Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Relacje

Moja sąsiadka wychodzi za mąż

Nigdy nie miałem o czym z nią rozmawiać, dlatego gdy się spotykaliśmy dialog ograniczałem do zbędnego minimum.

 

Tak wyglądał cały rytuał:

Przychodziła najczęściej ubrana w ciasne leginsy, mocno opinające nogi i niesamowity tyłek. Do tego luźna koszulka i rozpuszczone włosy. W mieszkaniu wpierw robiłem jej herbatę, jednocześnie przechodząc przez najbardziej frustrujący etap, czyli “rozmowę”, która w zasadzie ograniczała się do mojego monologu. Po herbacie rzucałem ją na łóżko i zaczynałem rozbierać. Za każdym razem czułem się przy tym jak dzieciak rozpakowujący prezent pod choinkę, bo Sąsiadka bardzo dobrze potrafiła dobrać sobie bieliznę. Wtedy bzykaliśmy się jak króliki, po czym Sąsiadka natychmiast wskakiwała w ciuchy, całowała mnie w usta i wychodziła z mieszkania.

 

SĄSIADKA CZĘŚĆ PIERWSZA

 

Nie była elokwentna, wygadana, ani też bystra. Była za to bardzo ładna i fantastyczna w łóżku – to jedyna sfera, w której się dogadywaliśmy.
Moja relacja z nią była ewenementem. Nigdy wcześniej i nigdy później nie udało mi się utrzymać znajomości opartej wyłącznie na seksie przez całe osiem miesięcy. Takie historie zwykle kończą się po dwóch, góra trzech. Była również jedyną kobietą, z którą tak bardzo zgrywałem się w łóżku, że kilkukrotnie musiałem w trakcie stosunku ugryźć się w język – żeby pod wpływem chwili nie wyszeptać, że ją kocham.

 

Od czasu do czasu przychodziła do mnie tylko po to, by pokazać cukierek i zabrać go sprzed nosa. Powszechny mechanizm u kobiet, które do zaoferowania mają jedynie seks i używają go jako kartę przetargową. Wierzę, że w większości przypadków taka taktyka się sprawdza, w tym konkretnym jednak Sąsiadka musiała czuć się zagubiona – za każdym razem, próbowała grać tę kartę otwierałem jej drzwi i się z nią żegnałem.
Gdy widzieliśmy się po raz ostatni nie pofatygowałem się nawet do korytarza. Wiedziała, którędy do wyjścia.

 

*

 

– Siema – usłyszałem w słuchawce głos Darka.
– No cześć.
– Mam do ciebie pytanie…
– Wal.
– Skąd znasz Anię X? Widziałem, że masz ją na fejsie.

 

Zasrane ustawienia prywatności facebooka. Musiałem coś przeoczyć, byłem przekonany, że lista moich znajomych jest ukryta.

 

– A dlaczego pytasz? – odbiłem piłeczkę. W głosie Darka wyczułem podstęp.
– Odpowiedz na pytanie, byłem pierwszy.
– Posiadam informację, na której ci zależy. Powiedz, dlaczego chcesz wiedzieć, a ja powiem skąd znam Anię.
– No, bo bzykam ją.
– Witaj w klubie.

 

Przy piwie śmialiśmy się, że jeden powinien Sąsiadkę zaprosić, podczas gdy drugi ukryje się w szafie. Był też plan udawania zaginionych braci, którzy odnajdują się po latach. Ostatecznie miało stanąć na wkręceniu jej, że jestem Darka nowym współlokatorem i stworzeniu maksymalnie niekomfortowej atmosfery. Niestety, trochę z braku czasu, a trochę chęci do żadnego z tych “pranków” nie doszło.

A szkoda, jak tak sobie o tym teraz myślę.

 

Mogłoby się zrobić trochę żal głównej bohaterki, prawda? Ani wygadana, ani mądra – jedynie ładna na tyle, by próbować za pomocą tej urody urabiać facetów. Żadnych fenomenalnych studiów i perspektyw na godziwą, dobrze płatną pracę.

 

Ale nie martwcie się. Sąsiadka w życiu poradzi sobie świetnie – jak wiele kobiet w jej położeniu.

