Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
14 Kwi
 KOMENTARZY
, , ,
#Podróże

Krym: Rozdział VI: Podwójna randka

Nitro wyglądał i mówił, jakby poprzednią noc spędził na koncercie brutal death metalowej kapeli, a gardło przepłukał nitrogliceryną. Flamboyant, który przyszedł z rana do naszego pokoju odpalił fajkę.

– Nitro – zaczął. – A właściwie, to dlaczego te twoje dupy, co miały przyjść wczoraj do Europy w końcu nie przyszły?

Cisza. Unoszę brew, patrzę na Nitro, Nitro na mnie. Wybuchamy śmiechem.

– A ty myślisz, że kogo lizałeś wczoraj na imprezie? – spytałem rozbawiony. – Ja właśnie się tak zastanawiałem, co ty odpierdalasz. Nitro przyprowadza sobie do klubu dwie laski, a ty mu lepszą zabierasz bez słowa i po chwili w ślinę z nią lecisz.

Flamboyant był w wielkim szoku.

– To były te dwie laski?! No nie wiedziałem! Ej sorry Nitro.

– Dobra, chuj tam – wychrypiał Oboloń. – Wziąłem drugą i też dobrze się bawiłem.

– No ale patrzę siedzą te dupy obok nas i tak się jakoś patrzą, to podszedłem. Potem widzę gość też się z drugą liże, myślałem że tak przypadkowo się zgraliśmy.

Pośmialiśmy się trochę i Nitro kopsnął się na bazar po czosnek i miód, żeby się leczyć. Ja otworzyłem zimne piwo. Nie ma to jak najebać się przed śniadaniem. Flamboyant zadzwonił do dwóch lasek, które domknął wczoraj na deptaku z Nitrooboloniem. Ustawił je na wieczór i wpadł do naszego pokoju.

– Słuchaj, ustawiłem te dziewczyny – powiedział do Nitro.

– Ja pierdolę, nigdzie dziś nie idę, chory jestem.

Akurat siedziałem na łóżku przysłuchując się rozmowie i podłapałem temat.

– A dobre są? – spytałem.

– Są fajne, ta moja w ogóle i wysoka do tego – odpowiedział Flamboyant.

– Ej, no to jak Nitro nie chce, to ja mogę się przejść. Te laski nawet się nie zorientują, że była podmianka.

– Dobra, chcesz to je bierz – odpowiedział Nitro po chwili zastanowienia. – Bo ja serio tak chujowo się czuję, że nawet do klubu dziś nie idę.

– Zresztą – uśmiechnąłem się. – Po tym czosnku z pewnością byś coś wyrwał.

Przed naszymi pokojami, na fotelach siedział rozjebany Kredka. W jednej dłoni trzymał revo, w drugiej gumową jaszczurkę.

– Co to jest? – spytałem, wskazując jaszczurkę.

– Nie co, tylko kto. – Poprawił mnie Kredka z namaszczeniem w głosie. – To jest Jaszczurka. Zajebałem wczoraj po pijaku z tego murku, co stoi zaraz jak się wchodzi do „Mewy”. Będzie dzisiaj pić z nami.

Zaczął się bifor. Powietrze było gęste, strasznie się pociłem mimo, że miałem na sobie tylko buty i jeansy. Z czyjegoś telefonu podpiętego pod głośniki leciała dobra muzyka. Stół uginał się od butelek. Piłem piwo, wódę i wino. Razem z nami piła Jaszczurka. Z Flamboyantem kupiliśmy finezyjne winko w kartonie, żeby wziąć ze sobą na naszą podwójną randkę. Zapaliliśmy ostatniego fajka przed wyjściem, wypiliśmy ostatni kieliszek i ostatni raz spojrzałem w lustro, żeby zobaczyć jaki jestem piękny. Byłem mocno pijany i miałem świetny humor.

Pojechaliśmy na miasto. Byliśmy z dziewczynami umówieni pod fontanną na deptaku. Po dotarciu na umówione miejsce zobaczyliśmy masę wystrojonych, niesamowicie pięknych dziewcząt. Do spotkania mieliśmy jeszcze parę chwil.

– Tylko wiesz – zaczął Flamboyant zapalając fajka. – Ta wyższa jest moja.

– Spoko. – Usiadłem na fontannie.

– Tylko boję się, że one kurde same się podzielą między sobą. No bo wyższy jesteś.

– Zobaczymy.

W końcu przyszły. Ładnie ubrane. Wyższa rzeczywiście była bardzo fajna. Mniejsza, która przypadła mi w udziale podobała mi się dużo mniej, ale nadal była do zrobienia.

Panienki spytały, gdzie idziemy. Zabraliśmy je więc na plażę. Na plaży było chujowo, bo zaczęły narzekać, że mają szpilki, a tu piasek i w ogóle. Zrobiło się podwójnie chujowo, gdy otworzyliśmy wino i okazało się, że będziemy musieli je wypić z Flamboyantem we dwóch. Dziewczyny albo nam nie ufały, albo brzydziły się ordynarnym winem w kartonie. Najpewniej obie opcje są prawdziwe.

