Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Życie

Rycerze Dopaminy czyli jak wiele poświęcisz, by poczuć się dobrze?

Ile razy dziennie odblokowujesz telefon? Na ile odblokowań telefonu znajdujesz w nim nowe, wartościowe powiadomienia? Jak mocno w swoich szponach trzyma Cię kompulsywny nawyk poszukiwania łatwego zastrzyku z dopaminy?

 

Znasz ten scenariusz? Budzisz się rano i pierwszą rzeczą, jaką robisz jest sięgnięcie po telefon i sprawdzenie wszystkich powiadomień. Maili, wiadomości na fejsie. Odwlekasz wyjście z łóżka i zrobienie czegoś produktywnego. Gdy w końcu ogarniesz się na tyle, by bez głodu i po prysznicu usiąść do laptopa wkręcasz się w wir marnowania czasu, odwlekania rzeczy ważnych. Z transu budzisz się wieczorem, zdając sobie sprawę, że cały dzień minął Ci na poszukiwaniu łatwych i szybkich zastrzyków z dopaminy w postaci filmików na YT, czatów ze znajomymi i innych bezwartościowych treści – i czujesz się jak zombie.

 

Gnębi Cię wstyd oraz poczucie zmarnowanego czasu.

 

Osobiście, gdy zaczynam dzień od sprawdzania powiadomień na telefonie, to pod wieczór jestem wrakiem człowieka, który nie potrafi skupić się na niczym dłużej niż 5 minut.

 

Ciekawe jest, że gdy kasuję messenger mój mózg zawsze znajdzie wygodną i racjonalną wymówkę, dla której muszę go „na chwilę” zainstalować. Działa to na takiej samej zasadzie, jak każde inne uzależnienie. Niestety, w dzisiejszych czasach ciężko jest na stałe odciąć się od fejsa – coraz mniej używamy tradycyjnych narzędzi komunikacyjnych jak telefon czy SMS. Większość moich znajomych do komunikacji używa już tylko messengera. Bardzo trudno jest nie wypaść z obiegu kasując tę apkę.

 

Jesteś kreatorem treści, czy jej konsumentem?

Okresy, gdy jestem kreatywny, publikuję teksty na blogu, kręcę vlogi lub pracuję nad produktami – to czas, kiedy czuję się bardziej „w kokpicie” swego życia i mam nad nim pełną kontrolę. Zdobywam dużo szacunku do samego siebie oraz ćwiczę silną wolę, co sprawia że nie uzależniam się od fejsa oraz innych prokrastynacyjnych gówien. Będąc po drugiej stronie barykady „contentowej” czuję, że serio robię to co chcę, a co złe natychmiast odcinam bez zawahania. Ale okresy, gdzie na powrót z twórcy contentu zamieniam się w biernego konsumenta są straszne i powodują wyraźny regres psychiczny na wielu poziomach.

 

Zauważyłem, że konsumowanie treści w dużych ilościach przede wszystkim niszczy moją kreatywność. Gdy dzień wypełniam chłonięciem contentu innych ludzi (w każdej formie: pisanej/wideo), nie mam czasu poprzebywać sam ze swoimi myślami – a co za tym idzie, nie generuję nowych pomysłów, wniosków. To tylko moja teoria, ale odnoszę wrażenie, że konsumując content oduczam się też myślenia, zarzynam wyobraźnię. Po co mój mózg ma przepalać energię na układanie myśli w ciekawe ciągi logiczne, skoro mogę odpalić YouTube lub artykuł i mam gotowe refleksje podane na tacy? Bez nakładu energii, w bardzo atrakcyjnej (czytaj: wyrzucającej odpowiednie hormony do mózgu) formie?

 

Jesteś ze mną na pokładzie? To teraz zejdziemy w zagadnienie jeszcze głębiej.

