Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Relacje

Jak nie ranić kobiet? Zostać gejem

Takie kruche, niewinne i czułe…

Chciałbym dziś odnieść się do komentarza, który pojawił się pod jednym z moich artykułów, a przy okazji ugryźć temat traktowania kobiet, jakby były z porcelany z nieco innej strony, niż robiłem to dotychczas. Nie, to nie będzie kolejny post o tym, że kobiety bywają wyrachowane, złe i nieczułe (choć dobrze wiemy, że bywają) – ale nie krępuj się, śmiało sięgnij po popcorn. Przyda Ci się.

3, 2, 1… głęboki wdech.

(Pisownia autora komentarza bez zmian):

Napisales „ Jeśli przy tym składa Ci jakieś obietnice lub tworzy pozory, że „to coś więcej”, a Ty to łykasz, to właśnie znalazłaś się w potrzasku, a on jest głupim chujem „ Wije mi to lekka hipokryzja, z niektórych twoich wpisow sam przyznajesz ze jesteś z tym kobietami ale niczego im nie obiecujesz, ale jednocześnie nie chcesz sexu tylko wartościowej relacji zawierającej bliskosc emocjonalna, możliwość spotkania się z kobieta poza lozkiem itp. Nie kreci cie zwykly „fast food” sex tylko cos wiecej gdzie sex jest jednym z elementow a nie celem samym w sobie.

Zacznijmy od tego, że wypowiedź wyrwałeś z kontekstu i odnosiła się ona do sytuacji, w której facet zapewnia, że chce być w związku lub tworzy jedynie pozory, a patrząc obiektywnie interesuje go tylko bzykanie dziewczyny. Bez bliskości, aktywności innych niż seks i bez spotykania się poza łóżkiem.

Teraz odniosę się ogólnie do zjawiska, które opisałeś:

Ja nie wykluczam wejścia w dłuższą, monogamiczną relację i zawsze zostawiam sobie ku temu furtkę. Po prostu po pierwszym spotkaniu nie mam pojęcia, czego oczekuję od tej konkretnej dziewczyny. Nie znam jej, nie wiem jak jest nam razem i w jaki sposób nasza relacja ułoży się w dłuższej perspektywie. A jeśli nie wiem tych rzeczy, to niczego nie obiecuję, nie doklejam etykietek – generalnie nie bawię się we wróżenie z fusów, które jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Gdybym z miejsca naklejał etykietki, to robiłbym pod górkę nie tylko kobietom, ale przede wszystkim samemu sobie. Wymagając od siebie telepatii i przewidywania przyszłości, rzucając jakieś deklaracje bez pokrycia.

“Szukam czegoś poważnego” – a co, jeśli okaże się, że dogadujemy się jedynie w łóżku?

“Nie szukam niczego poważnego” – a co, jeśli po seksie okaże się, że jest nam razem dobrze, tylko że przy z góry narzuconych ramach relacji w tym momencie głupio będzie się wychylić, by je zmienić?

“Nie szukam niczego poważnego” – a co, jeśli kobieta, z którą moglibyśmy przeżyć coś pięknego wywnioskuje z tych słów, że szukamy lalki do ruchania i po prostu stwierdzi, że nie chce marnować na to czasu? Po co rzucać sobie takie kłody pod nogi? Prawda jest taka, że najładniejsze kobiety mają dostatek seksu, są przesycone takimi propozycjami. Wyjeżdżanie lasce prosto w twarz, że chcesz ją jedynie bzyknąć jest strzałem w k… kolano.

Mimo wszystko inwestując swój czas i energie w dana relacje zlbizasz się do kobiet w sposób intymny i pozwalasz im się zaangazowac i mieć nadzieje. To nie kwestia obietnic ani deklaracji, tego wszystkiego nie ma w sposób zwerbalizowany. Niby niczego slownie im nie obiecujesz, ale nadzieje i zaangażowanie nie koniecznie musze brac się z werbalizacji intencji, jak najbardziej można rozbudzić w kobiecie nadzieje na cos wiecej pomimo ze nie było to nasza intencja . Robimy to za pomocą innych rzeczy (niewerbalnie) mam na myśli wszystkie te cieple, czule i intymne gesty. Generalnie chdzi mi o bliskosc emocjonalna. Nie wiem jak ty ale ja nie potrafie odroznic zwyklej bliskości i zyczliwosci drugiego człowieka od bliskości swiadczacej o jego zaangażowaniu emocjonalnym.

Właśnie opisałeś sedno relacji damsko-męskich. Nie polegają one jedynie na tych “dobrych” emocjach, a jeśli masz tylko dobre, to może oznaczać, że nie są prawdziwe. Bo wszystko, co najlepsze i prawdziwe w życiu, jest słodko-gorzkie. W każdej relacji ZAWSZE na końcu ktoś cierpi. Czy oznacza to, że mamy wybrać celibat? Lub oszukiwać samych siebie, że jesteśmy w stanie zmienić prawa fizyki? Czasem coś po prostu nie wychodzi. Często poznając drugą osobę doznajesz rozczarowania i zdajesz sobie sprawę, że szukasz kogoś innego. I wtedy musi nastąpić rozstanie – tak jest po prostu fair. Z drugiej strony, czasem nie będziesz chciał relacji kończyć, ani też wchodzić w związek – po prostu bardzo polubisz z kobietą spędzać czas, więc naturalnie pojawi się chęć, by przeciągnąć taką relację w czasie.

