Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Życie

Na co marnujesz swój czas?

Nieważne, czy rzeczywiście poświęcamy nasze godziny na produktywne zajęcia, czy po prostu scrollujemy w nieskończoność fejsa – wszyscy uważamy, że nie mamy czasu. Wszyscy chcemy go więcej. W obecnych czasach, przy natłoku bodźców tylko czekających na to, by nas rozproszyć, czas staje się dla nas najważniejszym zasobem, o który toczymy zaciekłą batalię.

I przegrywamy.

 

Nie oglądamy telewizji, bo chcemy kontrolować, KIEDY włączymy sobie nasz ulubiony serial. I czy obejrzymy dwa odcinki, czy zarwiemy noc połykając z miejsca cały sezon.

 

Nie czekamy na ulubioną piosenkę w radio, bo możemy ją puścić w dowolnym momencie, nie słuchając przy tym wkurwiającego i “zabawnego inaczej” spikera.

 

To właśnie z tego powodu wygodniejsze od odebrania dzwoniącego telefonu jest napisanie smsa –  to MY kontrolujemy, KIEDY chce nam się poświęcić CZAS drugiej osobie, zamiast oddawać drugiej osobie prawo do gospodarowania nim za nas. Co ja tu mówię o wygodzie, przecież czasem dzwoniący telefon potrafi nas po prostu wytrącić z równowagi, rozdrażnić, wkurzyć.

 

Niby tak bardzo ten czas cenimy, a prawda jest taka, że pozwalamy się z niego przy byle okazji okradać. Co więcej – jesteśmy od tego uzależnieni.

 

Wciskające się wszystkimi kanałami reklamy. Powiadomienia w aplikacjach, wiadomości, smsy i telefony od znajomych. Ciągłe rozproszenie, postępująca degradacja umiejętności skupienia. Badania udowodniają, że nasze mózgi już w tym momencie są zbudowane inaczej, niż mózgi naszych rodziców – wszystko przez uzależnienie od ciągłej stymulacji.

 

Spójrzmy na to, jak robi się teraz filmy. Kiedyś królowały statyczne ujęcia (co w dalszym ciągu mnie urzeka, dlatego też bardzo doceniam reżyserów, którzy nie poddają się trendowi), teraz mamy przesadne zbliżenia mające podbić emocje przy dynamicznych scenach, kamerę zawieszoną tuż przed lub za bohaterem. Ujęcia “z ręki”, gdzie obraz trzęsie się niemiłosiernie. Filmy są bardziej zróżnicowane, napakowane zwrotami akcji i mocno kontrastującymi ze sobą sceneriami. Wszystko po to, by dokonać niemożliwego – przykuć na 2 godziny uwagę widza uzależnionego od zmiennych bodźców.

Kiedyś nie do pomyślenia było, by ktoś w kinie pstrykał sobie w telefonie – chyba że oglądało się wybitnie nudny film. Teraz to norma dzięki FOMO (Fear of missing out), czyli wrażeniu, że coś nas omija podczas gdy nie sprawdzamy powiadomień w social mediach.

 


 

Osobiście próbuję nadać więcej sensu mojej prywatnej batalii o czas. Zamiast dodatkowe minuty marnować na sprawdzanie facebooka, przeznaczam je na coś pożytecznego. Staram mniej się stymulować i rozpraszać – ćwiczyć skupienie na jednej tylko czynności. W momencie, gdy piszę te słowa od ponad pół roku nie posiadam na telefonie ani facebookowej apki, ani messengera. Jak na tym wychodzę? Ano na tyle dobrze, by nabrać mocnego przekonania, że nigdy więcej wyżej wymienionych apek nie zainstaluję.