 

Generowanie contentu, tworzenie treści to swego rodzaju ekspresja siebie. I rozpatrując zagadnienie w tym szerszym kontekście albo dokonujesz ekspresji siebie albo chłoniesz ekspresję (treści) innych. Im więcej w życiu mam aktywności, które związane są z ekspresją mnie, tym większe moje zadowolenie z życia, poziom satysfakcji z codzienności, osiągi we wszystkich dziedzinach. Aktywności, w których dokonuję ekspresji, to przede wszystkim:

 

1. Pisanie bloga, książki i opowiadań.

 

2. Nagrywanie vlogów, tworzenie produktów.

 

3. Siłownia, bieganie, rozciąganie.

 

4. Poznawanie nieznajomych kobiet oraz flirt.

 

5. Seks.

 

6. Spotkania ze znajomymi.

 

7. Prowadzenie szkoleń indywidualnych, grupowych oraz wykładów. Poznawanie oraz praca z ludźmi.

 

Gdy łączę wiele tych aktywności ze sobą w jednym okresie – jestem jak terminator. Z dobrą energią, stabilnym poczuciem szczęścia, skupieniem na progresie i wykonywaniu jakościowej pracy.

 

Z drugiej strony, im mniej aktywności, w których ja wyrażam siebie, tym bardziej introwertyczny się staję (w tym złym sensie), zamknięty oraz przestawiony na tryb chłonięcia treści innych osób. Prowadzi to do bardzo szybkiej degradacji ogólnego samopoczucia oraz zadowolenia z życia. Dołączmy do tego kompulsywną pogoń za szybkimi zastrzykami dopaminy i zamieniam się w zombie. Moja silna wola szybko znika, a jej miejsce zajmuje zdalny kontroler mego ciała i umysłu w postaci Internetu, social media oraz innych kolorowych, domagających się atencji gówien.

 

Attention span

Uważam, że regres w częstotliwości mojego pisania na blogu oraz ogólnie pojętej kreatywności jest też bezpośrednio związany ze spadkiem czasu, w jakim jestem w stanie utrzymać uwagę.

 

Co ciekawe, moje wszystkie przemyślenia w tej materii pokrywają się z tym krótkim filmikiem z TED (tak, specjalnie użyłem słów “krótkim” oraz “filmikiem” zamiast “materiałem”, “wykładem”, by troszkę oszukać Twój przestymulowany, szybko nudzący się mózg):

 

 

Aktualnie piszę jeden-dwa wpisy na blog w miesiącu, podczas gdy kiedyś taki wynik wyrabiałem w tydzień. Lubię myśleć, że to przez brak czasu, ale prawda jest taka, że okresy mojej największej płodności twórczej wiązały się zawsze (dziwnym przypadkiem) z brakiem messengera w telefonie lub używaniem apki blokującej powiadomienia. Trzymałem się też restrykcyjnie zasady, że w trakcie pisania nie dotykam telefonu.

 

Nie bez powodu pisarze tacy, jak Neil Strauss czy Tim Ferriss odcinają w trakcie pracy internet oraz wynoszą telefon do innego pokoju. Było kiedyś badanie, które pokazało, że jeśli w trakcie pracy masz swój telefon w zasięgu wzroku, znacznie obniża to Twoją produktywność. Twój mózg cały czas rozprasza się faktem, że w zasięgu dłoni masz dostęp do szybkiego zastrzyku dopaminy. Osłabiasz też swoją silną wolę, bo mózg ciągle musi walczyć z pokusą sprawdzenia nowych powiadomień. Dlatego, jeśli chcesz zwiększyć wydajność w pracy, to po pierwsze umieść telefon poza zasięgiem wzroku, po drugie poza zasięgiem ręki.

 

Jeden bodziec naraz

Czytałem kiedyś raport gościa, który przez miesiąc wykonywał tylko jedną czynność jednocześnie. Czyli w trakcie jedzenia śniadania nie słuchał muzyki, nie oglądał filmów na YT, nie sprawdzał telefonu. Z kolei, gdy słuchał muzyki, odcinał wszystko inne. Jeśli przeglądał internet, to tylko jedną zakładkę jednocześnie, w kompletnej ciszy. Najważniejszy wniosek z opisanego eksperymentu był taki, że facet miał dużo więcej głębokich, kreatywnych myśli i wniosków z wykonywanych czynności.

