Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
19 Kwi
 KOMENTARZY
, , ,
#Podróże

Krym: Rozdział VII: Prawdziwa Eupatoria

Opublikowane do tej pory wspomnienia z Krymu były niestety wszystkimi, które spisałem. W moim życiu wydarzyło się coś, co przerwało moją pracę i już nigdy nie wróciłem do upamiętniania wydarzeń z tamtych wakacji. Nie martwcie się jednak. Jest ktoś, kto równolegle ze mną spisywał krymskie przygody. Flamboyant. Od tej pory na blogu ukazywać się będą odcinki pisane jego wprawioną dłonią – ukazując wydarzenia z innej perspektywy. Język ma cięty, porównania obfite, a niektóre podsumowania wywołują niekontrolowane salwy śmiechu. Bukowski wymięka. Myślę, że gościnne pióro Flamboyanta bardzo przypadnie Wam do gustu. Żeby było chronologicznie startujemy dokładnie z momentu, w którym skończył się mój poprzedni wpis. Miłej lektury i nie zapomnijcie wspomnieć w komentarzu, jak się Wam podobało.

F L A M B O Y A N T:

Kolejny wakacyjny, upalny dzień dobiegał końca. Na Krymie prawdopodobnie nigdy nie pada deszcz. Przynajmniej ani razu nie padało, odkąd tu przyjechaliśmy. Klasa. Uznałem, że raz jeszcze zaproszę Julię na spotkanie. Za pośrednictwem jej koleżanki Aliny. W końcu jedyne, co mógłbym stracić to moja godność. A tę już traciłem wielokrotnie, biorąc numery od jakichś tępych cip, które potem unikały moich telefonów. Nie pamiętam już, co mi odpisały, ale do spotkania ostatecznie nie doszło. Godność ponownie utracona. I wygolona cipka też utracona. Który to już raz? Pozostało tylko wyjść na miasto i zapoznać się z jakąś uroczą dziewczyną. A tych na Krymie było przecież całkiem sporo.

Dylematy wieczoru były raczej tradycyjne. Któż może to wiedzieć, która koszulka przyniesie tej nocy szczęście? V – neck czy t – shirt? Jakiego koloru? Z nadrukiem, czy bez? Wódka, piwo czy też wino? Który z tych trunków najlepiej rozwija zdolności językowe? Jaka ilość napoju będzie tą optymalną, która doda odwagi, nie odbierając równowagi? Naprawdę dużo zmiennych. Jedno jest pewne. Połączenie tych trzech trunków jest złym pomysłem. Ale to wiedziałem już od dawna. Nie bez powodu Immanuel Kant mawiał: „wszystka wiedza pochodzi z doświadczenia”. Święte słowa.

Któż może dziś wiedzieć, który rodzaj paliwa wybraliśmy tego wieczoru? Niemniej dla mnie, działał on kurewsko dobrze. Mój rosyjski był znacznie więcej niż tylko haraszo (dobry). Kiedy zamykałem oczy, przed samym pójściem spać, wiedziałem tylko jedno. Jeżeli w dalszym ciągu będę się uczył rosyjskiego w tym tempie, to do Polski wracam jako pierdolony tłumacz przysięgły.

Vincent z Nitro zniknęli w nędznym, darmowym klubie, gdzie zaraz porwali do tańca jakieś dupy. Ja z Pawłem woleliśmy zdobyć deptak. Dosłownie. Na pierwszy rzut poszły dwie, wysokie panny. Tradycyjne klubootwarcie. Dziewczyny polecały Amsterdam, zresztą jak większość. Może Amsterdam powinien otrzymać drugą szansę? Pośmialiśmy się, pożartowaliśmy i one poszły w swoją, a my w swoją stronę. Wszyscy liczyliśmy odnaleźć tam szczęście, rozumiane według własnych definicji.

Na następny ogień poszły trzy cipki, które okazały się być miejscowymi dziewczynami. Dwie były raczej niechętne, ale miałem silne wrażenie, że z jedną skleiło mi się od pierwszego wejrzenia. I takie akcje lubię! Dziewczyny miały jutro rano wstać do pracy i przyszły pospacerować. Umówiliśmy się z nimi na jeden taniec. Ale nie teraz, tylko za 20 minut. Czemu tak? Zwaliłbym to na słabą znajomość rosyjskiego. No i na alkohol. Wziąłem tylko numer od swojej i mieliśmy się za chwilę skontaktować.

Mniej więcej w tym samym czasie Vincent i Zgrzewacz zagadali do jakichś dwóch innych lasek na plaży. Spotkaliśmy się na deptaku. Zgrzewacz podszedł do mnie i powiedział, żebym go zastąpił jeśli chcę. On nie znał języka albo mu się nie chciało. Łotewer. Zeskanowałem je dokładnie. Dwie apetyczne dupy. Drobne, ale cholernie seksowne. Jak to Ukrainki… Karty były już rozdane. Ale dobrze. Moja podobała mi się nawet bardziej. Masha i Rita. Kolejna Masha. I uprzedzam was. Nieostatnia.