 

Jakiś czas temu Darek spotkał ją w jednej z restauracji. Była tam ze swoim – jak się później okazało – narzeczonym. Zupełnym “przypadkiem” spotkali się w toalecie, gdzie Darek nie tylko dowiedział się, co u Sąsiadki słychać, ale też dokładnie przeanalizował kondycję jej pośladków (trzymają się nieźle). Po powrocie do stolika Sąsiadka na powrót wlepiła maślane spojrzenie w swego partnera. W końcu już u niego mieszka, więc sami rozumiecie, że inaczej nie wypada.

 

Czasem Darek odwiedza Sąsiadkę w pracy. Trochę z sentymentu, trochę by się pośmiać. Ostatnio spytał ją, jaki ma plan na życie (tak, okrutny jest). Wiecie, co odpowiedziała?
– A kupimy sobie z mężem jakąś wyspę.

 


 

My. Kupimy.

Nie: mój mąż kupi nam jakąś wyspę. MY kupimy z mężem jakąś wyspę. Czyli w domyśle, że ona też. Czyli w domyśle, że to już nie tylko jego, ale także jej pieniądze. Jeszcze bardziej łopatologicznie: Sąsiadka się dorobiła. Nie inteligencją, wykształceniem czy determinacją. Dupą i cierpliwością.

 

Cierpliwością, bo od 2 lat chodziła po klubach w poszukiwaniu złotego strzału (dlatego we czwartki oraz weekend ciężej było się z nią umówić). W końcu okazał nim się być 35 letni gość o łagodnej aparycji. Niepozorny, z pewnością nie książkowy facet – raczej ciapa. Jak podsumowaliśmy z Darkiem: to z pewnością prawdziwa miłość.

 

Od zawsze zastanawiały mnie pary, u których transakcję widać jak na dłoni. Facet – pieniądz. Laska – uroda. Jak się z tym czują? I pytam tutaj o kobiety, bo mężczyźni z reguły są mniej wyrachowani i wiadomo, że się oszukują. Skaczą na główkę do pustego basenu i udają, że wszystko jest w porządku – wmawiają sobie, że to prawdziwa, jedyna i wyjątkowa miłość. O wiele bardziej praktyczne dziewczęta wiedzą, jak wygląda rzeczywistość i wolą się jej trzymać – jednocześnie używając społecznych etykiet, by lepiej się maskować.

 

Gdy szczęśliwa para opuszczała restaurację, Sąsiadka odwróciła się i posłała Darkowi słodki uśmiech. Był to uśmiech szczery, bez grama wyrzutów sumienia. Bo niby dlaczego miałoby jej być przykro? Przecież kobiety w naszym społeczeństwie mają przyzwolenie na najbardziej świńskie zachowania, za które faceci są piętnowani i kamieniowani z miejsca. A może się mylę? Jakkolwiek groteskowo by to nie brzmiało, może Sąsiadka rzeczywiście w swoim zachowaniu nie widzi nic złego. Korzysta przecież z powszechnie akceptowanego przywileju płci, więc wszystko należy jej się jak psu buda.

 

Jeden fragment opowieści Darka szczególnie mnie poruszył. W międzyczasie do stolika pary zakochanej inaczej dosiadł się jakiś znajomy – i dokładnie w tym momencie narzeczony ostentacyjnie chwycił Sąsiadkę za dłoń, zaznaczając teren. Skojarzyło mi się z jedną imprezą w Capitolu, gdzie z Festem obserwowaliśmy obrzydliwy spektakl. Pijana i przekonana o swej atrakcyjności laska bawiła się na całego. Tańczyła z facetami tak odważnie i tak seksualnie, jakby była to ostatnia noc w jej życiu. I nie byłoby tutaj nic złego, gdyby nie fakt, że nieopodal stał jej… chłopak/sponsor/nie wiem kto. Ten wysoki, przygarbiony i szczupły gość ze zdenerwowania poprawiał okulary. Jednocześnie w drugiej dłoni ściskał płaszcz oraz torebkę “swojej” kobiety (czyli robił za wieszak). W pewnym momencie nie wytrzymał, podszedł i pociągnął ją za rękę na górę. W drodze złapał ją za tyłek, odtrąciła dłoń. Zatrzymał i chciał pocałować, mało brakowało, a dałaby mu z liścia – złapała jego twarz i odepchnęła z całej siły.

