Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Podróże

Poznańskie dziewczęta

Kostki lodu zatrzeszczały w proteście, zalane ciepłą whisky. Ostatnio unikam alkoholu, ale każdy wypad w takiej ekipie to święto. Zakołysałem zawartością chłodnej szklanki i przechyliłem ją – pamiętając, by dzień święty święcić. Pomimo zmęczenia pięcioma godzinami jazdy czułem, że będzie to wyjątkowy wyjazd.

 

 

#poznan

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @v1ncent.pl

 

 

PRZEPRASZAM, GDZIE PANI OBCAS?

 

Rynek zalany był ludźmi dryfującymi od lokalu do lokalu. Stanęliśmy w kolejce do klubu i w oczy rzucił mi się pierwszy kontrast między Poznaniem, a Warszawą. Klienci byli zdecydowanie słabiej ubrani, a pewne okazy w ogóle nie powinny być wpuszczone nie tylko do klubu, ale nawet w kolejkę. Zanotowałem w myślach, by mniej narzekać na selekcję w stolicy.

 

Miło zaskoczyłem się logistyką klubu – dużo miejsca, dwa parkiety i dwa bary. Goście na DJce wiedzieli, co to dobra muzyka, a piwo w butelce było o połowę tańsze, niż w Warszawie. Niestety, spacerując po klubie znalazłem tylko jedną dziewczynę, która na imprezę założyła szpilki. Niby czwartek, jeszcze nie weekend, ale niesmak pozostał. Tym bardziej, że na pierwszy rzut oka nie widziałem żadnej, z którą chciałbym się tej nocy bawić. Jestem przekonany, że kilka kobiet byłoby w stanie wyciągnąć się na 7 – gdyby chciało im się starać; zamiast gumiaków włożyć obcas; zamiast niedopasowanych jeansów ciasną kieckę; zamiast…

A szkoda gadać.

 

Za pół darmo dostałem w barze Pełrę i z Pazem zaczęliśmy nakręcać karuzelę śmiechu. Nie było fajnych lasek, ale nie zamierzaliśmy z tego powodu płakać. Przedrzeźnialiśmy mijane dziewczęta i podpuszczaliśmy te, które nieudolnie starały się nas podrywać. Raz nawet próbowałem jedną obrazić, ale mi się nie udało:

– Przepraszam.

– Tak?

– Masz świetne gumiaki. Moja babcia miała identyczne, tylko że koszmarnie brudne. Wiesz, od chodzenia po kurniku i podwórku. Twoje się błyszczą, więc super.

– Woow! Dziękuję! – Prawie podskoczyła do góry ze szczęścia. Wziąłem kilka dużych łyków Pełry, by upić się szybciej.

 

Paz nosił jakąś laskę na barana, Maciek ogarnął kontakt od najfajniejszej dziewczyny w klubie (zazdrość, muszę sobie okulary kupić). Ja porozmawiałem z kilkoma małolatami i Czytelnikami bloga, którzy podeszli się przywitać (pozdrawiam ciepło).

 

W międzyczasie jeden najebus wparował między mnie, a dziewczynę, z którą rozmawiałem. Zaczął ją obłapiać, więc zbliżyłem się i poleciłem mu, żeby sobie poszedł. Natychmiast przerzucił uwagę na mnie i bardzo się nastroszył. Ja stałem spokojnie – ręce w kieszeniach, kontakt wzrokowy i lekko drwiący uśmiech na twarzy.

– No co tam, sympatyczny koleżko? – spytałem uprzejmie, kradnąc ulubiony tekst Festa.

 

Gość był kompletnie zbity z tropu, chyba oczekiwał że groźne miny, które ćwiczył przed lustrem zrobią na mnie jakieś wrażenie. W końcu wywiesił białą flagę i spróbował przybić mi piątkę. Niestety, w ostatniej chwili zabrałem dłoń i mój kolega machnął w powietrze. Biedak nie wytrzymał tego psychicznie i zaczął się wycofywać – w dalszym ciągu jednak utrzymując kontakt wzrokowy, żeby nie było, że tak po prostu uciekł. Chodzę do klubów od paru lat i jeszcze nigdy nikt nie odważył się na otwartą konfrontację ze mną. Zazwyczaj spina rozchodzi się po kilku sekundach kontaktu wzrokowego. Może to mój wyraz twarzy, wzrost, a może po prostu wewnętrzny spokój – przez który niedoszli napastnicy zakładają kłopoty. Cieszę się, bo wdanie się bójkę z powodu dziewczyny, której nawet nie znam byłoby po prostu głupie.

