Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
28 Lut
 KOMENTARZY 10
, , ,
#Dziennik

No hej

Pomyślałem, że powiem Ci, co u mnie słychać.

 

Od dwóch miesięcy (1 stycznia) kultywuję trzy nowe (stare) nawyki: przed pójściem spać włączam tryb samolotowy i nie dotykam telefonu aż do momentu, gdy rano jestem po wszystkich porannych rutynach. Daje mi to dużo luzu po przebudzeniu. Nie wrzucam się w wir powiadomień, nie muszę z nikim pisać, ani odczytywać maili z pracy. Nie rozpoczynam dnia od przestymulowania mózgu i zastrzyków z kortyzolu. Następnie, po prysznicu i posłaniu łóżka siadam do mojego zeszytu i robię krótką notkę z datą. Opisuję tam aktualne samopoczucie, rozterki, plany na dzień. Następnie medytuję.

 

Kiedyś już prowadziłem poranny dziennik, a medytuję z przerwami od lat. Nigdy jednak wcześniej nie odczuwałem tak namacalnie rezultatów tych dwóch czynności.

 

Po pierwsze dziennik.

 

Świetna sprawa, bo możesz zrzucić tam z głowy wszystko, co Cię trapi, dzięki czemu w resztę dnia ruszasz z czystą głową. Ponadto, dużo lepiej zapamiętujesz dni oraz wydarzenia. Ponieważ wszędzie masz daty, możesz bez problemu sprawdzić, co robiłeś, robiłaś konkretnego dnia miesiąc temu. Jak się czułeś, czułaś. To potężne narzędzie i złapałem się na tym, że często wyciągam mój zeszyt w trakcie dnia i przeglądam notatki. Pozwala to na złapanie dystansu do codzienności, a także rozpoznanie schematów. Na przykład w danym okresie odnotowałem gorsze samopoczucie – cofam się parę wpisów wstecz i widzę, co mniej więcej mogło to spowodować. Takie narzędzie do autoterapii. Polecam.

 

Bonusową zaletą dziennika jest to, że jego prowadzenie spowalnia upływ czasu. Każdy z nas ma czasem wrażenie, że dni przeciekają między palcami, że czas bardzo szybko ucieka. To dlatego, że tych dni nie pamiętamy, zlewają się one w rozmazany potok. Prowadząc poranny dziennik pamiętasz dokładnie, co każdego dnia się działo, masz w głowie klarowną oś czasu. Piszę w zeszycie już od dwóch miesięcy i były to dwa najwolniej “uciekające mi” miesiące od lat. Szczerze mówiąc, gdy przeglądam notatki zaskakuje mnie, ile może się wydarzyć w zaledwie 30 dni – zarówno na poziomie praktycznym, jak i emocjonalnym.

 

Po drugie medytacja.

 

Gdy po raz pierwszy usłyszałem o Headspace popisałem się butnością i ignorancją. Pff, będę instalował apkę do medytowania jak jakiś początkujący? Szkoda czasu.

 

Bzzzt. Błąd.

 

Aplikacja uświadomiła mi, jak wciągająca może być medytacja, gdy dołożymy do niej konkretną ścieżkę. Lektor każdego dnia wprowadza do Twoich sesji nowe elementy, więc po pierwsze nie nudzisz się samą czynnością, a po drugie masz namacalne poczucie progresowania w tej umiejętności. Gość, który szepcze Ci do ucha ma bardzo dużą wiedzę i wprowadza do medytacji techniki, o których nie miałem pojęcia, a które zwielokrotniły moje efekty.

 

Jakie to efekty? Większy spokój wewnętrzny, mniej stresu i lęku, Nawet w nagłych, nieprzyjemnych sytuacjach potrafię wrócić do równowagi dużo szybciej, niż gdy nie medytowałem. Warto zaznaczyć, że te efekty zauważam dopiero teraz, po około 60 dniach codziennej medytacji. Niestety, ten sport wymaga dużej cierpliwości w kontekście gratyfikacji – ale wymiar tej gratyfikacji wynagradza oczekiwanie z nawiązką. Żeby Cię nie zniechęcić dodam tylko, że w momencie, gdy budzisz się z dużym poziomem rozbiegania myśli, stresu czy lęku, nawet jedna sesja z Headspace pomaga te rzeczy obniżyć i zaszczepić w Ciebie nieco spokoju – więc efekt doraźny też występuje.

 

Dumny jestem z tego, że od 1 stycznia odpuściłem medytację tylko 4 razy.

 

Rzym.

 

Gdzieś w międzyczasie wywiało mnie do Rzymu, z którego zrobiłem kilka szybkich notatek – za mało, by poświęcić im cały wpis, wrzucam więc tutaj, by się nie zmarnowały.

 

Opróżniam pęcherz 10 tysięcy stóp nad ziemią. Wracam na miejsce. Światło odbijane przez chmury dźga moje oczy. Stewardessa obok po raz dziesiąty wyjaśnia Rycerzowi Cebuli, że musi umieścić swój bagaż w luku, bo zajmuje miejsce przy wyjściu awaryjnym.

 

Dlaczego jest tak, że zawsze gdy wylatuję z Polski muszę wstydzić się tego, że mówię w tym samym języku, co moi współpasażerowie? Kobieta próbuje być miła, uśmiecha się i po raz nty tłumaczy po angielsku, w czym sprawa. Na to polaczek ślini się, poci, zaraz mu żyłka pęknie.