 

Gratyfikacja instant versus gratyfikacja długoterminowa

W dzisiejszych czasach coraz trudniej jest nam skupić się na osiąganiu długoterminowych celów i wytrwać w postanowieniach, bo natychmiastowa gratyfikacja zrobiła nam z silnej woli papkę.

Będąc w pobliżu laptopa czy telefonu, jesteśmy zawsze dwa kliknięcia od Facebooka, Instagrama, pornografii, YouTube’a. Fastfoodowe życie programuje nas na uzyskanie szybkiej satysfakcji przy jak najmniejszym wkładzie energetycznym – co jest potężnym i wysoce uzależniającym zjawiskiem, biorąc pod uwagę, że stoi ono w zgodzie z naszym wewnętrznym systemem biologicznym (oszczędzać energię, czuć się dobrze).

 

Najbardziej przejebane w tym kontekście mają z oczywistych względów osoby, które pracują z domu.

 

Dlatego niezwykle ważne dla zachowania zadowalającego poziomu produktywności jest takie ułożenie sobie życia, by na każdym kroku musztrować silną wolę. Tutaj z pomocą przychodzą aplikacje w stylu Todoist, Forest, Kalendarz Google, Google Keep oraz aktywności takie, jak sporty czy sztuki walki. Regularne bieganie lub podnoszenie ciężarów na siłowni z dodatkowym trzymaniem diety daje niesamowite rezultaty nie tylko w kontekście zdrowotnym, ale przede wszystkim mentalnym i związanym z produktywnością.

 

Przez pierwszy okres pisania książki “Płonąc w atmosferze”, toczyłem wewnętrzną, wyniszczającą walkę. Utrzymać uwagę na tworzeniu tekstu i zwrot z tej czynności w postaci wyrzutu do mózgu różnych hormonów otrzymać dopiero za ponad pół roku lub odpalić YouTube, film, Facebooka, porno, rozproszyć się czymkolwiek i poczuć się dobrze natychmiast. Bardzo szybko doszedłem do wniosku, że potrzebuję tutaj konkretnych, jasnych procedur, które utrzymają mnie każdego dnia przy biurku:

 

  1. Telefon wyciszałem i wynosiłem z pokoju.
  2. Blokowałem kartę sieciową w komputerze, by odciąć sobie możliwość połączenia się z internetem.
  3. Planowałem wcześniej posiłki, by głód i ich przygotowywanie w trakcie pracy nie wyrzucały mnie z rytmu pracy.
  4. Celem głównym było ukończenie oraz opublikowanie książki, ale wyznaczyłem mniejsze cele do osiągnięcia każdego dnia (ilość zapisanych stron lub w późniejszym okresie czas, jaki musiałem spędzić przed laptopem patrząc się w edytor tekstu niezależnie od samopoczucia i weny), dzięki czemu codziennie pod koniec pracy odczuwałem dużą satysfakcję oraz szczęście.

 

W życiu nie ma nic za darmo, a łatwe rzeczy bardzo często niosą ze sobą ukryte koszta. Możesz już za chwilę się rozproszyć i zacząć błądzić w powiadomieniach, poczuć chwilową ulgę i zadowolenie, ale bardzo szybko zamieni się ona w wyrzut sumienia, zmarnowany czas oraz ogólne roztrzepanie. Z kolei dążąc do dużych celów na długich dystansach:

 

  1. Zdobywasz stabliną satysfakcję oraz uczucie zadowolenia z siebie.
  2. Ćwiczysz silną wolę.
  3. Zaczynasz bardziej sobie ufać.
  4. Podnosisz pewność siebie, poczucie własnej wartości oraz ogólny poziom szczęścia.

 

Jako ludzie potrzebujemy długoterminowych wyzwań i trudnych rozwiązań. To one nas budują, niosą ze sobą wewnętrzne poczucie spełnienia oraz zaspokajają podstawową potrzebę zdobywania. Goniąc tylko za natychmiastową gratyfikacją zamieniamy się w chodzące wydmuszki – bandę kompulsywnie pukających w świecący ekran zombie. Oddajemy stery życia potokowi gówno-treści, walczących na każdym kroku o naszą uwagę.