 

Na sam koniec całowałem się z jakąś laską. Nie miałem wobec niej większych planów, po prostu nie mogłem już słuchać jej nudnego gderania. I byłem pijany. No dobra, przede wszystkim byłem pijany, co tłumaczy też dlaczego dałem jej swój numer. Na drugi dzień zasypała mnie smsami, które potwierdziły tezę, że Polki za cholerę nie potrafią uwodzić facetów.

 

 

PO CO IŚĆ NA KAWĘ, JEŚLI MOŻNA NAPIĆ SIĘ WINA?

 

Z samego rana po kawie usiadłem koło Maćka, który pisał na fejsie z poznaną poprzedniej nocy laską. Postanowiłem zrobić dobry uczynek i spytałem, czy mogę z nią popisać. Po piętnastu minutach byli ustawieni na półsłodkie wino – jutro, godzina 15:00. Nie, żebym miał coś przeciwko zapoznawczej kawie na mieście, ale na takich wyjazdach nie ma na to czasu. Poza tym Maciek jest na etapie, gdzie powinien przesuwać granicę i sprawdzać, jak daleko może się posunąć. Wrzucać się w nowe sytuacje i bombardować doświadczeniem. Po co iść na kawę, jeśli można iść na wino? Po co brać numer, skoro można jechać razem do domu?

 

Faceci na własne życzenie oddalają od siebie przyjemność działając na szkodę nie tylko swoją, ale też kobiet, które poznają. Widzę to w szczególności na szkoleniach, gdzie na początku kursanci w ogóle nie mają w zwyczaju szukania oporu. Grają zbyt bezpiecznie, przez co nawet nie wiedzą, jak daleko mogli się posunąć i jak daleko miała ochotę posunąć się kobieta.

 

Ja zawsze proponuję więcej. Najwyżej kobieta powie „nie”, ale to pokaże mi dokładnie, na jakim etapie w interakcji jestem. Opór to nie odmowa – opór to informacja. Dzięki niej wiem, jak dalej prowadzić relację i mogę drążyć – dowiadując się, o co dokładnie chodzi. Nie wyobrażam sobie działania po omacku lub walenia głową w mur, widząc że to co robię jest nieskuteczne.

 

 

PIEPRZYĆ EFEKT NOWEGO MIASTA, JA PO PROSTU LUBIĘ POZNAŃ

 

Muszę przyznać, że Stary Browar to najładniejsza galeria handlowa w Polsce. Nie byłem w ogóle przygotowany na taki design, co skutkowało masywnym opadem szczęki przez pierwsze minuty spaceru. W ogóle centrum Poznania to bardzo przyjemne dla oka miejsce. Zakochałem się w klimatycznym rynku i lekko sennym klimacie. Po kilku miesiącach w sterylnej, stresogennej Warszawie poczułem się, jakby ktoś mnie zaczarował i spowolnił czas. Nie wnikam, czy nie był to po prostu efekt nowego miasta. Czułem się dobrze i tylko to się liczy.

 

#poznan #starybrowar

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @v1ncent.pl

Are you a rebel? #poznan #starybrowar #bunny

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @v1ncent.pl

JAK WYŚNIŁEM SOBIE DZIEWCZYNĘ

 

Nie mogę ustać w bardzo długiej kolejce do klubu i co chwila z niej wyskakuję, by zagadać przechodzące kobiety. W większości przypadków z bliska już mi się nie podobają, więc tylko się z nimi śmieję i wracam do ekipy. Kolejka prawie w ogóle się nie posuwa, więc mój wzrok jeszcze intensywniej skanuje deptak. W pewnej chwili widzę, jak z klubu naprzeciwko wychodzi dziewczyna. Rozmawia przez telefon, po czym kieruje się z powrotem do lokalu. Paz coś do mnie mówi, ale go nie rozumiem. Zrywam z miejsca i biegnę, by złapać ją, zanim zniknie w środku.

