Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Relacje

Kiedy związku naprawić się nie da

Bardzo często otrzymuję maile od kobiet spragnionych porady. Mam wrażenie, że widzą we mnie takiego tatę, który przyjdzie i sklei połamaną lalkę Kena, pogłaszcze po główce i zapewni, że wszystko będzie dobrze. Niestety, rzeczywistość wygląda nieco inaczej – czasem lalki nie da się naprawić. Wtedy mówię o tym prosto z mostu, bo wychodzę z założenia, że bolesna prawda jest lepsza od niezdatnej się do użytku karykatury zabawki owiniętej taśmą klejącą.

Zazwyczaj te maile wyglądają podobnie. Otrzymuję sielankowy opis idealnego związku, w którym w pewnym momencie pojawia się pewno “ale”. Ups, przepraszam – “magicznie pojawia się” według autorki, kiedy gołym okiem widać, że to “ale” było tam od samego początku, jak lufa czołgu gotowa wyrzygać się pociskiem. Tylko, że jako ludzie lubimy się oszukiwać i naginać rzeczywistość do naszych oczekiwań. Najczęściej jest to połączone z naiwną wiarą, że “on się zmieni”.

Powtórzę po raz setny – ludzie zmieniają się rzadko lub wcale. Wymazanie wad drugiej osoby korektorem nie sprawi, że wspólne zdjęcie pozostanie bez skazy. Poskutkuje to jedynie tym, że te rzeczy wybuchną w końcu ze zdwojoną siłą, kalecząc i pozostawiając głębokie, piekące blizny, bo będzie już za późno, żeby po prostu powiedzieć “no nic, nie wyszło” i odejść w przeciwnym kierunku. Z czasem inwestujemy w drugą osobę więcej zasobów, więc nagłe zakończenie związku okupione będzie wielkim kosztem emocjonalnym, nieprzespanymi nocami i łzami. Czasem sama myśl o stracie sprawi, że taka osoba po raz kolejny wyciągnie korektor i – zużywając na raz cały nabój – białą plamą przesłoni resztę pęknięć. Bo nie widzieć opłaca się bardziej, niż podjąć radykalną decyzję. Taka decyzja owszem, jest ciężka, ale na tego typu sytuacje należy patrzeć długoterminowo. Powiedzenie sobie, że “może wszystko jakoś się ułoży” to masochizm w najczystszej postaci. Zakończenie relacji natychmiast po wykryciu ubytków nie do odratowania boli TERAZ, ale jest mądrzejsze w dłuższej perspektywie, bo znacznie skraca emocjonalną rekonwalescencję. Tutaj oczywiście pojawia się problem bierności, bo boimy się radykalnych zmian w życiu i ich konsekwencji – filozofia “chujowo, ale stabilnie” w praktyce.

Jako ludzie bardzo chcemy czuć się dobrze i pragniemy osiągnąć ten stan wszystkimi dostępnymi środkami. Kobiety, które piszą do mnie maile nie chcą usłyszeć prawdy – żądają, żebym naprawił lalkę, której naprawić się po prostu nie da. Na pierwszym miejscu oczekują zapewnienia, że będzie dobrze, na drugim przynajmniej nadziei, a na trzecim konkretnych kroków, które ONE mogą wykonać, by “naprawić” swojego Kena. A ten, tak na marginesie, zgadnijcie co?

No właśnie. Ani myśli się zmieniać i ma to w dupie. Jest seks, ona kocha i się stara – no czego chcieć więcej?

Jakieś konkretne przykłady? Proszę bardzo:

#1. Kocham go, jesteśmy razem, ale w ogóle nie jest ambitny i całymi dniami marnuje czas

#2. Nie docenia mnie, nie mam w nim oparcia, jest miły gdy chce seksu, a poza łóżkiem bywa oschły i egoistyczny

#3. Spotyka się ze mną, robi mi nadzieję, po czym żali się, że tęskni do byłej. Jak go w sobie rozkochać?

#4. On kocha mnie tak bardzo, że zrobiłby dla mnie wszystko, ale przez to nie jest męski, brakuje “prowadzenia”, czegoś co mnie zaskoczy, po prostu emocji

#5. Zdradził mnie i prosi, by dać mu kolejną szansę.