 

Ciężko jest zaznaczyć teren, gdy teren nie należy do Ciebie.

 

Przy barze laska głośno się śmiała, wciąż odsuwając się od swego… chłopaka/sponsora/ja pierdolę. Muszę przyznać, że gość był bardzo cierpliwy i spokoju powinni się od niego uczyć wszyscy mnisi. Do jego “kobiety” podszedł alvaro, z którym tańczyła wcześniej. Zaczęli flirtować centralnie przy Wieszaku. Dopiero po dłuższej chwili coś w nim pękło, bo złapał laskę i pociągnął gdzieś indziej. Jednocześnie panna zerknęła na Festa, puszczając do niego oczko. Wyprzedziła Wieszaka i zaczęła sobie spacerować po klubie – sprawiając, że gość musiał za nią biegać.

 

Jeśli z początku oglądanie tej sytuacji nawet nas bawiło, to w tym momencie już tylko współczuliśmy facetowi i czuliśmy szczere, biologiczne wręcz obrzydzenie w stosunku do dziewczyny. Poboczni widzowie również podzielali naszą opinię, bo już się nie śmiali, nie pokazywali sobie z uśmiechem. Teraz tylko kręcili głowami i robili zniesmaczone miny. Gdy Wieszak po raz kolejny nie doprosił się pocałunku i po raz kolejny laska wyrwała z jego dłoni swoją, poszedłem się przejść. Później widziałem, jak gość stał na balkonie z tym płaszczem i torebką. Błędnym, pustym wzrokiem lustrował “swoją” kobietę, która znów szalała na parkiecie – z tym samym alvaro, który podrywał ją wcześniej.

 

Być może gość był pizdą i to jego wina, że laska zaczęła tak się w stosunku do niego zachowywać. Nic jednak nie usprawiedliwia chłodnego wyrachowania, traktowania drugiej osoby jak psa i publicznego upokarzania. Ktoś powinien autentycznie strzelić pannie z liścia na otrzeźwienie i spytać pieszczotliwie: “pojebało cię, dziewczynko?”. Założę się, że gdyby odwrócić role i zrobić społeczny eksperyment, w którym to facet w tak podły sposób traktuje kobietę w klubie – z automatu skończyłoby się to soczystym wpierdolem.

 

A właśnie, kiedyś, czekając w kolejce do klubu Opera obserwowaliśmy kłótnię, która miała miejsce nieopodal. W pewnym momencie gość podarował swojej dziewczynie liścia, następnie opluł ją i sobie poszedł. Oczywiście obserwatorzy musieli w tym momencie wkroczyć do akcji i – zupełnie nie znając kontekstu sytuacji – zacząć faceta popychać, obrzucać wyzwiskami. Pieprzeni bohaterowie. Jego kobieta natomiast nic nie mówiła i wpadła w zadumę (zupełnie tak, jakby przyjęła karę współmierną do swego zachowania). Gdyby ten sam facet dostał w twarz od laski, pospólstwo wybuchłoby raczej gromkim śmiechem. W tak pojebanym świecie żyjemy.

 

Postuluję o jeszcze większą dawkę hipokryzji, bo o ile standardy europejskie spełniamy, to z pewnością są kraje, do których nam daleko.

 

Wracając do szczęśliwej miłości Sąsiadki – jej wybrankowi życzę, by nigdy nie musiał przechodzić przez podobne piekło, co Wieszak. Jak większość życzeń na tym świecie, tak i to jest raczej bez pokrycia, bo kolega zjeżdża po linii pochyłej.

Skoro już jesteśmy przy nierealnych życzeniach, to wszystkiego najlepszego w nowym roku:

Mniej pieskowania i obłudy. Więcej szacunku do siebie i wymagań względem kobiet. Pieniędzy wymiennych na kompetencje w relacjach damsko-męskich. Bo o ile banknoty przyciągają kobiety, to przy takim ubytku w fundamentach – miłości i prawdziwego partnerstwa nie dadzą nigdy.

 

Smutnym facetom, z całego serca życzę – a ręce niedbale trzymam w kieszeniach.

Życzenia powyższe i tak spuścicie w kiblu.

 


 

Zdjęcie do wpisu – Fedor Shmidt

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.