– Przepraszam! – wołam w ostatniej chwili. Kobieta jedną nogą jest już w klubie. Zatrzymuje się i zwraca w moim kierunku.

 

Za każdym razem, gdy jadę do jakiegoś miasta na weekend, wyobrażam sobie, że gdzieś tam czeka na mnie dziewczyna. Ja siedzę w pociągu lub w aucie i patrzę na przesuwający się za oknem krajobraz. Ona w tym czasie, nieświadoma niczego gotuje sobie obiad lub powoli zastanawia się, którą kieckę założyć na wieczór. Jeszcze się nie znamy, nie wiemy nic o sobie. Może jest blondynką, może brunetką. Pewne tutaj jest tylko to, że nasze linie życia nieoczekiwanie przetną się za kilka lub kilkanaście godzin i nie zapomnimy tego spotkania nigdy. Lubię o tym myśleć, bo to ekscytujące, seksowne i romantyczne jednocześnie. Takie cofanie się w czasie i obserwowanie, jak wiele poszczególnych elementów na bazie kompletnego przypadku musi połączyć się, by stworzyć jedną, oszałamiającą chwilę. Chwilę, w której patrzę w błyszczące, błękitne oczy i wiem, że Ją znalazłem.

– Jesteś najładniejszą dziewczyną, jaką widziałem w Poznaniu – mówię, by powiedzieć cokolwiek. Nasze oczy przekazują więcej, niż słowa. – Jeśli mocno się nie spieszysz, to pogadajmy chwilę.

 

Mam jej uwagę. Uśmiecha się, wymieniamy podstawowe informacje. Wspomina, że z koleżankami chciały iść do klubu obok, ale kolejka była zbyt długa.

– Z kolegami jesteśmy już prawie przy wejściu. Wchodzicie z nami? – proponuję.

 

Patrzymy na siebie w milczeniu. Magda waha się, ale tylko przez chwilę. W końcu delikatnie unosi kąciki ust i prosi, żebym poczekał. Wchodzi do lokalu, by zgarnąć koleżanki. Kilka minut później wracam do chłopaków z dziewczynami. Śmiejemy się, jest bardzo luźna atmosfera. Magda nie boi się kontaktu wzrokowego. Zaczynamy się drażnić.

– Wiesz co, taki wygadany jesteś, może powinieneś książkę napisać? – rzuca w pewnym momencie.

– Ja? Książkę? – pytam z twarzą pokerzysty, podczas gdy chłopaki duszą się ze śmiechu. – Coś ty. Kompletnie nie potrafię pisać, mam dysgrafię. Nie nadaję się do tego.

– Dobra, dobra… – odpowiada, mierząc mnie zaciekawionym spojrzeniem.

 

Trochę za bardzo polubiłem to miasto. I co teraz? #poznan

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @v1ncent.pl

 

Przychodzi nasza kolej i znikamy w klubie. Oddaję kurtkę w szatni i wchodzę na salę. Stajemy z Magdą pod barem. Atmosfera między nami powoli się zagęszcza. Niespodziewanie wcina nam się jednak jej przyjaciółka, bierze za rękę i oznajmia, że idą na parkiet. Magda stawia jej chwilowy opór.

– Idziemy tam – mówi do mnie, wskazując roztańczonych ludzi.

– Wiem. – Uśmiecham się, popijając Pełrę.

– A ty? – dopytuje się. Była przekonana, że natychmiast ruszę za nią.

– Ja nie. Ja tu postoję – odpowiadam. Magda jest zbita z tropu, w końcu poddaje się przyjaciółce i znika na parkiecie.