W końcu wylądowaliśmy z nimi na ławce. Ja rozmawiałem ze swoją, Flamboyant ze swoją. Karton z winem krążył, co zaowocowało apogeum fazy alkoholowej u mnie. Nie mam pojęcia, o czym rozmawiałem z tą laską, był autopilot i zero jakiegokolwiek dotyku. W końcu dziewczyny stwierdziły, że mają ochotę wejść do klubu. Chciały nas zaciągnąć do Amsterdamu, ale namówiliśmy je na Europę.

Właściwie, to ciekaw jestem jak sprawy potoczyłyby się w Amsterdamie. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co tracimy każdej nocy szukając innych klubów, zamiast dać temu jeszcze jedną szansę.

Tak czy inaczej, zbliżaliśmy się do lokalu zastanawiając się z Flamboyantem, czy trafiliśmy na naciągary, czy dziewczyny z klasą. Z wielką ulgą zauważyłem, że przy kasie dziewczyny wyciągają portfele i płacą same za siebie. Weszliśmy do środka i zabraliśmy dziewczyny na parkiet.

Taniec – owszem, był. Ale z zachowaniem dystansu. Widziałem, że Flamboyant miał ze swoją podobnie. Już wcześniej, na ławce wiedziałem, że nic się tu nie sklei. W tym momencie poczułem się, jak w potrzasku, a dwie dziewczyny, z którymi przyszliśmy zawadzały nam, jak kula u nogi. Po co one przyszły na spotkanie z nami? Czego się spodziewały? Że cały wieczór przegadamy w odległości 1,5 metra? Jak to podsumował Flamboyant: gadać to sobie mogły same ze sobą, nie potrzebowały do tego naszych kutasów.

Dziewczyny wróciły do stolika, a ja z Flamboyantem udaliśmy się na naradę wojenną do kibla.

– Nie no, to się nie sklei – stwierdził.

– Kurwa, ale bez sensu – odpowiedziałem przeglądając się w lustrze. – Weź mi stary powiedz, po co one tutaj w ogóle przyszły.

– Nie wiem, może one oczekują, że pstrykniemy palcami na kelnera i zaczniemy zamawiać martini, przekąski i tak dalej.

– Słuchaj, nie ma szans, żeby to zrobić. Zobacz, ile czasu już z nimi spędziliśmy. Z tą moją nie dam rady zbudować żadnego napięcia, jest totalnie aseksualna.

– Wiem no, tylko jak to teraz rozegrać, żeby się rozdzielić? Bo w sumie przyszliśmy tu z nimi.

– Możemy po prostu je olać i bawić się z innymi.

– Albo dać zjebaną wymówkę i zmienić klub.

Staliśmy tak zastanawiając się, co robić. My męczyliśmy się z nimi, a one z nami. W końcu zdecydowaliśmy, że idziemy z nimi pogadać i bezczelnie zmieniamy lokal. Weszliśmy na salę i zaczęliśmy się rozglądać. Nie było ich przy stoliku, nie było na parkiecie. Rozpłynęły się w powietrzu, uciekły z klubu. Zaczęliśmy się z Flamboyantem cieszyć jak dzieci. Przynajmniej oszczędziły nam wysiłku.

Zastanawialiśmy się, co robić. W Europie z laskami było średnio. Zacząłem pisać smsy z blondynką z poprzedniego dnia. Napisała mi, że jest w Malibu. Napisałem, żeby wyszła przed klub, bo będę się z nią całować. Wyszliśmy z klubu i ruszyliśmy deptakiem w stronę Malibu. Po drodze spotkaliśmy Julię, dziewczynę z którą Nitro był w wodzie. Nie odpisywała, nie odbierała od niego telefonów. Przed wyjściem prosił mnie, żebym ją spytał dlaczego się tak zachowuje, jeśli ją spotkamy. Spytałem, bo obiecałem, wiedziałem jednak że to najzwyczajniejsza w świecie zlewka. Rzuciła byle jaką wymówkę i się zmyła tak, jak podejrzewałem. Poszliśmy dalej. Natknęliśmy się jeszcze na Alinę, druga dziewczynę, z którą całował się wczoraj Nitro. Pogadaliśmy z nią parę minut i poszliśmy dalej.

Basową napierdalaninę słychać było już z daleka. Klub robił wrażenie. Prowadziły do niego wysokie schody, które kończyły się wejściem, nad którym świecił wielki napis „MALIBU”. Po obu stronach stały palmy. Usiedliśmy na murku naprzeciw i czekaliśmy, podczas gdy finezyjnie zapętlone jeb-jeb-jeb-jeb rozchodziło się drżeniem po deptaku.

– Coś jej nie widać – powiedziałem.

– Może w środku nie ma zasięgu.

Po chwili dosiadł się do nas jakiś Ukrainiec. Zaczął z nami rozmawiać, był ostro napruty. Zauważyłem, że po mojej nodze idzie karaluch. Wstałem szybko strzepując go z siebie. Za murkiem stał jakiś barek z fast-foodami. Współczuję każdemu, kto odważył się tam coś zjeść.