 

Proponuję zdjąć klapki z oczu i nabrać bardziej świadomego podejścia do technologii. Obecnie rozwijamy się w tak zastraszającym (żeby nie użyć słowa “patologicznym”) tempie, że bardzo łatwo jest dać się wciągnąć w wir nawyków, które owszem, dają nam szybką przyjemność, ale niosą ze sobą fatalne konsekwencje zapisane drobnym drukiem. Banalnie proste jest też opuszczenie gardy, czego jestem chodzącym przykładem.

 

Ten tekst napisałem głównie dla siebie, jako przypomnienie, że mój wewnętrzny świat, kreatywność i wyobraźnia są zbyt cenne, by bezmyślnie płacić nimi za szybkie zastrzyki dobrego samopoczucia. Łatwa dopamina nie ma startu do uczucia, które towarzyszy mi, gdy całym sobą oddaję się pisaniu tekstu, tworzeniu wideo lub publikuję projekt, nad którym spędziłem całe miesiące – rozwijając samodyscyplinę oraz mądrze organizując czas. Poczucie, że trzymam rzeczywistość za jaja i sam ustalam reguły gry jest wyzwalające i bezcenne. Pieprzyć bierność i kompulsywność, to jedynie namiastka życia, oglądanie tego życia przez szybę – gardzę tym.

 

A Ty?

 

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
v1ncentDamianJanRafał Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Rafał
Gość
Rafał

Dobry artykuł, chociaż zmartwił mnie fakt, że zanim go doczytałem sprawdziłem Facebooku ze 4x, maila ze 2.
Bardzo mi się podoba ta idea, że nawet gdy się nudzimy i nie chłoniemy niczego, to nasz mózg pracuje i coś tam sobie planuje, rozkminia. Myślałem nawet o tym wczoraj albo przedwczoraj, że jak dam sobie godzinę dziennie na nic nierobienie to się nic przecież nie stanie.

Jan
Gość
Jan

Dobrze wiedzieć, że są ludzie z podobnym podejściem. Niektórzy znajomi dziwnie na mnie patrzą, gdy mówię, że nie mam messengera na telefonie. Jedną z takich rzeczy, która pomaga mi osiągnąć większe skupienie, jest poranna rutyna. Zaraz po przebudzeniu medytuję dwadzieścia minut. Potem robię trening, biorę kąpiel, a następnie jem śniadanie (tak, robię trening na czczo). Dopiero potem biorę się do pracy (a pracuję w domu). Wykonanie tej rutyny zwiększa moje szanse na utrzymanie skupienia. Dodatkowo, jako, że do pracy potrzebuję internetu, to na kilka godzin blokuję większość stron, które mogłyby mnie rozpraszać (w tym twojego bloga, V1ncent – twój content… Czytaj więcej »

Damian
Gość
Damian

Vincent, czytam Twojego bloga od dłuższego czasu i jestem grubo zdziwiony, że jako trener uwodzenia jeszcze nie opisałeś tematyki NoFap. A przynajmniej nie kojarzę takiego posta. Faceci w Polsce są ogromnie nieświadomi, jak bardzo uzależnienie od pornografii dewastuje życie osobiste. Przekazywanie im wiedzy na ten temat kończy się najczęściej niedowierzaniem albo stwierdzeniami, że “to jest normalne”. Otóż nie jest. Poniżej wklejam link do filmu, który w zasadzie uzupełnia informacje opisane przez Ciebie w tym poście. Ja dodam jeszcze, że powstrzymywanie się od pornografii i masturbowania do niej znakomicie motywuje do rozwijania kontaktów międzyludzkich, a zwłaszcza z kobietami. Zachęcam wszystkich do… Czytaj więcej »

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

Przetrzyj swoją szybę

5

No hej

5

Linie pęknięć

5

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.