To takie główne “problemy”, które przychodzą mi na skrzynkę. Tak na deser wklejam skrajny przypadek z wisienką w postaci usprawiedliwiania swego lubego:

Cześć. Piszę do Ciebie, aby spytać się o radę. Nigdy nie sądziłam, że znajdę się w takiej sytuacji… Spotykałam się przez 1.5 roku z mężczyzną sporo starszym ode mnie, który miał/ma za sobą trudne doświadczenia, o których wiedziałam ogólnie, ale nigdy nie chciał mówić wprost… Bywało lepiej, gorzej. Często był zdystansowany, nigdy wprost nie powiedział ‘kocham‘. Ale też na to nie naciskałam. Aż na dniach dowiedziałam się (nie od niego), że ma dziecko, o którym ‘zapomniał’ mi powiedzieć przez tyle czasu. Gdy spytałam o co chodzi, powiedział, że nie jest gotowy o tym rozmawiać. Na tydzień ślad po nim zaginął. Po tygodniu, przy okazji  odbierania czegoś powiedział mi, że owszem, prawdopodobnie ma dziecko, ale nie jest w 100% pewny, czy on jest biologicznym ojcem (chłopczyk ma 8 lat). Czasami go widuje, ale mały nie wie, że on prawdopodobnie jest tatą. I że to jest wierzchołek góry lodowej tego, co on przeżył i że nie jest w stanie i nie chce ze mną o tym rozmawiać. Na moje zarzuty, że nie rozliczam go za przeszłość, ale o takich rzeczach się mówi, bo to nie jest chomik o którym zapomniał, tylko ośmioletnie dziecko; powiedział, że to w żaden sposób mnie nie dotyczy i te 2 światy nigdy się nie zetkną. Że nie planujemy ślubu itd, wiec mi o tym nie mówił (faktycznie, oboje wiemy, ze nigdy nie zamieszkalibyśmy razem, ze o dzieciach czy ślubach nie wspomnę, za dużo nas dzieli po prostu). O ile to mnie dotknęło, to byłabym w stanie wybaczyć, ale… Rozmawiałam z nim dzisiaj i mówię, że nie wiem, czy zauważył, ale praktycznie wcale nie rozmawiamy ze sobą, on nie ma pojęcia co się u mnie działo przez ostatni tydzień i oprócz łózka okazyjnie nic nas nie łączy ostatnimi czasy. A on mi na to, że mu to nie przeszkadza. Zatkało mnie. Pytam jak to możliwe, że gdyby mu zależało, to byłoby to istotne, próbowałby coś z tym zrobić. On na to, że mu trochę zależy. Spytałam – jak to trochę? On, że zdaje sobie sprawę, ze jest ‘zepsuty’. Że on nic nie czuje. Nikogo nie kocha, nie potrzebuje, chce być sam. Trochę mu na mnie zależy, i to trochę w porównaniu do innych jest dużo dla niego, ale nigdy nie będzie mnie kochał, nie potrafi. Że nie zawsze tak było, ale  z biegiem czasu, podczas wydarzeń o których mi mówił się zmienił, wystarczajaco wycierpiał i nie chce więcej nikogo. Że jak go będę potrzebować, to przyjedzie, ale nie będziemy razem oficjalnie, nie będzie normalnie. Już nie wytrzymałam i się rozkleiłam. Powiedziałam, żebyśmy dali sobie ze sobą spokój. On na to, ze dobrze, pocałował mnie i wyszedł. I tyle.
A ja jestem tak durna, że siedzę i ryczę. Na dodatek jakby przyszedł i powiedział, że chce wrócić, to bym go przyjęła. Jestem sama na siebie wściekła i jednocześnie zdziwiona, jak można być tak naiwną. Gdzie się podziała moja duma?! Co robić?

Screenshot_4

Skrajny przypadek, więc skrajna odpowiedź, ale raczej nie zdziwi Was, że nawet gdy się na temat rozpiszę, nie dostaję wiadomości zwrotnej? Prawda boli jak przypalanie sobie petów na przedramieniu.