Angażujemy, a później cierpimy. To dobrze, na tym polega życie – na hartowaniu dupy, wyciąganiu wniosków. Bez tego nie mielibyśmy sił iść dalej i poznawać nowych ludzi, byłoby to zbyt bolesne. Naturalne jest więc, że w trakcie procesu musimy nieco się znieczulić. Kobiety w swoim życiu mają do czynienia z taką ilością facetów, związków, znajomości, zawodów miłosnych i uniesień, że stają się w tym kontekście twardsze niż większość mężczyzn- ale o tym się nie mówi.

Bez jasnej komunikacji intencji, nasze relacje sa pol-uczciwe, Bo niby nie obiecujemy im nic, ale one zazwyczaj i tak po cichu liczą, że jak się z nami prześpią to nas usidlą. Taka mentalność kobiet w polsce, mimo wszystko dążą do związków i dopóki nie powiesz jej wprost “nie szukam i nie chce związku”, to niestety ale w wiekoszkosci przypadkow ją oszukujesz czy Ci się to podoba, czy nie.

Fest (znajomy, z którym prowadzę szkolenia z relacji damsko-męskich) ma to do siebie, że bardzo dużo rozmawia z kobietami przez telefon, zawsze poruszając przy tym temat związków i seksu bez zobowiązań. Wniosek z dziesiątek przeprowadzonych rozmów jest jasny: jeżeli bardzo atrakcyjna kobieta stwierdzi, że facet jest zamknięty na kontynuację relacji (chce jednego), często całkowicie zabije to jej zainteresowanie nim. Dziewczyna potrzebuje choć cienia perspektywy, że ze znajomości może być coś więcej, by pójść do łóżka, ALE jeśli po seksie okaże się, że związek w tym przypadku nie wypali, to nic wielkiego się nie dzieje. Kobiety są w tę grę lepsze niż większość facetów i mają świadomość tego, że seks nie oznacza związku. Tylko, że jest różnica pomiędzy słodką pomyłką, a celowym wdepnięciem w potłuczone szkło.

 Nie myśl za kobiety, sprawdzaj, jak wygląda rzeczywistość. 

Jeśli ktoś nigdy nie był po drugiej strony barykady to nie zrozumie bol związanego z niedozwajemniona miloscia, zaangażowaniem itp i ma mało skrupolow wobec innych. Także tutaj kwestia sumienia i tego na ile kogoś obchodzi to, co ona myśli i jak sie czuje, wiem ze znajac prawdziwa nature kobiet i tego jak bardzo podle i wyrachowane potrafia byc wobec facetow, w mezczyznie duzo sie zmienia i automatycznie korygują się „głupie” wyobrażenia i chec traktowania ich fair i po ludzku, ale nieraz trafamiamy na normalne kobiety które nie zasluzyly na krzywdę i zranienie z naszej strony, a Czasami chcąc nie chac robimy kobietom swoisty „brainfuck”. O ile z twojej strony nie ma czegos „wiecej” to kobieta może ta relacje postrzegać zupełnie inaczej i być na zupełnie innym stopniu zaangażowania nawet jeśli udaje ze wszystko jest ok, a w glebi cierpi bo się zaangazowala i nie potrafi od ciebie odejść i zrezygnowac z toksycznej relacji ktora ja niszczy. W żaden sposób cie nie krytykuje ani nie probuje umoralniać, po prostu jesteś ciekaw tego w jaki sposób komunikujesz kobietom swoje niezwiazkowe intencje, w jaki sposób informujesz je ze nie jesteś na wylacznosc i nie chcesz z nia potencjalnego związku. Pozdrawia kilkuletni czytelnik twojego bloga 🙂

Nie chodzi o to, czy ktoś był “po drugiej stronie barykady”, tylko ile razy tam był i jak sobie z tym poradził (układając głowę i emocje w dobry sposób lub popadając w negatywną spiralę). Generalizując, kobiety były tam wystarczająco często, by się w tym kontekście uodpornić bardziej, niż jesteś w stanie to sobie wyobrazić. Dorzuć do równania wszystkich facetów, którzy czekają na taką kobietę na ławce rezerwowych, by ją pocieszyć. Fajna laska nigdy nie jest sama i jeśli po rozstaniu lub relacji, która nie wyszła nie chce samotnie spędzać wieczorów, to po prostu nie musi. Spotka się z którymkolwiek innym facetem, by oderwać się emocjonalnie i wrócić na normalne tory. Tak na marginesie, nieco komiczne jest to, że czytając o kobiecie leczącej swe rany innym mężczyzną nie mamy w głowie odruchu oceniającego pt. “wykorzystuje innego faceta dając mu nadzieję, a tak na serio jedynie stara się zapomnieć o poprzednim”, co tylko pokazuje jak wiele uchodzi kobietom na sucho w naszym społeczeństwie. Dziewczyny wiedzą, że nie ma nic złego we wchodzeniu w relacje, które czasem po prostu nie wychodzą.