Po kilkunastu minutach dostałem smsa od blondynki, że zmieniła klub i obecnie bawi się w Amsterdamie. Nie chciało nam się tam iść i szczerze mówiąc byliśmy trochę zmęczeni. Siedzieliśmy tak na murku i wtedy koło nas przeszła para. Koleś z dziewczyną, która wydała mi się znajoma. Nagle panienka zostawiła typa i ruszyła w moją stronę. Teraz poznałem, Maria. Nie odzywałem się do niej, żeby się we mnie jeszcze mocniej nie wkręciła. Nie miałem na tych wakacjach ochoty na ckliwą, romantyczną, wakacyjną miłość. Podeszła, przytuliła się i zaczęliśmy rozmawiać. Powiedziała, że idzie do jakiegoś klubu. Chłopak, z którym była obserwował uważnie całą sytuację. Na pewno się ucieszył, gdy żegnając się pocałowaliśmy się z wczuciem w usta.

Kilka minut później dosiadła się do nas jakaś Ukrainka. Gdyby nieco schudła mógłbym się nią zainteresować.

Rozmawialiśmy z nią po angielsku.

– Fuck off – rzuciła do mnie w pewnym momencie.

Od początku mnie nie polubiła, zaczęła do mnie pyskować. Mówiła, że jestem niewychowany, chamski, arogancki i tak dalej. O nie, pomyślałem. Tak nie może być. Postanowiłem zrobić ją dla samej zasady.

Zacząłem grę.

– Patrz – powiedziałem do niej gestykulując. – Tu, między nami jest mur. Nie patrz na mnie i nie odzywaj się do mnie.

Zacząłem rozmawiać z Flamboyantem, zlewając ją kompletnie. Gdy odezwała się w moją stronę przypominałem o dzielącym nas murze.

Dziewczyna powiedziała parę zdań w nawiązaniu do słów Flamboyanta. Dodałem coś od siebie, na co ona:

– Nie mówiłam do ciebie.

– A ja nie mówiłem do ciebie. – Spojrzałem na nią unosząc brew. – Mówiłem do mojego kolegi. Halo, nie jesteś pępkiem świata.

Zamurowało ją. Zlewałem, momentami jeździłem po niej balansując na granicy dobrego smaku. Budowałem swoją wartość opowiadając o moich przekonaniach, o carpe diem. Miałem wtedy dobry pijacki flow. Widziałem, że dziewczyna jest coraz bardziej mną zainteresowana i coraz bardziej świecą jej się oczy. Na jedną z jej zaczepek odpowiedziałem, że gówno mnie obchodzi opinia innych ludzi na mój temat, a w szczególności gówno mnie obchodzi, co ona o mnie myśli.

– Respekt. – Wyciągnęła w moją stronę dłoń, żeby przybić mi żółwia. Uśmiechnąłem się do siebie w myślach, widząc jak dziewczyna jest z chwili na chwilę coraz bardziej urobiona.

Rozmawialiśmy we trójkę, a dziewczyna cały czas była we mnie wpatrzona, jak w obrazek. W tym momencie właściciel fast-fooda podszedł, słysząc jak co jakiś czas mówię z Flamboyantem po polsku. Zaczął z nami rozmawiać, spytał czy jeszcze żyje aktor, który grał główną rolę w „Stawce większej niż życie”. Na rozmowie z nim zeszło nam jakieś dwadzieścia minut. W końcu wrócił do pracy i znów zostaliśmy we trójkę.

Kucnąłem przed Ukrainką i perfidnie zacząłem jeździć palcami po jej nogach.

– Co robisz? – spytała z groźną miną, żeby mnie speszyć.

– Dotykam cię – odpowiedziałem patrząc jej w oczy, aż odwróciła wzrok.

– A co z murem? – spytała.

– Flamboyant – powiedziałem po polsku. – Udaj, że ktoś do ciebie dzwoni i odejdź na chwilę. Ja ją przeliżę i spadamy do domu.

Nastawił sobie budzik z minutowym wyprzedzeniem. W końcu zadzwonił. Flamboyant wstał, przyłożył telefon do ucha i udawał, że z kimś rozmawia. Odszedł dość daleko. Dziewczyna zaczęła coś mówić. Podniosłem się, przysunąłem do jej ust i zacząłem całować. Była w szoku. Po chwili zjechałem na jej szyję, zaczęła dyszeć.

– Gdzie dziś śpisz? – spytałem szeptem muskając wargami jej ucho.

– Nie wiem… – odpowiedziała z przymkniętymi powiekami. Tu cię mam.

W końcu usiadłem koło niej i zapaliłem fajkę. Wrócił Flamboyant, spytał czy idziemy. W moich żyłach było sporo alkoholu i zapachniało mi seksem. Poprosiłem mego skrzydłowego o obiektywną opinię. Wydawał się być bardziej trzeźwy, niż ja. Nie chciałem mieć na drugi dzień wyrzutów sumienia. Stwierdził, żebym zrobił jak chcę. Zaciągnąłem się papierosem i stwierdziłem, że skoro mam wątpliwości, to lepiej po prostu iść do domu spać.

Tak też zrobiliśmy.

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.