 

Rozglądam się. W klubie jakaś instagramowo-snapchatowa impreza. W sensie, że gwiazdki Internetu przyszły się lansować. Rzeczywiście, dziewczyny zdecydowanie ładniejsze i bardziej zadbane, niż dzień wcześniej. Tylko że wszystkie z wyniosłymi minami, jakby poruszały się nie po klubie, ale własnym pałacu – od czasu do czasu zaszczycając plebs zimnym spojrzeniem. Jak wszyscy wiemy, one są zbyt fajne, by jak zwykli śmiertelnicy po prostu się w klubie bawić. Zaczepiam trzy z nich. Pierwsza się wyrywa, jak oparzona. Druga udaje, że mnie zlewa – w końcu nawiązujemy normalną rozmowę, ale jest nudna, więc sam odchodzę. Trzecia po 2-3 zdaniach oznajmia, że musi iść.

 

Wchodzę na parkiet i mijam Magdę, którą na mój widok szturchają koleżanki. Udaję, że tego nie widzę i wracam pod bar. Dwie minuty później pojawia się tam, jakże by inaczej – Magda. Zaczynamy rozmawiać, Paz zajmuje jej przyjaciółkę. Kiedyś gdzieś pisałem, że nienawidzę skrzydłowania. Teraz muszę to sprostować – skrzydłowanie ma sens tylko wtedy, gdy Twój kompan jest ogarnięty i masz pewność, że nie zepsuje Ci interakcji. Z Pazem u boku wiedziałem, że problem natrętnej przyjaciółki został właśnie wyeliminowany.

– Zobacz, jak oni się kochają – powiedziałem w pewnym momencie do Magdy, wskazując Paza.

– Coś ty, ona wcale na niego nie leci. Jak ją znam zaraz mu powie coś takiego, że twój kolega odejdzie z podkulonym ogonem.

– Paz nie jest facetem, który do funkcjonowania potrzebuje zewnętrznej walidacji i mogę cię zapewnić, że kompletnie nie przejmuje się tym, co mówi do niego laska, której nawet nie zna. Jeśli twoja koleżanka powie coś głupiego, to właśnie tak zostanie przez niego potraktowana – jak osoba, która palnęła głupotę. Chyba powinienem zacząć wam współczuć doboru mężczyzn?

 

Zanim zaskoczona Magda znajduje odpowiedź, ciągnę temat dalej i wpadam we flow. Mówię przez dziesięć minut, jej wzrok staje się coraz bardziej maślany. Przedstawiam swoje poglądy na temat relacji, seksu i facetów, którzy zapomnieli o tym, że mają jaja.

– A jak twoim zdaniem zachowuje się prawdziwy facet? – pyta w końcu.

 

Biorę ją za kark, przyciągam i oplatam dolną wargę swymi ustami, ssąc powoli. Odchylam się jeszcze wolniej, aż wilgotna warga wyślizguje się z objęć pocałunku. Magda ciężko dyszy, patrząc mi w oczy. Robię krok w tył i rozglądam się, jakby nic się nie stało. Zmieniam temat, rozmowa w skali od 1 do 10 klei się już na 11.

 

Na moment wychodzę z bańki, bo mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Mój wzrok pada na stoliki pod ścianą, gdzie siedzą… trzy instagramowe gwiazdki – te same, które zagadywałem wcześniej. Wszystkie obserwują mnie i Magdę. Zamiast się bawić jak normalne laski w klubie, pewnie zlały wszystkich facetów, którzy próbowali je zagadywać i w końcu zostały same – pod ścianą, tam gdzie ich miejsce. Taka zabawa. Na nic tu setki, czy tysiące lajków. Na nic ci się nie zda internetowa walidacja, jeśli nie potrafisz być normalnym człowiekiem i normalnie traktować innych ludzi. Łapię kontakt wzrokowy z blondynką, która olała mnie na początku imprezy. Uśmiecham się do niej. Odpowiada mi ciepłym i bardzo smutnym uśmiechem. Tarcza chłodnej suki opada, odsłaniając prawdziwą dziewczynę – która bardzo chciałaby się zamienić na miejsca z Magdą. Zrywam kontakt wzrokowy, bo na to już zdecydowanie za późno.

