Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Życie

Rzeczy, które dzieją się gdy zaczynasz działać

Pierwotnie ten tekst miał być soczystym opierdolem z góry na dół. Jak po wywiadówce. Zaczynał się od słów: “Zdiagnozowałem nową chorobę cywilizacyjną. Zwie się: 90 procent planowania i 10 działania.”

Postanowiłem jednak, że zmienię konwencję i zadziałam jak mądry nauczyciel – używając pozytywnego języka. Nie chcę handlować negatywnymi emocjami i wywoływać poczucia winy (w sensie – nie dziś). Dlatego też, w poniższym tekście nie będę na nikogo wjeżdżał. Jeśli masz delikatne serduszko, szklaną dupę lub po prostu boisz się krytyki, to możesz mimo wszystko spokojnie rozwalić się w fotelu i zacząć czytać.

Są dwie kategorie ludzi. Jedni dużo gadają, drudzy dużo robią. W tych pierwszych można się utopić. Ubabrać ich szarością i dojść do wniosku, że bierność jest spoko. Tych drugich ciężko znaleźć. Ja sam, jeszcze sześć lat temu znałem tylko jedną taką osobę. Był nią mój starszy brat. Zawsze trochę na przekór wszelkim normom, jak o czymś mówił, to zazwyczaj robił. A jak nie udawało się zrobić, to upewniał się, że wykonał każde działanie, na jakie było go w danym momencie stać. Dopiero wtedy odpuszczał.

Mi osobiście nauczenie się tej sztuki zajęło… jedną noc. W jedną noc z pasywnego marzyciela podążającego za stadem zmieniłem się w egzekutora. Ale ja doznałem rzadkiego zaszczytu, jakim jest ostateczne sięgnięcie dna. Stracenie do siebie resztek szacunku. Całkowite rozprucie ego. Już następnego poranka przestałem oszukiwać znajomych. Przestałem oszukiwać siebie. Przestałem mielić jęzorem. Zamknąłem japę i zacząłem działać. Szukać potwierdzenia bądź zaprzeczenia każdego dogmatu. Poddawać wszystkie halucynacje, które pełzały po mojej czaszce próbie ognia. Stawiać czoła swoim największym, paraliżującym lękom. Docierać głębiej, rozumieć pełniej i przeżywać emocje jak ćpun po szocie ze strzykawki. Sprowadziłem swoje marzenia i mrzonki na ziemię, przygniotłem butem i odarłem ze świętości. Zrobiłem z nich cele do realizacji. I działałem każdego dnia, coraz częściej przekładając praktyczne doświadczenia na kolejne sfery życia. Nie będę tutaj wdawał się w szczegóły, bo w końcu o tych szczegółach i konsekwencjach pamiętnej nocy napisałem książkę. Skupmy się na wnioskach.

Poniższe podpunkty odnoszą się do życia holistycznie. I do relacji i do biznesu. Do rozwijania swojego charakteru i osiągania prywatnych celów. Pewne wnioski, do których dochodzimy są uniwersalne i to jest w nich najlepsze.

Rzeczy, które dzieją się kiedy wreszcie zaczynasz działać

 

Budujesz poczucie własnej wartości na stabilnych fundamentach. Oceniasz siebie na podstawie tego, co zrobiłeś. Co osiągnąłeś, ile potrafisz i jaki zauważasz u siebie progres. Zaczyna tu brakować miejsca na takie zwroty, jak: “wydaje mi się”, “myślę, że jestem w stanie…”. Są wypierane przez: “wiem”, “mogę”, “zrobię” oraz – UWAGA – pokorne “nie wiem”. Ludzi, którzy działają i trzymają się blisko rzeczywistości poznasz po tym, że będą potrafili przyznać się do niekompetencji, tak po ludzku. A później poprosić Cię, byś podzielił się swoją wiedzą i tym samym wzbogacił ich własną. Dlatego, że w świecie egzekucji nie ma miejsca na oszukiwanie siebie, a największe profity daje zapuszczenie korzeni w rzeczywistość. Oraz kurczowe się jej trzymanie.

 

Jesteś świadom, na ile Cię stać. Doświadczając wielu kryzysowych i ryzykownych sytuacji wiesz dokładnie, w jaki sposób Twoje ciało reaguje na lęk. Jak radzisz sobie z presją. Czy potrafisz trzymać fason, gdy wokół świszczą odłamki gówna. A to z kolei przekłada się na zaufanie do samego siebie. Coraz śmielej wchodzisz w ogień. Wciąż parzy – wiesz jednak, że Cię nie spali. 