Podbiłem i zagadałem. Nie wiem, co piłem tej nocy, ale miałem skurwysyńskie flow. Były momenty, w których nie myślałem jak coś powiedzieć. Rosyjski wypływał ze mnie jak język ojczysty. Pogadaliśmy. Dziewczyny miały jakieś plany czy coś. Po prostu umówiliśmy się na następny wieczór. Hell yeah!

Po powrocie do Polski nieraz chwyta mnie nostalgia. Idziesz na imprezę, a dupy pieprzą się z tym, żeby zatańczyć, umówić się z tobą czy po prostu popuścić ci. Na Krymie więcej otwarć kończyło się spotkaniem niż przepędzeniem. A jak już się umówiły z nami to nigdy nie odwoływały spotkań i zawsze przychodziły. Inny świat, inna kultura. Podbijasz w Polsce do dupy na parkiecie, a ona robi minę jakby srała. Mówisz jej komplement, a ona się zachowuje jakbyś nazwał ją szmatą. Nic tylko zapakować je wszystkie do wagonu i wysłać na Krym. Niech się tam nauczą trochę kultury, kurwa!

Spacerowaliśmy dalej po deptaku. Nikogo z nas nie ciągnęło do klubów tej nocy. Przy fontannie siedziały trzy cipki. Te same, z którymi umówiliśmy się wcześniej na taniec. Podeszliśmy z Nitro i zagadaliśmy. Przysiadłem się obok swojej i gadałem tylko z nią. Masha. Kolejna Masha. Nie była jakąś ukraińską pięknością. Miała nawet ładną twarz, ale nie wyjątkowo. Do tego powinna trochę bardziej polubić fitness, a mniej kiepskie żarcie. Z drugiej strony miała cycki. Wciąż wydawało mi się, że lecimy na siebie. Kiedy jej koleżanki stwierdziły, że będą spadać, ona obwieściła im, że zostaje. No teraz to już miałem pewność, że skleiło się. Nitro też się elegancko pożegnał i zostaliśmy już tylko we dwoje.

Pospacerowaliśmy chwilę w świetle księżyca i gwiazd. Tak, to był kurewsko romantyczny wieczór. Zaprowadziła mnie na jakąś ławkę, w raczej spokojnej i wyludnionej okolicy. Trzymaliśmy się za dłoń, a Masha opowiadała mi o pracy w kantorze, o studiach i o jej marzeniu, aby zostać panią detektyw. I tak dalej. I tym podobne. Kobiety lubią mówić. Ja lubię je słuchać. I lubię patrzyć im w oczy. Lubię, kiedy się peszą i zapominają, o czym mówiły trzy sekundy temu. Zanim nie spojrzały mi głęboko w oczy.

Masha zamilkła. Pauza. Pauza. Pauza. Spytała czemu tak na nią patrzę. Nachyliłem się, aby ją pocałować. Odwróciła swoją głowę w bok w ostatniej chwili. Poczułem jej blond włosy na moim policzku i wargach. Nie zdążyłem nic zrobić ani powiedzieć. Masha od razu zaczęła mnie przepraszać, tłumaczyć się i pytać czy nie obraziłem się na nią. Ja pierdolę. Rozczuliłem się. Ta kobieta wie, jak traktować mężczyznę. Nie pocałowaliśmy się, a ja poczułem się lepiej niż po lodzie. Żeby tak polskie dziewczyny… Chyba naprawdę zorganizuję  duży wagon i pośle je wszystkie wpizdu na Krym.

Spacerowaliśmy trzymając się za rękę. Po drodze spotkaliśmy Vincenta, który dołączył do nas. Nie wiem co mi odbiło, ale zaproponowałem, żebyśmy skoczyli do Liona. Kiedy stała w kolejce do klubu, przeczuwałem już kto będzie płacił za wjazd. Chuj z tym. Czasem trzeba zapłacić.

Potańczyliśmy przez chwilę. Nieustannie przerywała taniec, aby poprawić swoją pozbawioną ramiączek sukienkę. A jej cycki jak na złość nie miały ochoty wyskoczyć. No żeby chociaż jeden. Chwilę posiedzieliśmy przy stoliku. Ale chyba nie chciała pomarszczyć mi pod stołem. Opuściliśmy klub. Vincent został w środku i o mało nie chwycił wpierdolu. Podrywał nie tę, co trzeba…

Kupiłem nam alkohol. Usiedliśmy przy plaży. W tle słychać było fale uderzające o brzeg. Kilka metrów dalej, kilka dni temu, jakiś ćpun chciał mnie kłuć. Masha dalej opowiadała o sobie. O graniu na skrzypcach, o swoich sześciu siostrach i o ojcu alkoholiku, który je bił. Imponowała mi jej cierpliwość. Naprawdę sporo nie rozumiałem. A ona tylko znajdywała inne słowa, a niektóre rzeczy po prostu mi pokazywała. Zaczynałem ją naprawdę lubić. I naprawdę dobrze się z nią czuć.