 

Zwracam się do Magdy:

– Słuchaj, nie podoba mi się impreza, mam dość tego klubu. Chcesz może skoczyć gdzieś do baru obok na piwo? Ale bez koleżanek, bo szczerze mówiąc średnio je polubiłem.

– Gdzie konkretnie chcesz iść? – pyta, a ja już wiem, co się wydarzy.

– Gdziekolwiek. Tu obok widziałem jakiś pub.

– Dobrze, to ja tylko muszę skoczyć po płaszcz.

 

W międzyczasie łapię Paza i mówię mu na ucho, że jadę z Magdą na mieszkanie i potrzebuję ok 1,5 godziny czasu.

Kilka minut później jesteśmy na zewnątrz. Magda idzie w stronę jakiegoś baru.

– Wiesz co, mamy dwie opcje – mówię, dając pozorny wybór. – Albo idziemy do zatłoczonego pubu, gdzie śmierdzi fajkami i jest dużo pijanych ludzi albo jedziemy napić się whisky.

– Hm, gdy tak to przedstawiasz, druga opcja brzmi o wiele lepiej.

 

W tym momencie podjeżdża Uber, którego zamówiłem już kilka minut wcześniej. Magda jest zaskoczona, ale nie komentuje tego. W aucie zaczynam rozmawiać z kierowcą. Rozprawiamy o życiu, miłości. Dużo się śmiejemy i kompletnie wycinamy z rozmowy zszokowaną Magdę. W końcu podjeżdżamy pod blok, w którym wynająłem apartament. Wysiadamy z auta i idziemy w stronę klatki.

– Myślałam, że jedziemy do baru na to whisky – Magda lekko protestuje.

– No tak, zapomniałem ci powiedzieć, że moje mieszkanie to najlepszy bar w mieście. – Uśmiecham się w odpowiedzi.

 

Gdy jesteśmy w środku zapalam trzy świeczki w sypialni, przyciągam ją i się na siebie rzucamy. Pożeramy się zachłannie, uwalniając zwierzęcą, ekscytującą dzikość. Nie musimy niczego udawać. Nikt nas już nie widzi, nikt nie ocenia. Zatracamy się w sobie i jedyne, czym się przejmujemy to ciepło naszych ciał.

 

W pewnej chwili następuje zgrzyt, bo Magda ma okres i się krępuje. W dodatku kompletnie nie jest gotowa na seks. Odpowiadam jej, że byłem w Wietnamie. Widziałem fruwające kończyny, fontannę krwi, nic mnie już nie zaskoczy. Śmiejemy się, droczymy i po kilku minutach w końcu zaczynamy się bzykać. Przypominam sobie wszystkie małe chwile i zbiór kompletnych przypadków, które doprowadziły do tego, że nasze linie życia przecięły się właśnie w tym konkretnym momencie. I cieszę się, że byłem w stanie znaleźć Ją w tym chaosie, przeżyć coś fascynującego.

 

#poznan

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @v1ncent.pl

 

Wkrótce na apartament wracają chłopaki. Rozmawiamy do 6 nad ranem i jest to jedna z tych rozmów, których się nie zapomina. Gdzie każda kolejna osoba pogłębia myśl poprzedniej. Gdzie każdy słucha się wzajemnie i gdzie słowa uderzają mocniej, niż alkohol. Nie czujemy zmęczenia, jesteśmy rozbudzeni i dzielimy się tym, co w nas najlepsze. To jedna z tych dyskusji, które chciałoby się nagrać, ale nagranie jej byłoby profanacją dla wyjątkowej i ulotnej chwili. Nie widzieliśmy się z chłopakami zbyt długo i właśnie przypominamy sobie, dlaczego wyjazdy w tak dobrej ekipie powinniśmy organizować co miesiąc.

 

Do snu układa nas wschodzące słońce.

