Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
19 cze
 KOMENTARZY
, ,
#Podróże

Krym: Epilog

F L A M B O Y A N T:

 

Był to kolejny już krymski poranek, kiedy budziłem się niewyspany i półprzytomny. Moje zbyt krótkie, jak dla mnie – a co dopiero dla Vincenta – łóżko przylegało swoim prawym bokiem do ściany, zatem nie miałem innego wyboru i każdego dnia byłem zmuszony wstawać lewą nogą. Krymskie słońce, tak jak codziennie było nieubłagane. Nienawidzę zimy, mrozu, śniegu i całej reszty gówna z tym związanej i choćby nie wiem jak gorąco było, to nie będę narzekał na taką pogodę. Ale dziś, do kurwy nędzy, to było już zdecydowanie zbyt parno, nawet jak dla mnie. Wziąłem lodowaty prysznic, co ochłodziło mnie raptem na kilka minut, ale przynajmniej udało mi się złamać mojego porannego drągala. 

Dzień po prostu minął i mogliśmy go spokojnie odhaczyć. Jedni spali, inni zdychali po wczorajszym rzyganiu, a ci, którzy nie potrafili spać w dzień musieli znaleźć sobie jakieś ciekawe zajęcie. Ja skoczyłem do sprawdzonej budy, gdzie nabyłem kilka bułek z parówką. Tłuszcz wyciekał z nich intensywnie, ale kiedy popijało się je piwem lub colą były po prostu doskonałe i sycące. Pomacałem się po brzuchu. Tak, tak urosłeś tutaj kolego. Zanim przyjechałem na Krym, pod warunkiem napinki i spojrzenia pod odpowiednim światłem widoczny był delikatny zarys tarki. Teraz to już przeszłość. Był to dla nas dzień, jak każdy inny. Brakowało mi jedynie świniaków, a nawet posępnych, depresyjnych kawałków hiphopowych, które z takim umiłowaniem chcieli puszczać na każdej popijawie.

Zbliżał się wieczór, a wraz z nim nieubłagane spotkanie z Ukraińcami, którzy zatrzymali się w naszym hotelu. Złego słowa nie powiem na temat tych ludzi, ale zupełnie nie miałem ochoty na wspólne ‘buchanie’, czyli amok, ukurw czy też picie alkoholu. Nazwij tę czynność jak chcesz. Jedynym powodem, dla którego musieliśmy się razem upodlić, było to, że ostatnim razem to oni nas poczęstowali flaszką. Nie jestem idealny, ale kiedy ktoś częstuje mnie wódką, to wiem, że tylko kutas się nie zrewanżuje. Cóż, przynajmniej wiedziałem, że Edyta da mi święty spokój skoro zajął się nią Vincent. Z drugiej strony miałem już wielką ochotę podupczyć sobie, choćby dziewczyna miała okrąglejsze dupsko, obgryzione paznokcie u dłoni czy nawet zęby jak pierdolony koń.

Spotkanie z naszymi znajomymi z Lwowa przebiegło zdecydowanie po mojej myśli, a jednocześnie wbrew oczekiwaniom Vincenta. Posiedzieliśmy w tym miłym, polsko – ukraińskim towarzystwie może kwadrans. Ja podsycałem polsko – ukraińską nienawiść do kebabów, wypiliśmy jeden czy dwa kieliszki wódki za to, aby już nigdy żaden upierdolony sosem czosnkowym arab nie odniósł sukcesu w relacji ze wschodnioeuropejską kobietą i pożegnaliśmy się. Ukraińcy poszli spać, a my wróciliśmy do swoich kwartir. Noc była jeszcze bardzo młoda i wszystko mogło się jeszcze zdarzyć. Wciąż istniała realna szansa na pozostawienie naszego drogocennego materiału genetycznego w jakiejś Ukraince.

Nie miałem w ogóle ochoty na wyruszenie w miasto, podobnie zresztą jak Vincent i Nitro. Jedynie Paweł, ubrany w swój śnieżnobiały garnitur próbował mnie przekonać, że impreza to świetny pomysł. Jeden nieopatrzny ruch Pawła widelcem w trakcie pałaszowania fasoli wprost z puszki sprawił, że jego alfonsiarski uniform został nieodwracalnie zbrukany kroplą ciemnopomarańczowej zalewy. Było oczywiste, że niezależnie od tego czy wyruszymy w miasto, garnitur Pawła nie zadebiutuje na Krymie.

Paweł (albo druga puszka Revo) potrafił mnie przekonać do wyjścia na miasto i odpowiednio zachęcić do zabawy. Nasz problem polegał na tym, że kiedy ja byłem już gotowy nakładać gumę na włosy, Paweł stwierdzał, że impreza dziś to może jednak nie jest taki świetny pomysł. Przez kolejny kwadrans puszczałem z mojego muzycznego telefonu specjalny imprezowy set, nakłaniając Pawła na potańcówkę. A kiedy Paweł był już gotowy, aby wyruszyć do klubu, pomyślałem, że położę się na chwilę w łóżku… Moje podchody z Pawłem trwały jeszcze dobrą godzinę, w trakcie której poruszyliśmy różne ważne zagadnienia, m.in. rozważaliśmy również wady i zalety tzw. necroparties.

