się ze mną nie zgadza nie jest momentem, w którym tupię nogą i twardo obstaję przy swoim. Chcę znać jego punkt widzenia i jeśli uznam, że ma rację – naprostować swoje działanie. Dzięki temu razem możemy tworzyć lepszy brand, zgrać się jako team i wciąż ewoluować.

Pokora. Trzymanie się rzeczywistości. Prawdziwy rozwój zamiast mdłego pieprzenia od gości w zbyt dużych koszulach, z imieniem oraz nazwiskiem kropka pe el.

 

Tymczasem ludzie są przeraźliwie mocno emocjonalnie związani z wizerunkiem, jaki wytworzyli w swoich głowach. Przyzwyczajeni jesteśmy do dbania o ten wizerunek, zamiast o siebie. Ulepszania i upiększania jakiejś halucynacji w głowie, zamiast prawdziwego rozwoju i kształcenia realnych umiejętności.

To właśnie z tego powodu mamy tylu pozerów. Ludzi pewnych siebie tylko z zewnątrz – tacy nigdy nie przyznają się do błędów. Takich ludzi możesz zranić kilkoma szczerymi słowami sięgającymi przez pancerz tam, gdzie boli – co jest prostsze od dziurawienia kostki masła ostrym nożem.

Oszukiwanie się to natychmiastowa gratyfikacja. Droga do celu o wiele krótsza i łatwiejsza, niż rzeczywista zmiana. Niestety – w życiu nawet wody z kranu nie ma za darmo. Dobra sylwetka, kompetencje w danej dziedzinie, realizacja planów, świetne relacje – to wszystko wymaga pasji, niesamowitych pokładów energii oraz poświęceń. Czyli czegoś, czego nie jest w stanie wykrzesać 90% społeczeństwa.

Ludzie całe życie uciekają przed prawdą. Poświęcają masę energii wykonując syzyfową pracę, obudowując miękkie wnętrze mirażem. Zabawne, jednocześnie frustrujące i żałosne jest to, że ta sama energia skierowana w odpowiednie miejsca dałaby o wiele większy zwrot z inwestycji. Prawdziwą pewność siebie, prawdziwe umiejętności i zabetonowane poczucie własnej wartości. Świadomość, że poradzisz sobie w każdych okolicznościach, bez względu na to, jakie karty szykuje dla Ciebie życie.

Tylko, że to wymaga skonfrontowania się ze stanem faktycznym – a do tego trzeba mieć jaja.

Beton przeciwstawi się huraganowi, ale tektura rozleci się na strzępy w mgnieniu oka. Większość ludzi to takie tekturowe karykatury. Szczęścia, umiejętności, pewności siebie, sukcesu. Co ja tu piszę o huraganach – zazwyczaj dmuchnięcie w odpowiednie miejsce sprawia, że składają się jak domki z kart.

Dlatego proszę. Nie bądź z tektury. Przyjmij na klatę wszystkie ciosy, niepowodzenia i błędy. Zaakceptuj je i przyjmij w te miękkie, delikatne miejsce. Dzięki temu, po jakimś czasie zrobi się twarde jak beton.

Jesteś człowiekiem i właśnie dlatego, że nie udajesz kogoś więcej – zaczniesz wygrywać.

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.