Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
10 cze
 KOMENTARZY
,
#Podróże

Krym: Rozdział XIII: Złomowanie II

F L A M B O Y A N T:

 

Weszliśmy do klubu Amsterdam. Była późna poniedziałkowa noc, ale najwidoczniej ludzie przebywający w kurortach szczerze pierdolą to, czy jest poniedziałek czy piątek i bawią się każdego dnia tak samo. Obserwowałem kobiety tańczące na parkiecie i wciąż spoglądałem na nie z lekkim niedowierzaniem. Nie uważam, żeby rodzące się na Ukrainie dziewczyny były choć trochę piękniejsze niż kobiety pochodzące z Polski [polemizowałbym – dop. Vincent]. Powiedziałbym po prostu, że ukraińskim kobietom się jeszcze choć trochę chce i znacznie więcej tamtejszych dziewcząt stara się być najpiękniejszą wersją samej siebie. W Polsce, odnoszę czasem wrażenie, że niektórym dupom jest już wszystko jedno. I tak znajdą jakiegoś frajera. 

Nie byłem w doskonałym nastroju. Myślałem za dużo o tym, jak zostałem upokorzony, zamiast olać to i poznać jakąś śliczną Ukrainkę i przygotować dla niej prywatne wydanie MTV Cribs. Myślałem, że panny, które zdążyłem poznać w  życiu, zdążyły uformować moje jaja, depcząc i opluwając całą wrażliwość i romantyzm, który mnie kiedyś cechował. Ale nie. Wciąż było mi przykro z powodu jednej panny, która wybrała kebabową noc, zamiast solidnego, polskiego przebolcowania.

Nitro był w dużo lepszej kondycji psychicznej. Zaciągnął mnie prosto na parkiet, gdzie chwilę później zaczął tańczyć z jakąś blond dupą. Wyglądało, że czują się świetnie w swoim towarzystwie, dlatego mocno zdziwiłem się, kiedy Nitro przestał z nią tańczyć i przyszedł do mnie prosząc, abym ogarnął jej koleżankę. Spojrzałem na nią i podrapałem się po skroni. Gdybym pomógł Nitro, byłoby to największe poświęcenie w całej historii społeczności uwodzicieli. Dziewczyna była naprawdę utuczoną świnią, niższą ode mnie o długość polskiego, nabrzmiałego kutasa, a jednocześnie cięższą, jak strzelam, o wagę łamanego gryfu na siłowni. Podszedłem do nich, ale naprawdę nie umiałem się zmusić. Tańczyliśmy w kółku, co nie było fajne, ale i tak lepsze niż uformowanie z nią pary. Nie robiłem nic specjalnego, ale w głębi duszy kupowałem sobie rozgrzeszenie, no bo przecież delikatnie wspierałem starania Nitro.

Sytuacja była dosyć niezręczna. Rozglądałem się nerwowo wokół całego parkietu, poszukując chociaż jednej pary wielkich i błyszczących oczu, które chciałyby wymienić ze mną to jedno, ale wyrażające wszystko spojrzenie. Ratujące mnie spojrzenie. Gdybym tylko je odnalazł, mógłbym przecież do nich podejść, zostawiając wyznaczonego mi świniaka, a jednocześnie pozostać w porządku względem Nitro. Wytłumaczyłbym mu: „Skleiło się stary! Co miałem zrobić?”. Ale żadna nie chciała się spojrzeć.

Nitro tańczył. Blond dupa też tańczyła. I świniak tańczył. Ja także tańczyłem. Niezręczna chwilo trwaj! Dopiero telefon od Aliny uratował mnie, bo kto wie… Może świniak pokonywał już swoje excusy i był o krok od próby przełamania dystansu, którego tak pieczołowicie pilnowałem? Alina była już w klubie i uznałem, że wyruszę razem z Nitro na spotkanie jej. Naprawdę nie wiem dlaczego poszedłem z nim. Alina mogła przecież przyprowadzić ze sobą Julię, a z tą szmatą nie chciałem mieć już nic wspólnego. Mówiąc kulturalnie, byłem zdegustowany jej wcześniejszym zachowaniem. Alina była jednak sama. Odpaliłem kolejnego już cygareta, a Nitro zabrał Alinę, chcąc jej pewnie wręczyć prezent urodzinowy.

Zostałem teraz zupełnie sam w klubie i taka sytuacja nawet mi odpowiadała. Nie miałem wciąż chęci na poznawanie dup, więc usiadłem sobie przy barze, wypiłem wódkę z sokiem i zapaliłem kolejnego peta. Zastanowiłem się nad moimi alternatywami. Mogłem teraz wrócić do domu, umrzeć z nudów przy barze lub kogoś poznać. Scenariusz upicia się odpadał. Miałem ze sobą wystarczająco gotówki, żeby wziąć taksówkę, ale zbyt mało, żeby móc zamówić więcej niż jedno szkło. Poza tym nie lubię się upijać. Bycie nietrzeźwym jest nawet fajne, ale za to bardzo kiepsko znoszę kaca następnego dnia.