 

 

ROBÓTKI RĘCZNE I KONCERT, PO KTÓRYM POZOSTAJE NIESMAK

 

Odprowadziliśmy Maćka na rynek, gdzie miał spotkać się z dziewczyną. Poinstruowałem go dokładnie, w jaki sposób wziąć ją na mieszkanie i co robić, gdy już tam będą. Życzyliśmy mu powodzenia i poszliśmy do Starego Browaru na obiad i mocną kawę. Siedząc nad kawą zacząłem rozpisywać konspekt wideo dla Instynktownego. Ciężko było mi się skupić z powodu błogiego zmęczenia po wczorajszej nocy, ale dałem radę. Wyszliśmy na rynek i ustrzeliliśmy szybkiego vloga.

 

#poznan

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @v1ncent.pl

 

Z powrotem na mieszkaniu okazało się, że Maciek sumiennie zastosował się do zaleceń i świetnie spędził czas – super się rozmawiało, miał handjoba i prawie się zakochał. Szkoda, że bez seksu, ale jest progres – pięknie, o to chodzi. Wypiliśmy piwo, wsiedliśmy w Uber i ruszyliśmy na koncert IAMX.

 

Bardzo mało narzekałem w tym wpisie, więc zacznę teraz. Żeby nie było – koncert fenomenalny, Chris Corner jak zwykle w formie. Tylko ludzie kurwy. Na koncercie w Stodole kilka miesięcy temu czuć było jakiś wzajemny szacunek fanów. Nikt też nie robił problemów o przemieszczanie się w trakcie koncertu pod scenę, bo na bilecie każdy napisane ma “miejsce stojące”, a nie “to konkretne miejsce stojące”. Nie znalazłem też nigdzie wzmianki: “bilet upoważnia do bycia głupim chujem”, a głupich chujów było w Eskulapie na pęczki. Przykro mi, że tak dobrej muzyki słuchają tak niedojebani ludzie. Nie będę wnikał w szczegóły, dość powiedzieć, że drugi raz w życiu miałem ochotę kogoś zabić i prawie się z chłopakami wdaliśmy w bójkę.

 

Let the fuck begin. #iamx

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @v1ncent.pl

 

 

WIEŚNIACKI UBER

 

Gorąco odradzam. Uberem w Poznaniu jeżdżą debile i naciągacze. Na 5 czy 6 kursów musiałem dwa razy zgłaszać kierowcę. Raz za ostentacyjne nadkładanie trasy, a raz za chamstwo, buractwo i anulowanie zlecenia na mój koszt. Korzystając z aplikacji w Poznaniu polecam odpalać niezależnie u siebie gps. Nie odpuszczajcie też, gdy kierowca zachowa się nieodpowiednio – zgłaszajcie wszystko na support i domagajcie się wyciągania konsekwencji. Szkoda, że tak wyszło, bo z Ubera w Warszawie korzystam niemal codziennie i jeszcze nigdy nie miałem tak przykrych sytuacji.

 

 

LECĄC NA OPARACH

 

Wieczorem, pomimo totalnego zmęczenia, wyczołgałem się z apartamentu na miasto. Towarzyszyli mi Maciek oraz Filip – reszta ekipy została w mieszkaniu. Niestety, na klubach nie działo się nic ciekawego i nie mogliśmy znaleźć sobie miejsca. Wyglądało na to, że w sobotę do Poznania zjechały się okoliczne wioski, bo gdzie nie poszedłem czułem się jak na imprezie w remizie. Szczerze mówiąc przyjąłem to z lekką ulgą, bo tak wykończony nie dałbym rady się dobrze bawić. Kluby zamieniliśmy na krótki spacer po rynku i do apartamentu. Poszliśmy spać, a cztery godziny później opuściliśmy Poznań.

 

 

W Warszawie nie było mi dane odespać, bo przyszła do mnie dziewczyna poznana w trakcie szkolenia IU Society VIP. Po takim weekendzie i trzech godzinach snu nadawałem się tylko do wykorzystania, co też nastąpiło – ale nie zamierzam składać pozwu.

 

WYPRAWA DO POZNANIA W TELEGRAFICZNYM SKRÓCIE:

 

 

Podsumowując: Poznań, pomimo kilku zgrzytów będę wspominać bardzo miło i nie mogę doczekać się powtórki.

A już za miesiąc Lwów…

 

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.