Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
01 Cze
 KOMENTARZY
, ,
#Dziennik

To zawsze był film

Był to jeden z tych momentów, które pamięta się przez lata. Czy przeżywaliście kiedyś chwilę z przytłaczającą świadomością, że zapamiętacie ją do końca życia? Ze czegokolwiek nie powiecie lub zrobicie – rozpiszecie historię, która w przyszłości będzie wybuchać w Waszych umysłach barwami, zapachem i przejmującymi ciarkami? 

 


 

Że zapamiętacie każdy detal. Krople deszczu płynące po szybie zygzakiem. Nocne światła, neony ustawicznie przecinane strugami wody. Zapach kawy, stukot szpilek i usta, które kleją się od błyszczyka. Wilgotne włosy i przemoczona koszula. Drżenie dłoni – czy to z przejęcia czy z zimna, wtedy żadna różnica, a teraz się zastanawiam. 

Przewinąć, replay.

Oczy. Tonąłem w nich tyle razy, ale nigdy wcześniej nie widziałem w nich takiego smutku. Jej seksowne, zwykle uśmiechnięte usta ściągnięte były w wąską kreskę, drgały wręcz niezauważalnie. Czarne, długie włosy opadały swobodnie na ramiona. Odgarniała je co chwilę nerwowo.

To wisiało w powietrzu. To musiało się w końcu tak skończyć. Kogo chciałem oszukać?

Ciepło rozpływające się po całym ciele, urywany oddech i wszystkie momenty, dla których mógłbym zaryzykować i nazwać je “pięknymi” – sprowadzone do banalnego, popkulturowego pudełka z różową kokardką i napisem “zauroczenie”. Jakie to dziecinne, niesprawiedliwe i mylące. Łamię palcami wykałaczkę. Nie stresuję się, nie mogę też powiedzieć, że jestem bardzo wyluzowany, ale po prostu lubię mieć zajęte dłonie. Łamię wykałaczki, rozrywam małe opakowania z cukrem i wsypuję je do pustej filiżanki. Tak już mam po prostu. Nie ma w tym większej filozofii, ani podtekstów. A jednak, jako ludzie lubimy dopowiadać historię tam, gdzie jej nie ma. Lubimy też – idąc w drugą stronę – bagatelizować i traktować powierzchownie bardzo skomplikowane zjawiska, byle nie musieć w nie schodzić. Daje nam to moc do wydania natychmiastowej, bardzo wygodnej opinii. Tak jest po prostu łatwiej. Dostrzeganie głębi i dochodzenie obiektywnej prawdy to bardzo kłopotliwy proces, więc po co się męczyć?

Nie palę i nie lubię papierosów, ale w retrospekcji dym jest bardzo miękki, nie drażni nozdrzy i kojarzy się raczej z czymś niejednoznacznie przyjemnym. Tymczasem w popielniczce zbiera się coraz więcej popiołu, a to oznacza, że zbliża się koniec. Nawet pole siłowe, bańka otaczająca nasz stolik z wolna gaśnie i do percepcji przedziera się koktail przyciszonych rozmów i spokojnej muzyki wypełzającej ze starych głośników. Może dlatego, że powiedzieliśmy sobie już wszystko.

Może dlatego, że mimo powiedzenia sobie wszystkiego, wciąż siebie nie rozumiemy.

Może dlatego, że mimo braku zrozumienia, całą resztę i tak mamy w dupie.

– Czy podać coś jeszcze? – pyta kelnerka.

Tym razem z miną zbitego psa i ruchami tak ostrożnymi, jak gdbyby wykonywała operację na otwartym sercu. Jakby uważała wejście w tę chwilę za profanację. A przecież nie musiała podchodzić. Czuła aurę, musiała ją czuć. To takie ludzkie, przecież widzę, jak z ciekawości świecą się jej oczy. Patrzę ponad jej ramię i widzę pozostałe kelnerki, zastygłe w oczekiwaniu. Nie patrzę na nie dlatego, że interesuje mnie ich opinia i niezdrowa ciekawość. Patrzę po to, by je zawstydzić. Po chwili, zakłopotane wracają do wycierania kufli. Chyba jest im głupio. Tej, która spytała też jest głupio, bo po chwili odchodzi – moje wymowne spojrzenie po raz kolejny robi robotę.

– Przestań zachowywać się tak, jakby to był film. – Protestuje, stukając czerwonymi paznokciami w blat stołu.

– To zawsze był film.

– Jeśli to jest film, to chyba właśnie patrzymy na jego zakończenie.

– Od jednego do dziesięciu?

– Przestań.

– Ja daję siedem. Z małym plusem.

– Musisz?

– Co muszę?

– Tak się zachowywać.

– A jak się zachowuję?

– Właśnie o tym mówię. – Nachyla się. Jej włosy prawie wpadają w resztki owocowej herbaty.

– Zawsze możesz wyjść.

– I wyjdę. Za chwilkę. Gdybyś tylko nie był taki, to wszystko byłoby inaczej.

– Cóż, tego nie dowiemy się już nigdy, prawda? – pytam, wzruszając ramionami. – “Gdybyś”, “wszystko”, “byłoby”. Powinnaś pomyśleć o karierze wróżki.

Wzdycha z rezygnacją i napiera plecami na oparcie kanapy. Łamię kolejną wykałaczkę. Tym razem dlatego, że mam dość tego nieznośnego uczucia. To będzie wracać jak bumerang i to nie na zdartym VHS-ie, tylko w jakości blue-ray – tak kurewsko dobrą mam pamięć.

Jesteśmy skomplikowanymi istotami w jednowymiarowej pułapce naszej percepcji.

Jesteśmy wszystkimi odcieniami szarości z metką “czarno-białe”.

Wychodzę pierwszy. Bo tak byłoby w porządnym filmie.

comments powered by Disqus

Nie przegap

# • # • # • #

Już wiem, gdzie jesteś

#Dziennik

30

(Nie)zwykły poniedziałek

Przetrzyj swoją szybę

O vincencie

Dzięki swej determinacji zmienił się z zakompleksionego introwertyka w konkretnego, pewnego siebie faceta. Autor niniejszego bloga, współpracownik CKM oraz trener rozwoju osobistego.