Dokończyliśmy alkohol i jakimś cudem udało nam się wreszcie z Pawłem zsynchronizować nasz ‘party stan’. Co więcej, dotychczas nieprzekonany i przypuszczalnie wciąż skacowany Vincent zdecydował się wyruszyć z nami w nieznane. Ogarnęliśmy się możliwie szybko, dopóki ochota na zabawę była silniejsza niż pragnienie snu i odpoczynku. Kroczyliśmy przez miasto jak trójka zombie. Nachodziły nas chwile zwątpienia, ale była to w końcu nasza ostatnia noc na Krymie, więc niestrudzeni szliśmy dalej.

Dotarliśmy do centrum i nasze morale zapikowało w dół. Postanowiliśmy, że zjemy po tłustym kebabie, a jeśli to nie doda nam sił, wówczas wrócimy do kwartiry taksówką. I tak też się stało. Na mojej twarzy gości teraz szczery uśmiech, ponieważ popełniłem właśnie pierwszy field raport w historii community, w którym de facto nie pojawiają się żadne kobiety ani interakcje z nimi.

————————————————————

Obudziłem się po raz pierwszy od naprawdę bardzo dawna wyspany i pełen wigoru. Wreszcie wstawałem z łóżka, ponieważ miałem taką ochotę, a nie byłem przymuszony przez okoliczności, głód i znudzenie. Potrzebowałem tego snu bardziej niż roślina światła słonecznego. Pomyślałem, że to wielka szkoda, że to już koniec naszej pięknej przygody. Spakowałem się, wziąłem prysznic i ruszyliśmy z chłopakami na nasze ostatnie, krymskie zakupy. Tylko Zgrzewacz został w hotelu, aby podjąć ostatnią próbę inwazji do cipki Moniki. Losy mojego zakładu z Vincentem miały się właśnie rozstrzygnąć.

Kupiliśmy pamiątki, jedzenie oraz alkohol, zarówno ten, który chcieliśmy przywieźć do Polski, jak i ten, który miał uczynić podróż pociągiem możliwie znośną. Wróciliśmy do kwartiry, by dowiedzieć się, że Zgrzewacz nie poruchał, ale ustalił, że spotka się z Moniką już w Polsce. Może porucha? Dla naszego zakładu było to już jednak bez znaczenia, ponieważ dotyczył on zielonej Ukrainy i tego wyjazdu. Vincent honorowo pogratulował mi zwycięstwa.

Nasze torby były już spakowane i czekaliśmy już tylko na przyjazd naszej taksówki. Był to dobry moment, aby podsumować nasz wyjazd i zastanowić się nad tym, co będziemy mogli z niego miło wspominać. Nikt z nas nie zadupczył, a najbliżej tego był zdecydowanie Zgrzewacz. Przelizaliśmy 15 – 16 dupeczek i żadna z nich nie popuściła nam szpary. Zgrzewacz wygłosił bardzo gorzkie, ale jednocześnie słuszne stwierdzenie: „coś tu jest nie tak panowie…”. Każdy z nas o tym wiedział. Z drugiej strony zawsze lepsze całowanie niż trzymanie się za rękę… I tak były to naprawdę piękne wakacje.

Wsiedliśmy do taksówki, która miała być vanem, a była zwykłym pięcioosobowym sedanem. Jeden z nas musiał przez ponad godzinę siedzieć połową swojej dupy na podłokietniku. Doświadczyłem tego przez pięć minut jadąc na plażę i najgorszemu wrogowi nie życzę. Jednak najstraszniejsze zaczęło się, kiedy taksówkarz odebrał swój telefon komórkowy. Wnętrze samochodu wypełnił niewyobrażalny smród. Zatykając swoje nosy, zaczęliśmy poszukiwać jego źródła. Ktoś stwierdził, że smród ten wydobywa się z ust taksówkarza. Nie byliśmy przekonani. Nikomu nie może aż tak jebać z ryja. Dopiero kiedy taksówkarz po raz drugi odebrał swój telefon, i po raz drugi doświadczyliśmy tego niewyobrażalnego smrodu, wszystko stało się dla nas jasne…

Podróż pociągiem była lekka, a wszystko dzięki wielu nieprzespanym nocom oraz Nemiroffowi. We Lwowie Vincent kupił trzy piwa i wręczył mi je, ponieważ wygrałem zakład o przeruchanie Moniki. Usiedliśmy w parku. Poczęstowałem jednym piwem Vincenta, w końcu to z nim się założyłem, a drugim Nitro, który okazał się doskonałym skrzydłowym. Żałowałem, że nie mam jeszcze dwóch piw, ponieważ Paweł i Zgrzewacz, jako naprawdę świetni goście, również na nie zasłużyli.

Wsiedliśmy do autobusu, który po trzech godzinach postoju i przeszukaniu nas na granicy, dotarł finalnie do Warszawy. Goście ruszyli autem do Białegostoku, a ja wsiadłem w pociąg do Krakowa. I tak zakończyły się chyba najpiękniejsze wakacje w moim życiu…

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.