Mając tak nędzne warianty, wbiłem na parkiet, gdzie potańczyłem przez chwilę i wypatrzyłem pannę z jedną z najpiękniejszych twarzy, jakie kiedykolwiek widziałem. Miała perfekcyjnie gładką cerę oraz niezwykle delikatne rysy połączone z olbrzymimi wprost oczami i malutkim noskiem. Jej urocza buzia posiadała w sobie pewien dziecięcy pierwiastek. Ale nie przeszkadzało mi to. Musiałem ją poznać.

Nie wysłała mi zapraszającego spojrzenia, ale chuj z tym. Gdybym nie spróbował, to rzygnąłbym na sam widok mojej twarzy w lustrze, którą zobaczyłbym prędzej lub później idąc do kibla. Zbliżyłem się do niej i złapałem dłoń, chcąc poprowadzić jej piękną sylwetkę do wykonania obrotu. Tańczyła ze mną, ale nie chciała być blisko, więc zacząłem z nią gadać, chcąc tym sposobem nawiązać bliskość między nami. Jej proste, długie włosy łaskotały mnie po policzku, a ich zapach był przyczyną mojego wzwodu. Mieliśmy problem z usłyszeniem się, dlatego zaproponowałem, żebyśmy usiedli w jakimś cichszym miejscu. Zaprowadziłem ją przed wyjście z klubu, po drodze osłaniając jej kruche ciało od nazbyt ekspresyjnie tańczących osób. Nie tylko Kraków jest pełen idiotów, którzy tańcząc z panną rzucają nią jak worem z ziemniakami, obijając przy okazji wszystkich dookoła. Żałuję, że nie wpadłem na pomysł, aby pójść z nią do strefy Chillout, która była ewidentnie zaprojektowana pod ściąganie panien z parkietu. Komfortowe, skórzane sofy, ułożone tak, aby tworzyć lekko intymny nastrój, odpowiednie oświetlenie i romantyczna muzyka. A w strefie Chillout siedział już Nitro z Aliną.

Nitro kontynuował z Aliną ich intymną zabawę rozpoczętą jeszcze przy fontannie. Siedzieli głęboko zanurzeni w skórzanej sofie, wymieniając ślinę i eksplorując rozmaite krzywizny i wypukłości swoich młodych ciał. Dłoń Nitro pomogła Alinie w dokonaniu odkrycia, że pewien element ciała jej partnera wyraźnie zmienił się. Alina postanowiła przeprowadzić dokładną inspekcję tego rejonu poprzez użycie legendarnej już techniki DKPSC. Dotykanie kutasa przez spodnie close! Chwilę później Alina siedziała już na Nitro i poruszała się, wykorzystując drugą mityczną technikę – SPCC. Seks przez ciuchy close. Nitro próbował posuwać się dalej w ramach tej zabawy, niestety interesująca zapewne rozmowa, DKPSC i SPCC były wszystkimi prezentami, które Alina zechciała przyjąć od Nitro tej nocy.

Słodka dziewczyna, którą poznałem chwilę wcześniej nosiła imię Swieta i znała język angielski na tyle dobrze, że rozmawialiśmy ze sobą nie myśląc nawet o tym, jak coś sobie powiedzieć. Przynajmniej ja o tym nie myślałem. Kiedy dowiedzieliśmy się już, co lubimy, a czego nie i co myślimy o otaczającym nas świecie byłem pewny, że Swieta jest świetną dziewczyną, dokładnie w moim typie. Inteligentna, ale lekko złośliwa, ambitna i wiedzącą, co chce osiągnąć w życiu, mająca własne zdanie i nie dająca się łatwo uciszyć. Pozostawała przy tym kobieca, przyjazna, życzliwa i przede wszystkim pełna ciepła. Nie mogłem też zapomnieć o jej urodzie, wykorzystywanej do promowania różnych kiecek i perfum. Swieta była zdecydowanie nowoczesną, wartościową kobietą, a nie jakąś tam dupą czy cipą.