 

Z tej perspektywy jeszcze większą abstrakcją niż wcześniej wydaje mi się posiadanie podobnego gówna na telefonie. Gdy patrzę na znajomych –  którym cały czas coś brzęczy w kieszeni i którzy dosłownie co minutę sprawdzają smartfona – mam wrażenie, że obserwuję konkretną patologię. Z dystansu (autentycznie i bez przesady) przypomina to chorobę. No bo jak inaczej nazwać sytuację, w której idziesz ze znajomymi na obiad… by obserwować jak wszyscy siedzą z pozwieszanymi łbami zawzięcie klikając? Czy takie osoby w ogóle pamiętają, co jadły lub jaki smak miała zjedzona potrawa? Czy można o takich osobach powiedzieć, że rzeczywiście są żywe i tego życia doświadczają? Czy tylko dryfują pomiędzy jednym nic nieznaczącym powiadomieniem, a nic nie znaczącą wiadomością?

 

Teraz pytania do Was. Czy potraficie:

  • obejrzeć film z laptopa/komputera nie sprawdzając telefonu?
  • nie przerywać czytania książki przez wchodzenie na fejsa?
  • umówić się ze znajomym na obiad i w jego trakcie nie wyjąć komórki z kieszeni?

 

Jeśli na powyższe pytania odpowiedzieliście “nie”, to w moim słowniku jesteście chorzy. Jeśli nie widzicie w przedstawionych zachowaniach nic złego, to jesteście chorzy podwójnie. Tak, też czasem klikam bez sensu w smartfonie – najczęściej wtedy, gdy znajduję się w grupie osób, która ciągle to robi. Wtedy jestem zmuszony, bo to jednak ciekawsze od obserwowania ludzi wlepionych w ekran. Staram się tego jednak unikać, bo odinstalowanie Facebooka i Messengera uświadomiło mnie, że nie dzieje się tam NIC, absolutnie NIC WAŻNEGO. Zadałem sobie wtedy jedno pytanie: czy chcę być uzależniony od czegoś, co nie przedstawia żadnej wartości? Odpowiedź była oczywista.

 

Powtórzę to, co już kiedyś pisałem w jednym z wpisów:

Do klepania zamiast mantry: jak ktoś będzie miał do Ciebie ważną sprawę, to wykręci Twój numer. Jak nie wykręci, to sprawa nie była ważna. Jak nie ma Twojego numeru, to nie ma również prawa zabierać Ci prywatnego czasu wcinając się w czynność, którą aktualnie wykonujesz.

 

Najdziwniejsi są ludzie, którzy potrafią zdenerwować się na mnie, bo… wyświetliłem ich wiadomość na fejsie, ale na nią nie odpisałem. Tak jakby fakt zobaczenia wiadomości zobowiązywał mnie do natychmiastowej odpowiedzi. Nie ważne, co robię, mam rzucić wszystko i odpisać, bo druga osoba tego wymaga. Bo druga osoba uzależniona jest od stymulacji, a gdy tej stymulacji nie otrzymuje, zżera ją frustracja.

 

Odpisuję tylko wtedy, kiedy mam CZAS i uważam, że warto go poświęcić akurat na tą czynność. Sama obecność na fejsie nie zobowiązuje mnie i nigdy nie zobowiązywała do sprawdzania każdego powiadomienia i odpisywania na każdą wiadomość. Czasem specjalnie czekam, aż w odpisywaniu zrobią mi się duże zaległości, by załatwić je wszystkie za jednym razem – zamiast się rozdrabniać i rozpraszać zawsze wtedy, gdy wyskoczy mi powiadomienie. Facebook służy mi, nie na odwrót.

 


 

Stajemy się coraz bardziej nieobecni, odcięci od prawdziwego przeżywania życia. Nasze umiejętności miękkie pikują w dół, relacje są słabsze i mniej prawdziwe – zamieniamy się w chaotycznych, rozproszonych i wiecznie sfrustrowanych zombie szukających satysfakcji w nowszych bodźcach.

Jeśli wyznajecie ten bzdurny zwyczaj wyznaczania sobie przy okazji nowego roku celów i robienia postanowień, to gorąco polecam Wam zastanowić się nad najważniejszą kwestią:

 

Na co marnujesz swój czas i dlaczego wciąż uważasz, że wszystko jest w porządku?

 

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.