 

– Yyy, maj beg. Yyy want beg maj hir. Yyy stupied, maj beg. Kurwa, masakra jakaś ty.

 

Każdy, kto poddaje w wątpliwość teorię ewolucji powinien posłuchać tego głąba. Po kilku sekundach jasne stanie się, że jego przodkowie nie tylko bezdyskusyjnie pochodzili od małp, ale w oddzieleniu się od nich musieli mieć lekką obsuwę.

 

Żeby nie zerkać w tym kierunku, zajmuję się czymś kreatywnym i pożytecznym. Zarzucam nową płytę Danger na słuchawki.

 

Ach, właśnie. Lecę do Rzymu. Apartament mam przy samym Watykanie i zaczynam poważnie żałować, że przed lotem nie odświeżyłem sobie “Aniołów i Demonów” Dana Browna.

 

*

Z okna widzę bazylikę świętego Piotra. Szafę po lewej zawalają opasłe tomy, maszyna do szycia, stary projektor i dwie maszyny do pisania. Dokonuję uważnej inspekcji dwóch ostatnich ustrojstw, po raz pierwszy w życiu rozumiejąc cały mechanizm.

 

 

View this post on Instagram

 

#watykan #rzym #italy #trip #journey

A post shared by @ v1ncent.pl on

Włosi mili, espresso tanie. Podobno jest odgórny nakaz, by każdy Włoch mógł pozwolić sobie na kawę w drodze do pracy. Niestety, wybitna kawa to nie jest, a o speciality w Rzymie ciężko.

 

Muzeum Watykańskie roztrzaskało mi czaszkę, a ochłapy mózgu obryzgały marmurowe posadzki. Mogę powiedzieć z ręką na sercu: nigdy nie byłem w piękniejszym, bardziej przytłaczającym miejscu. Żadne słowa nie oddadzą tego, co tam zobaczyłem, więc powiem krótko. Jeśli wybierasz się do Rzymu, rezerwuj cały dzień tylko na to muzeum. Podziękujesz później.

 

Poza muzeum niesamowite bazyliki. Ale wiecie, ja jestem zboczony na punkcie architektury. Od dziecka rodzice zabierali nas (mnie i braci) na wycieczki, gdzie głównie (oprócz chodzenia po górach) zwiedzaliśmy zabytkowe zamki oraz kościoły.

 

Chociaż w sumie tu nie trzeba być wielkim smakoszem, by docenić rozmach i potęgę twórców tych wszystkich niesamowitych budowli. Wystarczy zdrowa para oczu.

 

 

View this post on Instagram

 

Wchodzisz do losowej bazyliki w Rzymie i masz szczękę na posadzce #rzym #italy #journey #trip #architecture

A post shared by @ v1ncent.pl on

 

Co mnie w Rzymie zawiodło? Jedzenie. Nie pasuje mi dieta oparta na węglowodanach. Dwa razy jadłem lasagne (raz taką z ulicy, raz w dobrej restauracji) i dużo lepszą serwują w Biedronce. Nie zgrywam się. Dorzućmy do tego średniej jakości kanapki sprzedawane na każdej ulicy oraz pizzę – to również smaczniejsze mamy u siebie. Żeby wyrobić sobie konkretną opinię specjalnie udałem się do pizzerii oddalonej od centrum, w której jadają lokalsi. Była dobra, ale dupy nie urwała.

 

U mnie tyle. A co słychać u Ciebie?

 

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Kejnv1ncentDanielv1ncentRafał Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Luki
Gość
Luki

Człowiek nie pochodzi od małpy tylko mamy jednego wspólnego przodka z wszystkimi małpami naczelnymi. Tak, jestem zabawny na przyjęciach:D

Michał
Gość
Michał

Ciekawa sprawa z tym dziennkiem, te wpisy to z kilku dni? Nie wiem jak u Ciebie, ale pisanie dużo rano szczególnie kiedy trzeba szybko się zebrać do pracy ogranicza ilość słów. Może bardzo krótkie wpisy, będą miały podobną moc, spróbuję, dzięki.

Jeżeli chodzi o poranny rytuał to super sprawa, efekt torowania na bycie zorganizowany bardzo pomaga w ciągu dnia. Wieczorny rytuał też stosujesz?

Rafał
Gość
Rafał

Ja dziennik piszę od około półtora roku, ale od początku lutego przeniosłem się do aplikacji Daylio i bardzo sobie chwalę. Jeżeli chodzi o przemyślenia, to odpalam sobie rejestrator dźwięku i mówię do mikrofonu.

Spróbuję medytacji przez tą aplikację. Miałem już parę podejść, ale zawsze kończy się po kilku dniach. Bardzo dużo ludzi chwali medytację, więc może uda mi się wprowadzić ten nawyk w ten sposób.

Daniel
Gość
Daniel

Wieczorna medytacja jest równie praktyczna i pożyteczna co poranna?

v1ncent
Gość
v1ncent

Zapewne zależy to od indywidualnych predyspozycji – w moim przypadku się nie sprawdza, mam zbyt mocno rozbiegane myśli po całym dniu stymulacji różnymi bodźcami.

Kejn
Gość
Kejn

10 tysięcy stóp nad Ziemią to Ty raczej nie opróżniałeś pęcherza, a już na pewno nie w toalecie. No chyba, że przepychałeś się ze stewardessą proszącą o pozostanie na miejscu podczas podchodzenia do lądowania 😉

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

10

(Nie)zwykły poniedziałek

10

Przetrzyj swoją szybę

10

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.