Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
08 Kwi
 KOMENTARZY 0
,
#Dziennik

(Nie)zwykły poniedziałek

Wszyscy mamy fioła na punkcie roztrząsania własnej przeszłości, nawet jeśli się do tego nie przyznajemy.

Wpierw chcemy wrócić do dzieciństwa, z nostalgią wspominając wszystkie niesamowite przygody, jakie przeżyliśmy bawiąc się plastikowymi ludzikami, przebierając za Batmana, grając w chowanego. Później tęsknimy za okresem nastoletnim. Pierwsze szczeniackie miłości i rozczarowania, poznawanie siebie, pierwsze używki. Później zaczynamy tęsknić za początkiem lat 20. Pierwsze poważne imprezy, pierwszy seks (wiem, późno zacząłem).

Widzisz tutaj pewną prawidłowość?

Im dalej przesuwamy się na linii życia, tym większa gloryfikacja i tęsknota do kolejnych okresów, które zostawiliśmy za sobą. Tak będzie zawsze. Być może za 10 lat będziesz z taką samą rozczuloną miną wracać myślami do dzisiejszego dnia. Tutaj warto zadać sobie oczywiste pytanie: czy posiadając tę wiedzę, wystarczająco go doceniasz?

Nie jest on wybitnie wyjątkowy, prawda? Być może czytasz ten wpis siedząc przed komputerem w pracy lub na telefonie, przemieszczając się autobusem. Masz jakieś luźne plany na wieczór. Słońce świeci, ale jeszcze nie jest jakoś wybitnie ciepło. Może chce Ci się jeść, może spać, może bzykać.

Nic specjalnego.

Musisz wiedzieć, że kilka lat od teraz mózg zrobi Ci fiku-miku i w retrospekcji odmaluje ten niczym niewyróżniający się poniedziałek jaskrawymi farbami. Przyprawi motylkami w brzuchu i przekręci korbę na imadle, by ścisnąć Ci gardło. Sprawi, że westchniesz i pomyślisz: to był fajny okres w moim życiu.

Ostatnio przyłapałem się na tym, że z zapalonym werteryzmem wzdycham do moich początków w Warszawie – czyli do okresu, w którym kompletnie nie miałem pieniędzy, żyłem z miesiąca na miesiąc, w Biedronce oceniałem zawartość koszyka, dziesięć razy zastanawiając się, czy rzeczywiście potrzebuję tego mięsa, na które wydam aż 8 złotych. Z rozrzewnieniem wspominam kuchnię, po której zapierdalały karaluchy i patelnię z wrzodami (gdy robiłem sobie jajka sadzone, zawsze spływały one na skraj patelni, bo na jej środku wyrastało nieznanego pochodzenia wybrzuszenie). Wracam myślami do mojego pokoju, w którym absolutnie nic nie działało. Krzesła były tylko atrapami, bo zaraz po umieszczeniu na nich swego tyłka lądowało się na ziemi, łóżko było kompletnie zdezelowane – każdej nocy i przy każdym seksie pękała jakaś nowa deska albo kompletnie wylatywało ono z zawiasów.

Rzeczywiście, jest co wspominać.

Prawda jest taka, że za nic na świecie nie chciałbym do tych czasów wrócić. To tylko mózg bawi się moim kosztem. Pozwalam mu podsuwać te obrazy, bo sprawia mi to pewną przyjemność, zachowuję jednak trzeźwy umysł i traktuję lekko.


Wyjątkiem są sytuacje, w których wyświetlane przez mój umysł wspomnienia, po odarciu ich z efektów specjalnych, rzeczywiście wypadają dużo lepiej w zestawieniu z aktualnym okresem w moim życiu. Wtedy zadaję sobie jedno pytanie: czy mam realny wpływ na rzecz/sferę życia, w której zauważam regres? Jeśli odpowiedź jest przecząca, po prostu odpuszczam.

Jeśli jednak mam kontrolę, to przygotowuję plan i wykorzystuję dane wspomnienie jako paliwo do działania.


Wydaje mi się, że w tej całej grze chodzi tylko o to, by mieć na uwadze, że każdego dnia przeżywasz momenty, które teraz wydają Ci się banalne i błahe, ale do których kiedyś zatęsknisz. Dzięki temu zaczniesz przeżywać dni, które wydają się zwykłe ze zwiększoną uważnością, czerpiąc z nich więcej satysfakcji. Wdzięczność to bardzo fajna emocja, a każda czynność, która wyrywa Cię z jazdy na autopilocie i przywraca do bycia w chwili obecnej jest wartościowa.

Dziś mamy poniedziałek. Zastanów się, jak możesz go przeżyć, by wspominanie go za kilka lat w wyjątkowych i magicznych uniesieniach było czymś więcej, niż tylko iluzją.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

0

(Nie)zwykły poniedziałek

0

Przetrzyj swoją szybę

0

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.