Z kolei przeciętny facet w przypadku zawodu miłosnego przechodzi przez prawdziwe piekło, bo on musi aktywnie poznawać dziewczyny, by stworzyć sobie jakąkolwiek “ławkę rezerwową” (już nie wspominajmy o niemoralnym leczeniu się po byłej za pomocą “wykorzystywania” niewinnych, kruchych kobiet – ci faceci to prawdziwe świnie są). Nie ma jak się “wykurować”, więc cierpi. Przy braku umiejętności poznawania nowych dziewczyn to cierpienie się potęguje, bo najprawdopodobniej na kolejną okazję wejścia w relację z fajną laską będzie musiał długo poczekać i liczyć w tym kontekście na szczęście. Sytuacja beznadziejna, nic więc dziwnego, że ciężka do zniesienia, przyjmująca formę traumy.

Jeśli chcesz domniemywać, w jaki sposób działają i myślą kobiety, to mierz je ich miarą, nie własną – biorąc pod uwagę kolosalne różnice w życiu uczuciowym i doświadczeniu przeciętnej kobiety i przeciętnego faceta. W innym wypadku takie wnioskowanie jest nic niewarte i prowadzi do patologicznych przekonań i zachowań w stosunku do płci przeciwnej (traktowanie drugiej osoby jakby była porcelanową filiżanką).

Ja jakiś czas temu byłem w bardzo trudnej relacji, gdzie zarówno ja, jak i moja kobieta wiedzieliśmy, że nasz związek jest bez przyszłości. Bez wdawania się w szczegóły, zbyt dużo przeszkód stało nam na drodze, więc każde spotkanie było na wagę złota – biorąc pod uwagę, że w tle słyszeliśmy ciężkie tykanie zegara, który zapowiadał nieuchronny koniec bajki. Mimo to angażowaliśmy się jak szaleni i wyrywaliśmy kolejne spotkania, godziny i minuty, by spędzić ze sobą jak najwięcej czasu. Wymienić jak najwięcej czułych gestów i łez. Czyli oboje robiliśmy sobie “brain fuck” wiedząc, że całość źle się skończy. Tylko, że wiesz co? Mimo tego całego bólu, a ostatecznie ciężkiego rozstania i tak BYŁO WARTO. Dla tych momentów, gdzie super się przy sobie czuliśmy i dla wspomnień, do których oboje możemy się teraz uśmiechać. Dla zajebistego seksu, adrenaliny i endorfin. Uczucia bliskości i bycia kimś ważnym dla drugiej osoby.

Z kolei idąc Twoim tokiem rozumowania, powinniśmy być jak dwa roboty, które na chłodno kalkulują “zbyt wiele emocji nas to będzie kosztować, rozstańmy się już teraz”. Tylko, że prawdziwe życie to nie rozważania w internecie. To prawdziwi ludzie, prawdziwe emocje i decyzje, które niosą realne konsekwencje. Czasami, gdy poznamy kogoś wyjątkowego nie powinniśmy godzinami myśleć i logicznie pytać: “czy stać mnie na to, by się zaangażować i później cierpieć?”, bo to złe pytanie.

Dobre brzmi: “czy stać mnie na to, by się NIE zaangażować i stracić te wszystkie piękne chwile, które mam na wyciągnięcie ręki?”. I prawdopodobnie to jest pytanie, które zadają sobie kobiety, o których piszesz w swoim komentarzu. One nie są głupie, znają sytuację i angażują się świadomie – akceptując konsekwencje. 

Im więcej masz relacji, doświadczenia i samoświadomości, tym lepiej rozumiesz, że czas spierdala. Nie robimy się młodsi, więc tym bardziej powinniśmy korzystać z możliwości do tego, by poznawać ludzi, zakochiwać się i też cierpieć. Wzmacniać mięsień emocjonalny i brnąć dalej w poszukiwaniu kolejnej chwili, która przyspiesza serce. Nie unikać złych emocji, tylko akceptować jako część procesu i wykorzystywać je, by wzrastać, uodparniać się. Nie będziesz w stanie nadążyć za najpiękniejszymi i najbardziej pewnymi siebie, ogarniętymi życiowo kobietami, jeśli nie wyrobisz sobie równie mocnej psychiki w relacjach, co one.

Oznacza to, że działając protekcjonalnie w stosunku do samego siebie, do tego obchodząc się z każdą dziewczyną jak z jajkiem, nie będziesz wzmacniał tego emocjonalnego mięśnia, który wymagany jest do szybkiego wychodzenia z dołków, chłodnego myślenia przy mocnym zaangażowaniu i radzenia sobie z najlepszymi kobietami.

Spokojny wydech…

comments powered by Disqus

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.