Siedzieliśmy obok siebie, rozmawialiśmy, trzymaliśmy się nawet za rękę, ale powietrze znajdujące się między nami jakoś nie chciało zaiskrzyć. Nie wiem dlaczego. Byłem nią szczerze zafascynowany, ale jednocześnie nie odczuwałem, żeby następował wyrzut endorfin do moich żył. Może byłem już po prostu zbyt zmęczony? Spotkałem jedną z tych kobiet, na które trafiam bardzo rzadko, a i tak czułem zmęczenie całym sobą i stawałem się coraz bardziej senny. Wiedziałem, że Swieta musi czuć to samo. Żałowałem, że nie spotkaliśmy się w Krakowie. Mógłbym kontynuować tę znajomość innego dnia, a tak wstałem, podziękowałem za miłą rozmowę i poszedłem do kibla, aby otrzeźwić się zimną wodą.

W tym samym czasie Vincent nie mógł już trafić ustnikiem sziszy do swoich ust. Sfrustrowany ciągłym widokiem znaku zakazu wjazdu do cipki Basi, czy brakiem możliwości zmacania choćby jednego cycka, uległ namowom Siary i postanowił się z nim ukurwić. Indianiec, najbrzydsza szczupła dupa, jaka chodziła po Ziemi, obrała sobie Siarę jako cel jej seksualnych ataków. Olbrzym nie potrafił tego zdzierżyć na trzeźwo, więc postanowił się odrobinę upodlić. Vincent, zawodnik dużo niższej kategorii wagowej nie wytrzymał narzuconego tempa i został wepchnięty do taksówki, którą wrócił do hotelu. Vincent odnalazł drogę do łóżka Zgrzewacza, gdzie poległ. Niestety, nisko przelatujące helikoptery nie pozwalały mu usnąć. Wstał, wyrzygał się kilkanaście razy [osiemnaście – dop. Vincent] pod prysznic, oczyścił brodzik i poszedł spać.

Wyszedłem z kibla i wiedziałem, że nie ma sensu szukać Swiety. Tej nocy już nic się między nami nie wydarzy, a za 48 godzin będę leżał upodlony na kuszetce, żeby móc jakoś przeżyć ten gorąc. I wtedy właśnie coś zaczęło się dziać… Sytuacja jakby żywcem wyjęta z nędznego pornosa albo field raportu…

Oparłem się o filar stojący obok męskiego kibla i odpaliłem peta. W czarnej koszuli, z podwiniętymi rękawami wyglądałbym jak kowboj, gdybym tylko trzymał w mojej dłoni Marlboro, a nie Parliamenta. W moim kierunku szła wysuczona blondynka, jedna z tych, co to rozgniatają męskie jaja swoją szpilką. Spojrzałem na nią, bo było warto rzucić na nią okiem, nim minie mnie zarzucając swą jędrną dupą. Ale nie minęła mnie. Uśmiechnęła się i spytała czy wiem, gdzie jest toaleta. Machnąłem niedbale ręką w kierunku drugiego końca klubu. Karina powiedziała coś, czego nie zrozumiałem, ale odniosłem silne wrażenie, że chce abym ją tam zaprowadził. Czy to się do kurwy nędzy dzieje naprawdę?

Powiedziałem, że skończę papierosa i zaprowadzę ją wprost do kibla. Karina, podobnie jak Swieta, mówiła bardzo dobrze po angielsku, ale była już wyraźnie wstawiona i włączył się jej słowotok. Karina była córką dyrektora miejscowego szpitala i zaczęła mi opowiadać historie, które potwierdzały opinie, że życie nie jest na Krymie najwyższą wartością. Nie dalej niż dwa tygodnie wcześniej wyłowiono z morza chłopaka, który poznał w klubie niewłaściwą dupę. A była to tylko pierwsza z historii, którą miałem usłyszeć z jej ust tej właśnie nocy. Nie chciałem już iść z nią do żadnego kibla, nawet jeśli ssałaby lepiej niż aktorki porno, ale Karina złapała moją dłoń i nakazała się zaprowadzić. Mój kutas wygrał właśnie pierwszą ważną bitwę z moim mózgiem, ale nie był to jeszcze koniec tej wojny.

Prowadziłem ją w kierunku damskiego kibla w Strefie Chillout, a po drodze minęliśmy dwóch koksów, których Karina przywitała buziakiem w policzek. Ja nie zostałem zaszczycony nawet zwykłym, męskim uściskiem dłoni, a zamiast niego otrzymałem spojrzenie, odbierające mi dech jak frontkick w splot słoneczny. Mój kutas podjudzał mnie do działania kreując obrazy niczym z filmów porno, kiedy mózg tworzył wizję, w których opuszczałem klub Amsterdam wewnątrz czarnego bodybagu. Czułem nawet zapach folii. Mimo wszystko otworzyłem drzwi prowadzące do Strefy Chillout, gdzie panowała zupełna ciemność. Warunki wprost idealne dla realizacji wizji budowanych przez organy mojego ciała.