 

Działasz, ewentualne błędy poprawiając w locie. Zdajesz sobie sprawę z tego, że niekończące się planowanie to mentalne bicie konia. To nie jest tak, że olewasz etap planowania – byłoby to głupotą. Po prostu pieprzysz perfekcjonizm. Zdajesz sobie sprawę z prostego, banalnego wręcz faktu (powinni tego uczyć w szkołach): nie posiadając kompetencji w danej dziedzinie, trzeba je zdobyć. W jaki sposób? Metodą prób i błędów. Wsiąść na rower i się wywrócić. Zedrzeć skórę z łokci. Spłonąć. Wygrywa nie ten, kto bez końca szlifuje materiał, ale ten, kto z materiałem wychodzi do ludzi, zbierając feedback. Dotyczy to całego alfabetu: prowadzenia bloga, poznawania nowych ludzi, podchodzenia do nieznajomych kobiet, akceptacji lęku, wystąpień publicznych, pisania, otwierania działalności, produkcji video, marketingu, organizacji eventów, tripów, a nawet hodowania jebanych jedwabników. 

 

Zaczynasz rozumieć, że niemniej ważne od posiadania celu jest środowisko, które sprzyja jego osiągnięciu. Jak chcesz być dobry z kobietami, najlepiej jest otaczać się facetami, którzy mają ich na pęczki. Jeśli masz ochotę otworzyć własną działalność, to zamiast pić z kumplami ze studiów, poznaj kogoś, kto się na tym zna i robi wynik. Utrzymanie konsekwencji w treningu i diecie jest łatwiejsze w otoczeniu ludzi, którzy również cenią sobie zdrowy tryb życia, niż w grupie informatyków żłopiących colę i wpychających w siebie Maca. Ciężko być pozytywną osobą w towarzystwie ponuraków-narzekaczy i niemal niemożliwe jest ruszenie do przodu, gdy na każde swoje działanie słyszysz: “pojebało Cię?”.

 

Nagle zdajesz sobie sprawę, że doba jest za krótka. Jednocześnie ciężko jest Ci pogodzić się z tym, ile godzin, dni, miesięcy, a nawet lat zmarnowałeś na nicnierobienie. Na trwonienie młodości, możliwości i szans. Jednak zamiast pogrążać się w goryczy, obracasz to w motywator. By nic więcej nie stracić, niczego już nie przespać. Tym samym…

 

Wykorzystujesz szanse. Oswajasz się z ryzykiem i wiesz, że podejmując działanie, które wiąże się z wyjściem ze strefy komfortu po prostu się rozwijasz. Tak, jeszcze Cię tam nie było. Nie wiesz, jaki będzie wynik, a to oznacza tylko jedno – nauczysz się nowych rzeczy, a to najbardziej podniecająca rzecz w świecie egzekucji. Dodatkowo, wskakuje tutaj natychmiastowa nagroda w postaci błogiej emocji na skraju ekstazy – “zrobiłem to”. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że czasem to lepsze niż seks. 

 

Nagradzasz się za działanie, a nie za wynik. Dlatego, że skupiasz się na tym, nad czym masz bezpośrednią kontrolę. Czyli zaczynasz rozumieć, że pomimo włożenia gigantycznej pracy i szczerych chęci, może nie wyjść. Ale nie płaczesz nad tym tak, jak zwykła robić to pierwsza kategoria ludzi. Cieszysz się, bo wiesz, że zrobiłeś wszystko, co w Twojej mocy. Wszedłeś w niekomfortową sytuację, zebrałeś bezcenny feedback i punkty odniesienia – rozwinąłeś się. Nie kupisz tego za żadne pieniądze.

 

Jesteś bardziej obecny, “tu i teraz”. Stapiasz się z rzeczywistością, sam dla siebie jesteś – z braku lepszego określenia – bardziej namacalny. Przejmujesz kontrolę nad własnym mikroświatem i masz tą piękną świadomość, że spychasz przypadek i ślepy los na margines błędu. 

 

Odkrywasz piękną zależność. Gdy nic nie robisz, nie chce Ci się nic robić. Gdy zapierdalasz, chcesz zapierdalać jeszcze mocniej. Uczysz się, że Twoje ciało wygeneruje tylko tyle energii, ile będzie potrzebne. Jeśli cały dzień leżysz w łóżku i oglądasz Californication, to nic dziwnego, że nie masz ochoty wyjść z domu. Natomiast gdy od rana pracujesz, jesteś kreatywny oraz aktywny fizycznie – rozsadza Cię energia. Nagle chcesz wszystko i wszystko wydaje się być śmiesznie proste. 

 

Zaczynasz przyciągać do siebie podobnych ludzi. A ponieważ takich osób jest stosunkowo mało i zwykle rozrzuceni są po całej Polsce – masz kontakty we wszystkich większych miastach. Pewnego dnia zdajesz sobie sprawę, że praktycznie nie ma rzeczy nie do załatwienia. Następuje synergia kompetencji, wiedzy, znajomości. A to otwiera wiele drzwi zgrabniej, niż wytrych. 

 

To tylko 10 podpunktów. Oczywiście jest ich o wiele więcej – te po prostu jako pierwsze spłynęły z mego mózgu przez palce, zachlapując klawiaturę. Nie wstydźcie się dopisywać w komentarzach całej reszty.

Jeśli przy czytaniu tych podpunktów kiwaliście ochoczo głowami, krzycząc “mam tak samo!” i czuliście między nami miętę, to prawdopodobnie dlatego, że chcę napić się z Wami piwa (w grę wchodzi jednak jedynie mój cheat day – którego nie mam).

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.