Po części popełniam ten wpis po to, by na podobne wiadomości wklejać gotowy link, przyznaję. Staram się odpowiadać na każdego maila, jako że szanuję czas, jaki druga osoba poświęca na napisanie do mnie – nawet, jeśli pisze bzdury i nawet, jeśli podświadomie nie chce znać konkretnej odpowiedzi na opisany problem.

Do wklepania zamiast tabliczki mnożenia:

Jeśli facet spotyka się z Tobą tylko na seks, to najwidoczniej jesteś na tyle fajna, by Cię bzykać, ale niewystarczająco, by z Tobą być na stałe (ewentualnie po prostu aktualnie nie szuka związku i macie zdrowy, jasny układ, ale ten konkretny przypadek tutaj pomijamy). Jeśli przy tym składa Ci jakieś obietnice lub tworzy pozory, że “to coś więcej”, a Ty to łykasz, to właśnie znalazłaś się w potrzasku, a on jest głupim chujem. Toniesz w jeszcze większym bagnie, jeśli od czasu do czasu żali Ci się, że tęskni do byłej. Wtedy jest głupim chujem do kwadratu, a Ty… no dopowiedz sobie.

Jeśli facet nie jest ambitny, bywa egoistyczny i czujesz, że Cię nie docenia, to nie istnieje żadna magiczna różdżka, która to zmieni. Możesz z nim o tym rozmawiać, motywować z zapałem godnym damskiej wersji Tony’ego Robbinsa, ale jeśli on sam nagle nie wyskoczy z łóżka jak popieszczony prądem, stwierdzając, że od teraz zmienia swoje życie i będzie codziennie zapieprzał, by osiągnąć wymarzone cele, szepcząc Ci każdego poranka, że jesteś najlepszym, co mu się przytrafiło, to bardzo mi przykro. Najprawdopodobniej zamiast tego ściągnie kolejny odcinek serialu i odstawi talerz na brudną stertę nawet Ci nie dziękując, że spędziłaś pół dnia w kuchni.

Jeśli facet nie potrafi w relacji być męski, podejmować decyzji, a zamiast tego Ci pieskuje, przez co nie jest już atrakcyjny to niestety, ale z dnia na dzień jaj mu nie wyhodujesz. Sam też sobie nie wyhoduje, bo najprawdopodobniej całymi latami karmił się złymi wzorcami, wdrukowując sobie fałszywe przekonania na temat kobiet i świata, cementując wszystko koszmarnymi nawykami. On Cię zdobył, bardzo Cię kocha i do tego jeszcze ma seks. I najprawdopodobniej jest święcie przekonany, że wszystko jest w idealnym porządku, bo przecież według popkultury magiczna “miłość” to wszystko, czego potrzeba, by usłyszeć sielankową muzyczkę oraz zobaczyć napisy końcowe poprzedzone oklepanym “żyli długo i szczęśliwie”. On nie rozumie kobiet ani mechanizmów wpływających na atrakcyjność. W dodatku uważa, że jeśli raz Cię zdobył, to nie musi się już starać. Przeczytanie jednego artykułu na tym blogu nic nie zmieni. Przeczytanie całego bloga może też nic nie zmienić. Wszystkie materiały świata zdziałają gówno, jeśli facet nie zostanie kopnięty w dupę wystarczająco mocno, by SAM POCZUŁ POTRZEBĘ ZMIANY.

Jeśli facet zdradził Cię raz, to bardzo możliwe, że robił to już wcześniej. Prawie pewne jest także, że zdradzi Cię ponownie. No dalej, daj mu drugą szansę. Wyzywam Cię. Przecież tak ładnie wyglądasz, gdy płaczesz, a rozmazany tusz jest sexy.

I tak na sam koniec: jeśli facet traktuje Cię jak szmatę do podłogi, a Ty to akceptujesz to nie tylko on wychodzi na złamanego kutasa – Ty wychodzisz na głupią, naiwną cipę bez grama szacunku do samej siebie. 

Pytasz więc, co masz robić?

Olać go i żyć dalej. I wyciągnąć jakieś wnioski, do jasnej cholery.

comments powered by Disqus

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.