Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
#Życie

Słońce umarło

Zima zamraża życie i produkcję serotoniny. Budzisz się, bierzesz prysznic, jesz śniadanie – włączasz światło w pokoju, bo za oknem robi się ciemno.

 

Czujesz, jakbyś żył w jaskini. Włączasz 3 lampy 125W 5400K, których zwykle używasz do nagrywania vlogów, by poczuć się lepiej. Miękkie, mocne światło uderza Cię w twarz. Siedzisz tak, chłonąc energię, popijasz przy tym kawę i już po kilku minutach z głowy znikają mroczne myśli. Peak następuje w momencie, w którym kopie Cię kofeina.

 

Zastanawiasz się, w jaki sposób przetrzymałeś zimę rok wcześniej bez wspomagania się tymi lampami i nic rozsądnego nie przychodzi Ci do głowy.

 

Zautomatyzowane nawyki pomagają utrzymać codzienność w ryzach. Nadają Twojej walce struktury. Bez znaczenia, jak ciężki masz poranek, jak mroczne myśli wiją się w czaszce, Ty po prostu robisz. Odcinasz myślenie i skupiasz się na tym co dobre, rutynowe – na tym, co działa. 

 

Każde wyjście z domu jest wyzwaniem. Ubierasz się ciepło, żeby się nie przeziębić, a mimo to mróz przegryza ubranie jak spragniony krwi drapieżnik. Witasz się z dziewczyną, z nosa Ci leci, jest całkiem romantycznie. Uprawiasz seks, seks pozwala na odcięcie od mroku, na połączenie na głębokim poziomie. Seks to trwanie w chwili obecnej, wynurzenie z mułu i zaczerpnięcie powietrza. Przytulacie się po wszystkim i jesteście jak dwa fluorescencyjne misie Haribo, świecące w ciemności. Spędzacie ze sobą więcej czasu, misiujecie się zakrzywiając rzeczywistość, sprawiając że jest ona dobra pomimo całkowitej ciemności na zewnątrz, pomimo tego, że słońce umarło.

 

Chcesz spotykać się często ze znajomymi, by wspólnie krzesać światło i rozświetlać noc polarną, w której przyszło Wam żyć, ale częste spotykanie się jest serio trudne – bo każde wyjście z domu to wyzwanie, a gdy za oknem masz minusowe temperatury pięć razy zastanowisz się, czy rzeczywiście opuszczanie ciepłego gniazdka jest konieczne. Jednak momenty, w których się spotykacie, a w szczególności wspólne wyjazdy są jak reakcja jądrowa. Nie potrzebujecie słońca. Jesteście tysiącem słońc.

 

Łykasz witaminę d3, żeby uzupełnić deficyt. Łykasz różne rzeczy, by wspomóc układ nerwowy, odpornościowy i utrzymać pracę mózgu na zadowalającym poziomie.

 

Jedziesz na siłownię i jest zupełnie ciemno. Jedziesz na siłownię i z zaskoczeniem zauważasz, że dopiero wybiła piętnasta. Zastanawiasz się, kiedy do tego przywykniesz. Dochodzisz do wniosku, że pogodzenie się z tym to zrobienie sobie krzywdy. Nie należysz do tego klimatu, potrzebujesz słońca. Twoim podstawowym systemem jest szukanie światła, jesteś jak Powerwall Tesli, który nie może wykonywać swojej podstawowej funkcji.

 

Ćwiczysz i słuchasz muzyki. Odcinasz się od myśli i skupiasz na wyciskaniu, na tym jak pracuje Twoje ciało. Mija piętnaście, dwadzieścia minut. Powoli Twoje żyły rozgrzewają się i czujesz łaskotanie endorfin. Na Twojej twarzy wykwita delikatny uśmiech. Czujesz się dobrze. Od rana czołgałeś się przez lepki mrok właśnie dla tej chwili, dla zastrzyku dobrych hormonów.

 

Zjadasz dobry posiłek i wykonujesz dobrą pracę. Piszesz tekst i oczywiście chciałbyś, by ktoś poza Tobą go przeczytał, chciałbyś by ktoś go docenił, ale przede wszystkim klepiesz w klawiaturę dla siebie. Przelewając myśli, układając je w zdania powoli odklejasz się od mroku. Zapominasz o tym, że zanurzony jesteś w popiole zmarłego słońca. W słuchawkach płynie muzyka, unosi Cię, pozwala oddać się tworzeniu do takiego stopnia, że przestajesz zauważać, że w ogóle piszesz. Płyniesz, udajesz się w podróż i powoli stajesz się bardzo obecny, bardzo żywy. Jak w trakcie seksu, ale jednak nieco inaczej. Narasta w Tobie satysfakcja, czujesz motyle w brzuchu, rozpiera Cię euforia. Wchodzisz w wyższą świadomość, jesteś jak taran przebijający tamę innego wymiaru, uwalniający potok ukrytej mocy.

 

Jesteś baterią Tesli naładowaną pod korek.

 

Nie potrzebujesz trzech lamp, nie potrzebujesz kawy, siłowni ani seksu. Nie potrzebujesz słońca, słońce umarło i nie musi wracać.

 

Przynajmniej w tej jednej, krótkiej chwili.

 

Zima to szamotanina w mroku, który rozświetlają Twoje wybuchy. To ciągłe poszukiwanie iskry, paliwa, by nie dać się pochować żywcem. Nauka generowania energii i dobrych emocji niezależnie od warunków za oknem. Akceptacja ciemności to wywieszenie białej flagi i równia pochyła. Naucz się z nią walczyć, a ponowne pojawienie się słońca wiosną będzie miłym, ale jednak dodatkiem do samowystarczalnej codzienności.

 

Życie nie zaczyna się wiosną, życie jest teraz.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.