Ljubić znaczy po rosyjsku kochać. Chciałem jej coś powiedzieć i spytałem ją, jak powiedzieć, że coś się lubi. Nie pamiętam już tego słowa. Masha po prostu powiedziała, że mnie lubi. I nikt z nas nic nie mówił. Patrzyliśmy tylko sobie w oczy. I czas znowu się na chwilę zatrzymał. Bach. Zaczęliśmy się całować. Powoli, delikatnie kosztowałem jej usta. Czasem przygryzałem jej dolną wargę. Właśnie tak, jak wtedy chciałem. Bez żadnego pośpiechu. Żeby zapamiętać smak tej chwili na długo.

Kupiłem nam jeszcze po jednym piwie. Spacerowaliśmy, przytulając się. Masha opowiadała mi albo o sobie albo o Eupatorii. Od czasu do czasu całowaliśmy się, ale nie dobierałem się do jej majtek.

Około drugiej w nocy stwierdziła, że chce już wrócić do domu. Pomyślałem, że odprowadzę ją. Miałem cholerną ochotę zobaczyć prawdziwą Eupatorię. Nie kluby. Nie deptak. Chciałem zobaczyć bloki, nieoświetlone ulice i miejsca, gdzie żyją miejscowi ludzie. Pewnie nie było to najbardziej rozsądne, ale trochę już wypiłem i tak po prostu chciałem. Zawsze tak chcę, gdy odwiedzam jakieś nieznane mi miejsce. Kto chce oglądać jakieś kościoły i obrazy? Nie mam jestem przecież jeszcze starym dziadkiem.

Odprowadziłem ją. Nie bardzo mogliśmy się ze sobą pożegnać. Gdy tylko kończyliśmy pocałunek i któreś z nas mówiło paka (cześć), na nowo wracaliśmy do całowania. Umówiliśmy się na następny dzień. Miała mi pokazać jak wygląda ta prawdziwa Eupatoria. Mieliśmy spróbować kwasu chlebowego. Tego jeszcze nie wiecie, ale na każdym rogu w Eupatorii stoi mniejszy lub większy, żółty beczkowóz z napisem ‘KWAS’. Można tam kupować orzeźwiający kwas chlebowy. Summer love.

Pomyślałem, że wrócę do hotelu na piechotę. W końcu jutro poznam prawdziwą Eupatorię. W najgorszym razie wytną mi nerki i Krym mnie pochłonie. Droga wydawała się dosyć długa. Żeby nie było mi smutno tak iść samemu, kupiłem sobie piwo na drogę. Na Krymie chyba nie ma zakazu picia piwa w miejscu publicznym. Droga się dłużyła. Skończyłem piwo i pomyślałem, że jeszcze jedno piwo mi nie powinno zaszkodzić. W końcu miałem jeszcze całkiem ładny kawałek do przejścia.

Dotarłem do hotelu. Wszyscy jeszcze siedzieli przed kwartirami. I jakże by inaczej. Pili alkohol. Próbowałem przykucnąć, ale o mało nie wypierdoliłem się. Moje wypowiedzi też były już niespecjalnie płynne. Spróbowałem podzielić się moją radością z Vincentem.

– Tooo mi właaaśnie było poootrzebneee. Waakacyjnnaaa miiłooość. Taaakie poocałuunki. I taaaka… znajomość. Jutrooo Maaasha pokaaażeeee mi prawdziwą Eupatorię…

Poszedłem do mojego łóżka. Rzuciłem niedbale spodnie na ziemię i położyłem się. Ledwie zdążyłem zamknąć oczy, zaczął się helikopter. W Białymstoku chłopaki próbują go uziemić. Zrzucają jedną nogę na ziemię. Mi nie pomogło. Mam też swoją autorską metodę. Zbić konia na hipotetówie. Masha byłaby w sam raz. Niby Paweł spał, Zgrzewacz był w łazience, ale nie miałem chusteczek. Nabierałem powietrze i bardzo ciężko je wydychałem. Kibel wciąż był zajęty.

Nie wytrzymam tego kurwa! Wstałem i jakoś doszedłem do pokoju Nitro i Vincenta. Chłopaków nie było w środku. Włożyłem głowę do muszli. BŁEEEEEEEEE! Od razu lepiej. Tak. Puściłem jeszcze dwa naprawdę obfite pawie. Wróciłem do łóżka i zamknąłem oczy. Nie, to jeszcze nie jest to. Łazienka była już wolna. BŁEEEEE! Puściłem kolejne trzy pawie. Wyrzygałem z siebie mój cały słownik języka rosyjskiego. Jakie to szczęście, że za każdym razem trafiłem do muszli. No teraz to można iść spać.

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.