Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
12 Lut
 KOMENTARZY
, , , , ,
#Dziennik#Podróże

Przystanek Wrocław

Siedzę w Starbucks we Wrocku.

Jestem blogerem.

Piszę na laptopie.

Pozornie wszystko łączy się w kiczowatą całość. Tylko pozornie.

Siedzę tu tylko dlatego, że jest sporo miejsca, bo prawdę mówiąc kawa jest chujowa. Kiedy raz przekonasz się, jak smakuje dobrze wypalona, świeżo zmielona Kenia czy Etiopia przeciśnięta przez aeropress, już nigdy nie wypijesz ze smakiem żadnego sieciowego sikacza pokroju Costy, czy Nero. A już z całą pewnością nie zachwycisz się “tym czymś”, co podają w Starbucks. Schodzę w kawę głębiej i jestem zafascynowany. Jeśli szukasz dobrej kawy w swoim mieście, wystarczy, że wstukasz w Google na przykład “specialty coffee Wrocław”, a następnie udasz się w rekomendowane miejsce. We Wrocku dobrą czarną piłem w kawiarni Gniazdo. W Warszawie możesz sprawdzić Forum, a następnie Ministerstwo Kawy. W tej kolejności, obie miejscówki na Placu Zbawiciela. Tylko uważaj. Zanim nie zacząłem pić kawy w wyżej wymienionych miejscach, ta z sieciówek mi smakowała. To bilet w jedną stronę. Próbujesz raz, wracasz codziennie, w końcu kupujesz własne akcesoria, by robić napar w domu.

Jestem blogerem, ale mam wyjebane w chełpienie się tym i przesadne obnoszenie, bo robić wpisy na swojej stronie może każdy. Mam też w głębokim poważaniu całą blogosferę, nie czytam innych blogów i nie interesuje mnie łamanie się opłatkiem z jakimiś ludźmi tylko dlatego, że też zdarza im się pisać w internecie. Jak już wspomniałem, każdy może pisać, a jak pokazuje doświadczenie, mało kto w “branży” ma jakiekolwiek podstawy do tego, by mówić innym, jak mają żyć.

Sam nie chcę tego robić i wielokrotnie zaznaczałem, że piszę tylko o moich doświadczeniach. Moje wnioski dla Ciebie mogą być bezużyteczne. Gdzie możesz weź coś dla siebie, potraktuj moje wskazówki jako klucz, by przemyśleć swoje postępowanie, czy relacje, ale ostatecznie i tak zrób po swojemu. Nie lubię też za bardzo o moim blogu rozmawiać (z małymi wyjątkami), ani analizować popełnionych już wpisów. Blog, jak już zdarzyło mi się kiedyś wspomnieć służy mi do zrzucenia ciśnienia.

Piszę na Lenovo i za nic w świecie nie przesiadłbym się na Jabłko. Ok, tutaj już brzmię jak reversed hipster, wybaczcie – podobno hejtowanie iOS’a zrobiło się ostatnio popularne. Pamiętam, jak oglądałem kiedyś konferencję Apple krótko po tym, jak umarł Jobs. Nowy szef zaprosił na kanapę znawcę-pisarza, który przez pół godziny wmawiał widzom, że pisanie nie jest pisaniem, jeśli nie robisz tego na Macu. Że nie pisałby tak dobrze, gdyby nie ten cudowny Ogryzek, który z największego analfabety zrobi poczytnego koniobijcę. To tak, jak wpierdalać komuś do głowy, że na osiedlowej mordowni nie zbuduje masy. Że musi koniecznie iść na jakiegoś McFita, dojebać sobie ciasne majty, żeby dobrze opinały siurka, chłeptać węglowodany z markowego bidonu, a nade wszystko każdy trening robić z trenerem personalnym, który będzie kibicował jak upośledzonemu pieskowi: “No dalej! Dasz radę! Jeszcze raz podaj łapkę!”. Na koniec batonik fit, samojeba na insta czy snapczat i masz swoją upragnioną formę.

Szukać treści idź gdzieś indziej.

(W kubku została mi jeszcze połowa ciemnej jak murzyn cieczy szumnie zwanej kawą, więc przed Wami jeszcze trochę zawołanego grafomaństwa z mojej strony, wybaczcie).

Wracając na moment do blogowania. Swego czasu moim skromnym hobby było śledzenie stron-grzybów, które do złudzenia przypominały mego bloga. Zakładał taki chłopaczek witrynę na blogspocie, czasem (ale tylko czasem) dokupując domenę .pl. Wrzucał sobie logo (czerwone), dobierał ksywkę (na V) i jazda. Zapowiadał, jak to będzie pisał, jaki z niego zawołany jebaka, a następnie… leciał sobie moje wpisy i opisywał własnymi słowami, uważając, że dobry tekst to pseudointeligentne pointy poprzetykane “kurwami” i “chujami”. Ewentualnie tryskał na klawiaturę o tym, jak to udało mu się wrócić z dziewczyną z klubu do domu i wykorzystując tę sytuację (a to szczęściarz i ekspert) pozycjonował się na autorytet i posuwał się do daleko idących generalizacji. Generalizacji infantylnych i po prostu śmiesznych dla kogoś z doświadczeniem życiowym. Co jakiś czas sprawdzałem sobie te blogi ciekaw tego, jak długo wytrzymają. Rekordzista prowadził swoją stronę ponad rok. Średnio natomiast po trzech wpisach takie potworki zdychały i obrastały kurzem. Uśmiecham się pod wąsem (nie taki to znowu wąs, ale wypada się już ogolić), bo właśnie skojarzyłem, że kilku z tych artystów “tworzyło” na sprzęcie Appla – nie omieszkali się tym nie pochwalić.

Z pewnością powinni zainwestować w jakiś nowszy model.


Ostatnio wywołałem małe trzęsienie ziemi na fanpage, wrzucając taki obrazek:

Screenshot_12

Na ten moment mogę potwierdzić z całą pewnością, że zmianie ulegnie tytuł i będzie brzmiał: Już wiem, KIM jesteś.

Wstrzymam się przez jakiś czas z publikacją tego tekstu, który cały czas jest w produkcji. Powiedzmy, że przeprowadzam research, a ostateczny kształt trzeciej części najbardziej poczytnej historii opisanej na tym blogu nie do końca zależy ode mnie.

If you know, what I mean.

Jeśli nie wiesz, łat aj min, to nadrabiaj:

Część 1

Część 2


sss1

Za mną występ na IU Nights we Wrocławiu. Już w najbliższy czwartek odwiedzamy Poznań, a w kolejny Kraków. We Wrocku wystąpiłem z koszmarną migreną, z powodu której był to dla mnie najbardziej wymagający wykład, jaki poprowadziłem w życiu. Mimo wszystko, udało mi się przekazać TONĘ wartościowej wiedzy. Ego trochę mi doskwiera, bo gdybym występował w pełni sił technicznie moje wystąpienie byłoby dużo lepsze, ale ostatecznie liczą się egzekucja planu i zadowolenie uczestników. W tym miejscu chciałem podziękować Wam za obecność i świetną, kumpelską atmosferę.

Bilety na Poznań oraz Kraków cały czas można rezerwować tutaj: http://instynktowneuwodzenie.pl/nights/

Dzisiejsza notka nie była zbyt długa, ale bardzo przyjemnie mi się ją pisało. Potraktujcie ją jak pocztówkę z Wrocławia.

Podoba mi się życie w trasie. Poznań, szykuj dupę.

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.