Udało mi się w końcu wymacać włącznik światła, a swoimi oczami zobaczyłem, że sala nie była pusta. Na jednej z sof siedział Nitro z Aliną, która powitała mnie szczerym uśmiechem i okrzykami: „Kłamca! Kłamca!”. Nie zważając na to prowadziłem ją do kibla. Nie wyobrażam sobie seksu w tak obskurnym miejscu, ale główka wygrywała w tym momencie kolejną bitwę z głową. Karina zostawiła mi swoją torebkę, pety i drinka i zamknęła się w kabinie. Usłyszałem tylko jak strumień moczu rozbryzguje się o powierzchnię muszli klozetowej. W końcu wyszła i w sposób, którym nie sugerowała mi swojej ochoty na seks, zaczęła kontynuować swoje opowieści o ludziach, których pochłonął Krym. Byłem skołowany. Jej zachowanie było nieseksualne, a historie, które usłyszałem powodowały, że myślałem tylko o tym: „z tego kibla nie będę miał gdzie uciec, kiedy przyjdą po mnie te dwa popierdolone koksy.”

Przenieśliśmy się do Strefy Chillout i rozsiedliśmy się wygodnie na sofie. Obok nas siedziało dwóch spotkanych wcześniej koksów, którzy chwilę później opuścili to pomieszczenie. Karina kontynuowała swoją gawędę, a ja nie słuchałem jej. Siedziałem cały spięty, przygotowany, aby w każdej chwili móc zacząć uciekać. Przypatrywałem się dwóm wyjściom ze Strefy Chillout, rozważając, które z nich będzie się lepiej nadawać do ucieczki. Mój chuj nie myślał i zamilkł. Przesiedzieliśmy w ten sposób dwadzieścia minut, ale nic się nie wydarzyło. Wiedziałem już, że nie opuszczę tej sali w bodybagu, ale i nie dowiem się czy Karina ma ciasną, wygoloną cipkę. Źle oceniłem tę sytuację, tracąc bezpowrotnie okazję na przeżycie najbardziej, póki co, szalonej przygody z kobietą w moim życiu. Moje jaja trzeba jeszcze uformować.

Nitro pożegnał się z Aliną i przyszedł mnie zabrać. Posiedziałem z Kariną jeszcze kilka minut, po czym oznajmiłem jej, że teraz pójdę spać. Oczekiwany cud się nie wydarzył i Karina nie zaprosiła mnie do siebie. Szczerze mówiąc, sam bym siebie nie zaprosił. Odnalazłem Nitro na opustoszałym już parkiecie i kilka minut później opuściliśmy klub Amsterdam, najbardziej wylaszczony klub świata.

Opuściliśmy park, w którym mieścił się klub i przed moimi oczami pojawił się jeden z najpiękniejszych widoków, jakie potrafię sobie przypomnieć. Ciemno pomarańczowe słońce zaczynało właśnie powoli wschodzić nad taflę wody, nadając jej równie żywą, ciemno pomarańczową barwę. Morskie fale uderzały o brzeg, a dookoła rozchodził się ich uspokajający dźwięk. Stałem razem z Nitro na plaży podziwiając ten niewątpliwy cud natury. Polubiłem Nitro, ale to nie z nim chciałem teraz stać na tej plaży. Westchnąłem, żałując, że nie trzymam teraz za rękę wartościowej i pięknej kobiety. W głębi mnie wciąż istniała ta cząstka mojej osoby, która decydowała o tym, że w wieku dwudziestu lat, nim jeszcze zaprosiłem pannę na randkę, rozważałem czy jej imię będzie dobrze pasować do mojego nazwiska…

Dotarliśmy do postoju taksówek. Biedny kierowca nie chciał, ale był zmuszony wysłuchać mojej relacji z przebiegu minionej nocy. Byłem już potwornie zmęczony, ale na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, ponieważ uświadomiłem sobie, że rozmawiam z nim po rusku, kaleczę ten język okropnie, ale on i tak rozumie to, o czym mu opowiadam.

Wróciliśmy do hotelu w najlepszym możliwym momencie. Dosłownie pięć minut później Kredka, Przemek oraz Siara, który siłą ściągnął Silnorękiego z Marty, siedzieli już w swojej taksówce, która miała zawieźć ich na lotnisko. Gdybyśmy wrócili kilka minut później nie mielibyśmy już z Nitro okazji na wyściskanie świniaków, którzy byli przecież ważną cząstka naszej krymskiej przygody. Ich taksówka w końcu odjechała, a my mogliśmy się wreszcie położyć spać. Zaczynał się dzień i zbliżała się nasza ostatnia noc na Krymie.

Nasza ostatnia szansa, żeby zostawić tu choć kropelkę naszego materiału genetycznego.

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.